W azylu

W dzieciństwie mieszkałam w małej kamienicy. 3 piętra po 2-3 lokatorów na piętrze.

Właściwie mieszkały tam prawie wyłącznie starsze osoby, na emeryturze.

Trochę tak, jakbym z rodzicami wprowadziła się do przytulnego domu starców, dzięki czemu miałam same babcie i dziadków.

Znałam imiona wszystkich sąsiadek. Chodziłam do nich patrzeć jak gotują, haftują, zajmują się domem.

U jednej wylizywałam pałkę, którą mieszała ciasto, u innej dostałam do spróbowania czekoladowe cukierki własnej roboty.

Błogie dzieciństwo, w którym wszyscy wszystkich znali, mówili sobie Dzień dobry i pomagali w każdej sytuacji.

Gdy wychodziłam z mamą z domu mogłyśmy śmiało zostawić drzwi otwarte, bo nikt niepowołany by do nas nie wszedł. Zanim miał szanse dotrzeć pod nasze drzwi (mieszkałyśmy w ostatnim mieszkaniu na 3 piętrze) został szczegółowo wypytany, do kogo zmierza i kim jest. Jak nas nie było, to nikt nie wpuścił do nas gościa.

To nie było wścibstwo, tylko troska. I tak ją odbieraliśmy.

Dzisiaj jest inaczej. Obecnie mieszkam w domu podobnej wielkości ze zbliżoną liczbą lokatorów.

Nie mam pojęcia, kto jak się nazywa. Mało tego nie jestem w stanie poznać sąsiada na ulicy. Nie wiem jak wygląda większość z nich. Oczywiście znam kilka osób, które mieszkają w tym budynku, ale nie znam wszystkich.

Nie wiem czy to czasy się zmieniły, czy zmieniliśmy się my – ludzie.

Odgradzamy się coraz szczelniej od innych. Kraty w oknach, podwójne drzwi, kolejne zamki, łańcuchy, kłódki, wizjery…

Staramy się stworzyć z naszego domu fortecę, niezdobytą twierdzę. Ale ograniczając dostęp niepowołanym osobnikom, jednocześnie utrudniamy ten dostęp do siebie ludziom wszelakim.

Nie ma już pożyczania cukru, nie ma spotykania się w jednym domu, gdzie akurat jest telewizor, żeby wspólnie obejrzeć jakiś serial. Teraz nawet trudno spotkać się w takim celu domownikom, bo każdy ma swój telewizor i ogląda w nim to, co chce.

Nie wiem czy tak jest lepiej czy gorzej?

Ale mam wrażenie, że stajemy się coraz bardziej samotni w tym swoim bezpiecznym azylu.

Reklamy

2 thoughts on “W azylu

  1. ale jak każdy z domowników będzie miał swój komputer w sieci, to będzie można z nimi na gg albo na sjakpie ze dwa słówka wymienić.
    poważniej, nie udało mi się przekonać reszty wspólnoty mieszkaniowej, że zamykana brama na podwórko to nie jest pierwszorzędna potrzeba, ale w imię dobrych relacji sąsiedzkich z zastałą geriatrią nie byłem przeciw.

  2. ja mam bramę zamykana ma podwórko
    podwójną
    wiatr nie wieje, deszcz nie pada …

    A co do gg czy skypa – w pracy mialam taki przypadek, ze się pisalo do kogoś, kto siedział za ściana, albo nie daj Boze przy biurku obok

    Jakieś to taki nielogiczne niby, a coraz bardziej naturalne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s