Dekoder

Gdy się wyprowadziłam z domu rodzinnego nie miałam telewizji.

Cisza w domu dzwoniła w uszach, nie było czego oglądać do śniadania i przeczytałam wszystkie książki, które czekały na swoją kolej.

W promieniu 10 kilometrów nie było żadnej kablówki, do członków której można by było dołączyć wnosząc opłatę klubową.

Trzeba było pomyśleć o własnym talerzu odbierającym fale napływające z kosmosu i o dekoderze, który przemieni je w ruchome obrazki. W magiczne obrazki.

Tak w moim życiu pojawił się dekoder Polsatu.

Wszystko jest cudowne i wspaniałe. Nareszcie mam telewizję śniadaniową, popołudniowa i wieczorne hity. Mnogość kanałów zachwyca. Zwłaszcza Tych arabskich. Nawet zaczęłam się zastanawiać nad nauka języków egzotycznych, żeby mieć pełne zrozumienie  kanałów takich jak Al-Jazeera czy Al-Yawn.

Niestety firma Samsung, producent tego cudu techniki, stworzyła mój dekoder zbyt czułym i wrażliwym. Gdy nie ma on dostępu do prądu przez chociażby 10 sekund, jest to dla niego takim zaskoczeniem, że nawet gdy ten dostęp powróci, on zdaje się tego nie zauważać. Milczy obrażony i nic nie przekonuje go do dalszej współpracy.

Nie pomagają tłumaczenia, że to wina elektrowni, że była burza, że spięcie spowodowało gwałtowną reakcję różnicówki. Rozkapryszony nie ulega żadnym prośbom i naciskom.

Co ciekawe pozostawiony na dłuższy czas sam sobie zaczyna nieśmiało łypać czerwonym okiem. Co jeszcze wcale nie oznacza, że wybaczył nasz kompletny brak odpowiedzialności i wyobraźni, przez który on został zdezorientowany. Na razie daje do zrozumienia, że nie umarł, a tylko stroi fochy.

Poprzednim razem dekoder w zaistniałej sytuacji wylądował w bagażniku w oczekiwaniu na znalezienie się w pobliżu stacji diagnostycznej Polsatu, gdzie zbadają i wylecza. Jeździł tam kilka dni. W międzyczasie przemyślał swoje zachowanie i gdy do stacji dotarł, to zapalił się wszelkimi możliwymi kolorami i rokował poprawę.

Od tamtej pory działał idealnie oferując znowu mnogość arabskich stacji. Ale dekoder ten ma wiele wspólnego z lodówka turystyczną, która zaopatrzona w lodowe bateryjki funkcjonuje bez zarzutu dopóki się nie wyczerpią (ogrzeją, roztopią- jak zwał, tak zwał), a potem bierze urlop. Mój dekoder urlop wziął wczoraj. Niestety do tej pory podanie nie dotarło, dlatego nie wiem, na jak długo tym razem.

Ale co tam.

Brak telewizji ma swoje dobre strony. Można więcej czytać, pomyśleć, popisać. I zawsze pozostaje Internet.

Ale to już zupełnie inna historia.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s