Sobota pachnie zalewajką

Sobota pachnie zalewajką. Nie wiem, czemu tak jest, ale jest i już.

Wchodzę w bramę mojej kamienicy i zapach dobiega ze wszystkich stron, z każdego okna. Wchodzę na klatkę i gdzieś spoza zapachu kamienia i kurzu tynku czuję ten zapach zalewajki. Na pierwszym piętrze woń gotowanej kiełbasy. Najczęściej białej. Zapach delikatny jak ta kiełbasa. Ale czasem zwykła, o ostrzejszej woni, która bardziej nachalnie wbija się w nozdrza.

Na drugim piętrze kwaśny żur. Kiedyś trzeba było iść specjalnie do piekarni po zakwas. Najlepiej do znajomej, gdzie dostawało się mętny płyn najwyższej jakości w szklanej butelce. Teraz taki mętny płyn można kupić wszędzie. W plastikowej butli jakby szkło zupełnie nie było dostępne. Niby ze względów bezpieczeństwa transportu, bo wiadomo, ze plastik się nie stłucze. Tylko kiedyś transportowało się w torbie, albo w dłoni całą drogę z piekarni do domu. Teraz z rozlewni do sklepów droga znacznie dłuższa. Dlatego pojawił się plastik. A przecież taki barszcz z plastiku to już nie to samo.

Jeszcze gorzej, gdy weźmie się taki z torebki. Tradycyjny polski smak. O ile wiem, to tradycyjnie nikt nie korzystał z proszku rozpuszczanego w wodzie. To bardziej przypomina zestaw dla podróżnika, gdzie ma się w torebkach proszek czy kapsułki i wystarczy wykombinować przegotowaną wodę, by mieć gotowy posiłek. W podróży jest to doskonałe rozwiązanie, ale nie w domu, gdzie trzeba dbać o szlachetność zalewajki.

Może da się jednak znaleźć taki barszcz w piekarni. W szklanej butelce, który jest gwarancja wspaniałego aromatu. W ostateczności można użyć tego z plastikowej butelki, który nie jest gwarancją niczego konkretnego, ale jeszcze raz pozwoli przejść do kolejnego etapu.

Bo na trzecim piętrze pachnie przypalana cebula. Relikt zamierzchłej epoki, gdy paliło się ja na płycie pieca. Teraz mało kto o tym pamięta. A moja mama zawsze nabija cebulę na widelec i kładzie ją nad palnikiem kuchenki gazowej. Jeszcze tak daje radę, bo gdyby była to płyta grzewcza w żaden sposób nie udałoby się utrzymać tradycji. Niestety w dobie płyt indukcyjnych i innych tego typu wynalazków przyjdzie nam opalać cebule nad zapalniczką albo całkiem z niej zrezygnować. A przecież bez cebuli z przyczernioną skórka to już nie będzie to samo.

Do tego jeszcze ziemniaki. Wiem, że niektórzy wola jajko na twardo. Pokrojone w kawałki rozpływa się w zachwycie po całym talerzu. Albo przekrojone tylko na pół łypie z talerza okiem żółtka.

Jajko dobre jest na Wielkanoc do tradycyjnego barszczu białego. Ale taka sobotnia zalewajka musi mieć ziemniaki. Taki zagęstnik dodatkowy. Kostki, może nie smaku, ale na pewno energii.

Otwieram drzwi mojego domu i wszystkie zapachy zbijają się w jeden. Zalewajka. Taka zupa, która stanowi cały obiad, bo dzięki kiełbasie i ziemniakom staje się też drugim daniem.

Nie wiem jak dla innych, ale dla mnie sobota bez zalewajki traci swój urok.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s