Alergicy wszystkich krajów łączcie się

Alergia to nie choroba. To wymysł zmanierowanych panienek, które nigdy nie chorowały na nic poważnego. Albo wydelikaconych chłoptasiów, którzy w ten sposób znajdują sobie wymówkę przed jakąkolwiek aktywnością. Alergia to żadna choroba.

Tak mogą mówić tylko ci, którzy nigdy żadnej alergii nie mieli. Ale każdy, kogo dopada nagle atak kichania skutecznie uniemożliwiający jakiekolwiek relacje interpersonalne, albo kaszel, który przywodzi na myśl ostatnie stadium gruźlicy, jednym słowem każdy alergik wie, że alergia chorobą jest.

Jak bardzo potrafi ona wpłynąć na życie pokaże podając kilka przykładów. Z autopsji.

Ostatnio próbowała mnie zabić poduszka. A właściwie nie sama poduszka, co pierze w niej ukryte. Zaczęło się niewinnie od kichania. Raz. Dwa razy. Trzy, cztery, pięć. W końcu wydawało mi się, że za pomocą tego kichania zacznę się porozumiewać. Może dałoby się opracować jakiś system. Jedno kichnięcie tak, dwa na nie, trzy na nie wiem …

Potem ciekło z nosa. Ale jak ciekło. Jakby ktoś odkręcił zapomniany kurek. Nawet nie było sensu przykładać chusteczki, bo o smarkaniu to już w ogóle mogłam zapomnieć. Najlepiej gdybym przyłożyła ręcznik i czekała aż nasiąknie. Biorąc pod uwagę istniejący wyciek czekałabym może z 5 minut. I następny.

Jakby efektów dźwiękowych i wilgotnościowych, jakich dostarczał mi nos było mało, pojawiło się swędzenie. Skórę twarzy i głowy próbowałam sobie przez sen zedrzeć. A co, taki samoistny skalpik, żebym już nie musiała się dłużej męczyć. Do tego tarłam oczy tak bardzo, jakbym chciała wepchnąć je do środka czaszki. Na co one odpowiedziały łzawieniem porównywalnym do potoku z nosa.

Od teraz będę pamiętać, żeby głośno i wyraźnie domagać się poduszek ze sztucznym wypełnieniem, żeby nie zaliczać już tego typu atrakcji.

Ale na poduszkach z pierza liczba moich wrogów się nie kończy. Groźne są tez dla mnie koty. Nie tygrysy czy lwy, które zagrażają potencjalnie każdemu, ale dachowce, podwórkowe, koty rasowe i nierasowe, oraz wszystkie inne małe, niewinne stworzonka. O ile znajdują się jedynie w pobliżu czy grasują w pomieszczeniu, w którym przebywam, jest to jeszcze sytuacja do wytrzymania. W prawdzie kicham trochę częściej niż zazwyczaj i upewniam się, ze mam zapas chusteczek, ale poza tym dobrze się trzymam. Ale wystarczy, ze takie futrzaste stworzenie obetrze się o mnie, albo, co gorsza, wskoczy mi na kolana. Reakcja mojego organizmu jest natychmiastowa. Moja twarz zaczyna cieknąc ze wszelkich możliwych otworów. Ciekną oczy, cieknie nos. Do tego oczy przywodzą na myśl niewyspaną angorę. Nie dość, że czerwone, to jeszcze nadmiernie spuchnięte. Mogę śmiało zapomnieć o istnieniu jakiegokolwiek makijażu, bo pozostają po nim jedynie barwne plamy i szare zacieki. Ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że cieknąca i spuchnięta ledwo daję radę, żeby dotrzeć do domu, by w spokoju doprowadzić się do stanu używalności.

Zatem wyjście do znajomych, którzy posiadają koty jest dla mnie tabu. Podobnie jak wyjazdy w niektóre miejsca.

Kiedyś pojechałam na wakacje do drewnianego domku. Nad jeziorem, w lesie. Piękne okoliczności przyrody, ale wilgoć, która tam panowała, dał mi się we znaki w sposób niepowtarzalny. W środku nocy próbowałam nabrać powietrza, a ono ze świstem zatrzymało się w krtani. Charczałam łapiąc minimalne porcje tlenu, które jakimś cudem przedostawały się do płuc utrzymując mnie w stanie świadomości. Odkryłam, że to nieprawda, że człowiek może za pomocą swoich strun głosowych wydawać tylko jeden dźwięk, a do wykonania inwencji 3-głosowych Bacha potrzebuje towarzystwa. Ja byłam bliska osiągnięcia ideału wykonania tego solo. Dźwięki, jakie wydobywały się z mojej zaciśniętej krtani to był dwugłos w porywach do trzygłosu. Niestety nie panowałam nad tym, jakie pojawiają się między głosami interwały, dlatego partyturę Bacha musiałam sobie odpuścić. Z resztą w tamtej chwili bardziej starałam się nie udusić, niż wykonywać jakiekolwiek utwory.  Ale przecież duszenie spowodowane zaciśnięciem krtani to nie jest żadna choroba.

W każdym razie wszelkie alergie są nieistotne, bagatelizowane, uznawane za wymysły czy fanaberie przez ludzi, którzy tylko o nich słyszeli bądź czytali. Alergicy i osoby z ich otoczenia mogą mieć na tę sprawę całkiem odmienny pogląd.

Reklamy

2 thoughts on “Alergicy wszystkich krajów łączcie się

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s