Wielki Post

Trwa sobie Wielki Post nieprzerwanie. Niektórzy z tej okazji poszczą, inni poszczą bez okazji, bo są na diecie, a jeszcze inni poszczą, bo muszą. Niestety okazuje się, że czasem nie jest nam tak daleko do krajów najuboższych, jak byśmy chcieli. Może jeszcze dzieci w naszym kraju nie chodzą z wydętymi głodem brzuchami, ale wydaje się, że urzędnicy i rząd robią wszystko, by to zmienić. Piękne przepisy uniemożliwiają pomoc w każdym jej aspekcie.

Pierwsze ograniczeniu będą podlegały obiady szkolne. Co tam akcja Pajacyk czy jakieś inne akcje pomagające karmić w szkołach uczniów. Dzieci będa głodne, bo rządzący nie widzą potrzeby ich dokarmiania. A przynajmniej nie widzą potrzeb realnych, bo ustanowili specjalne kryteria, według których podejmują decyzje. Od kilku lat jednak nie podniesiono progu określającego czy dana rodzina jest wystarczająco uboga, by otrzymać pomoc. Podniesiono jedynie wysokość zapomóg i dodatków, które się tym najbiedniejszym rodzinom należą. Aż o 1/3, choć fakt, że zapomogi, rodzinne i inne tego typu należności są tak niewiarygodnie niskie, że nawet powiększenie ich o 1/3 na niewiele się zdało. W dodatku poprzez zbyt niski próg rodzin kwalifikujących się jest coraz mniej. Ceny idą w góre, a progi nie.

Próg taki wynosi 351 zł na osobę w rodzinie. Nawet nie chce mi się liczyć, jaka to kwota brutto czy netto. Nie chce mi sie liczyć jakie dochody musi mieć rodzina wieloosobowa, a jakie samotna matka, żeby dziecko obiad w stołówce szkolnej otrzymało. Jak widzę te trzy żałosne cyferki, to jestem intuicyjnie w stanie oszacować, że próg jest jakiś chory, że trzeba chyba być na granicy totalnego ubóstwa, które uniemożliwia w ogóle samodzielny zakup jakichkolwiek produktów żywnościowych, żeby uznano, że pomoc się należy.

Dopłat coraz mniej, a dyrektorzy szkół wiedzą, jak szkolne obiady dzieciom są potrzebne. Niektóre do szkoły przychodzą tylko po to, żeby zjeść. Nauka jest jedynie dodatkiem do posiłku, który jest ich pierwszym w ciągu dnia. A czasem też jedynym. Zanim pojawi się przerwa obiadowa, dzieci takie nie są w stanie myśleć o niczym innym. Ale urzednicy nie widzą problemu. Powoli, aczkolwiek skutecznie, przykrecają kurek z pieniądzmi, czyli też z zupą.

W tej sytuacji wydaje się, że jedyna nadzieja w prywatnych darczyńcach. Ludziach, którzy z potrzeby serca czy sumienia podzielą się tym, co mają. Nakarmią głodnych. Rozmnożą chleb niczym Jezus, by starczyło po kawałku dla każdego. Tak robił najsłynniejszy w Polsce piekarz – Waldemar Gronowski, który chlebem upieczonym w swojej piekarni karmił biednych. Dostarczał go do schronisk i jadłodajni dla bezdomnych, do domow dziecka czy przedszkoli. Wszędzie tam, gdzie były wyciągniete po chleb rece.

Niestety dobroczynność w tym kraju nie jest prosta. Trzeba się liczyć z tym, że najbardziej potrzebującym obiektem, studnią bez dna, jest Skarb Państwa. Fiskus już zadba o to, żeby spływały do niego pieniadze. Jeśli ktoś jest tak bardzo bogaty, że najwyraźniej mu zbywa, bo nie zagarnia zachłannie wszystkiego do siebie, tylko dzieli się z innymi, to powinien oddać też działkę fiskusowi. Niemałą działkę, bo to przecież tak najbardziej potrzebne są pieniądze (tylko na pewno nie na dopłaty do obiadów). Pan Gronowski winny jest przeszło 200 tysięcy złotych. Choć jego sytuacja wywołała coś niewiarygodnego w tym kraju, bo pójście po rozum do głowy urzedników i zniesienie podatku od produktów żywnościowych rozdanych biednym, to jednak jego ten przepis nie obowiązuje. Nie pomagają odwołania do sądu, nic nie jest w stanie ocalić go przed głęboką kieszenią państwa. Stracił firmę, zamknął piekarnię, która nie tylko pozwalała mu utrzymać siebie i rodzinę, ale też karmić głodnych, którzy na pomoc z innej strony nie mogą liczyć.

Państwa to nie obchodzi. Skoro samo nie jest w stanie nakarmić swoich najbiedniejszych obywateli, to przecież nie może pozwolić, by ktoś prywatnie naprawił ten błąd. By jeden skromny człowiek dokonał tego, czego rzesze specjalistów nie potrafią dokonać. Nie można bezkarnie bawić sie w Robin Hooda czy bardziej swojskiego Janosika. Znajdzie się ktoś, kto dopilnuje, by wyegzekwować wszelkie podatki, które napełnią wielką kiesę państwową.

I co z tego, że żołądki są puste?

Dlatego dzieci w szkołach, bezdomni w schroniskach i inni biedni, którzy nie mogą zapewnić sobie tyle jedzenia, ile potrzebują, mają teraz Wielki Post. Codzienny i niezmienny. Najsmutniejsze jest to, że ich post wcale nie trwa 40 dni. Jest to naprawdę pełnowymiarowy post 365-dniowy.

Advertisements

2 thoughts on “Wielki Post

  1. Niestety takie jest życie – lubi pisać swoje scenariusze. Najbardziej mnie jednak irytuje, gdy ktoś próbuje mi wcisnąć, że muszę pomóc dzieciom w Afryce, a w Polsce mamy swoich potrzebujących.

    Chyba przez ten wpis wezmę się zrobię przelew na jakąś akcję pomocy głodnym dzieciom.

  2. „Najsmutniejsze jest to, że ich post wcale nie trwa 40 dni. Jest to naprawdę pełnowymiarowy post 365-dniowy.” Piękne zdanie. Można by uznać je zakąś maksymę.

    Niestety, my marnujemy tony jedzenia, a na świecie są ludzie którzy muszą liczyć się z każdym kęsem, aby przetrwać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s