Otrząsając się z różowego lukru

Dzisiaj można było już bezpiecznie wyjść na ulice. Nie ociekać różowym lukrem Walentynek. Ulice odzyskały wolność. Wyzwoliło je spod panowania serduszek, kokardek, buziaczków i innych tego typu dekoracji. Chyba od miesiąca wyzierały z każdej wystawy sklepowej. Nie tylko ze sklepów papierniczych, gdzie mnogość kartek z gotowymi wierszykami i wyznaniami miłosnymi przyprawiała o mdłości. Także z wystaw sklepów z ubraniami, butami, biżuterią, a nawet ze sprzętem elektronicznym. W końcu co mniej romantyczny kochanek może pokusić się o zakup z tej okazji telewizora czy może nawet lodówki. Nigdy nic nie wiadomo i każdy handlowiec musi być na każda ewentualność przygotowany.

Dziw , że tyle różu dało się na tych wystawach jakoś upchnąć, że cała ta czerwień nie wylała się zza szyb krwistym potokiem.
Dlaczego w Polsce tak chętnie przyjmujemy święta amerykańskie, a jednocześnie tak łatwo rezygnujemy ze swoich własnych? Przecież 14 lutego nie odkrył przed nami miłości, ani nie wymógł jej świętowania.
W Polsce znane były święta związane z tym uczuciem. Przecież dziewczęta chciały kochać i być kochane, tak samo chłopcy, dlatego jedni i drudzy zaklinali wszelkie bóstwa, by pomogły im znaleźć to najgłębsze uczucie. Bez różowego lukru i przesłodzonych ozdób. Za to ze spora dawka mistycyzmu i tajemniczości.

Taka bowiem była Noc Świętojańska. Noc czerwcowa. Z 23 na 24 czerwca, albo z 21 na 22 czerwca. Bo była świętem ruchomym, zgodnym z zegarem upraw, z rytmem natury. Duszna albo właśnie świeża i orzeźwiająca. Przesilenie letnie, gdy Słońce pokonuje ciemność-noc, bo dzień jest najdłuższy i trwa i trwa i trwa, a noc krótka. Tak krótka, że musi być magiczna. Święto pogańskie, które wyznaje pogańskiego bożka – miłość. Doświadczyć jej mogą wszyscy, choć nie wszyscy jej doświadczają. Nie każdy potrafi ją dostrzec i się nią cieszyć.
Kościół próbował wyeliminować ją z życia wiernych, co prawie mu się udało. Najpierw przestała być Nocą Kupały i stała się Nocą Świętojańską, żeby mieć za patrona świętego Jana. Ale i to nie wystarczyło. Była coraz bardziej spychana na margines kalendarza świątecznego i w sumie zupełnie zniknęła. Kto dziś pamięta o poszukiwaniu tej nocy kwiatu paproci? Kwitnie tylko raz w roku, tylko w te najkrótszą noc by czas jego poszukiwań był jak najbardziej ograniczony. Bo nie jest to taki zwykły kwiat. Mógł on spełnić życzenie. Dać radość, obfitość, bogactwo. Kawalerom zapewnić świetne perspektywy by starać się o rękę panny. Pannom zapewniał odpowiedni posag, by mogły wybierać męża bez obaw o stan majątkowy. Wszystko tej nocy, nawet pieniądze, było podporządkowane miłości.

3e44266621361dfa84f9910a1c4eff92_original

Bo ludzie potrzebują miłości, chcą celebrować jej istnienie, cieszyć się z jej posiadania lub oczekiwać na jej pojawienie.
Dlatego teraz pojawiły się Walentynki. Święto kapitalistyczne, bo nie chodzi o patrzenie sobie w oczy i trzymanie się za ręce, ale o dawanie. Prezentów, kwiatów, kartek i innych produktów.
Mamy zimowe, niby ogrzewające święto Walentynek. Tylko po co ? Skoro można odkurzyć zapomnianą Sobótkę. I w czerwcowa noc wspólnie poszukać kwiatu paproci.

1403301769_necmc7_600

Advertisements

One thought on “Otrząsając się z różowego lukru

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s