Szach mat edukacji

Usłyszałam niedawno o pomyśle, by do szkoł wprowadzić obowiazkową naukę gry w szachy. Ma to dzieci rozwijać, uczyć je strategii (jakby godziny spędzone przed komputerem na grach strategicznych nie spełniły zadania) i w ogóle powodować same pozytywne skutki. Wzbudziło to mój wewnętrzny sprzeciw. W życiu bym się pod taką petycją nie podpisała. Pomyślałam o sobie z okresu szkolnego, zaczęłam się martwić o moje dziecko, które kiedyś do szkoły pójdzie i jeśli choć trochę będzie do mnie podobne, to z powodu takich zajęć mogłoby przeżywać prawdziwe męki. Dlaczego ktoś miałby zmuszać dzieci do gry w szachy?

Samą szkołę lubiłam. Naprawdę. Może byłam dziwnym dzieckiem, ale z radością uczyłam się nowych rzeczy. Frajdę sprawiało mi poznawanie ciągle czegoś innego. Pod koniec wakacji nie mogłam się już doczekać września, w którym moje zeszyty i umysł zaczną napełniać się wiedzą. Wiele przedmiotów było moimi ulubionymi, pozostałe tolerowałam bez specjalnego przymusu. Jednak gdyby w szkole zmuszał mnie ktoś do gry w szachy, to byłabym najbardziej znanym wagarowiczem w tej części Europy.

Szachy pasjonują mnie mniej więcej tak, jak wędkarstwo. Przez 15, no może nawet 20 minut, jestem w stanie względnie cicho się przyglądać, przy okazji pozwalajac błądzić moim myślom w nieznanych kierunkach. Nawet tyle nie jestem w stanie poświęcić  na pełną koncentrację na tafli wody czy szachownicy, ale obserwatorem jestem znośnym. Jednak po tym czasie zarówno skoczek jak i spławik przyprawiają mnie o mdłości i zdaję sobie sprawę, że marnuję czas. Tracę życie na coś, co mnie nie bawi, a mogłabym w tym czasie poczytać, popisać czy zrobić coś równie pasjonującego.

I niech nikt mi nie wmawia, że gdybym sama się tym zajęła, a nie tylko stała z boku, to sytuacja wygladałaby inaczej. Nawet próbowałam. Poznałam zasady gry, sposób przemieszczania poszczególnych figur i … nadal mnie to nie bawi.

Nie przekonują mnie argumenty, że uczniowie uczęszczający na kółko szachowe mieli lepsze wyniki w testach matematycznych niż ich koledzy, którzy z szachami nie mają nic wspólnego. Co to w ogóle za argument? To jakby posiłkować się faktem, że uczniowie z kółka literackiego mają lepsze wyniki w języku polskim. Fascynaci szachów prawdopodobnie mają umysły ścisłe. Cyferki i całe to obliczanie pasjonowało ich wcześniej. Kombinowanie z szachownicą i figurami jedynie pogłebia ich zainteresowania. Pewnie, gdyby nie grali w szachy, to zajmowaliby się obliczaniem w inny sposób. Komuś, kogo to nie interesuje, nie pasjonuje i nie jest dla niego dobrym sposobem rozwijania czegokolwiek takie zajęcia nie pomogą. Zmuszanie kogoś, kto nijak nie jest w stanie się przemóc do zainteresowania grą w szachy, by musiał grać w nie regularnie może co najwyżej spowodować pogłębienie frustracji zwiazanych ze szkołą.

Nie jestem całkowitą przeciwniczką szachów, tak jak nie zakazałabym wędkarstwa. Tylko dlatego, że coś mnie nie interesuje, nie zabronie tego innym, tak jak nie chciałabym, żeby moje zainteresowania musieli dzielić wszyscy pozostali. Może więc pomysłodawcy obowiazkowej gry w szachy też nie będą do tego dażyć. Oczywiście jako zajęcia dodatkowe szachy mogą być doskonałą sprawą. Jeśli jakieś dziecko jest tym zainteresowane to mogłoby się tym zajmowac po lekcjach w szkole. Miło by było, gdyby też inne zainteresowania dzieci były rozwijane poprzez zajęcia dodatkowe. Przecież są tacy, którzy wolą obserwować motyle, ogladać stare mapy albo deklamować wiersze godzinami. Żadne z tych zainteresowań nie jest gorsze od innego. W sytuacji idealnej wybór takich zajęć byłby tak duży, że każdy znalazłby coś dla siebie.  Szachy rozwijają, ale mnie rozwijały zajęcia emisji głosu i zespół wokalno-aktorski. Nie sadzę, żeby każdy szachista równie ochoczo przygotowywał się do występów artystycznych.  Tak samo jak nie zmuszałabym ich do pojawiania się na scenie, tak samo nie chciałabym, żeby ktoś zmuszał mnie do siadania przy szachownicy.

Dlatego pomysł z obowiązkowymi lekacjami gry w szachy uważam za nietrafiony. Mało tego, mogę stwierdzić, że forsowanie takich zmian w systemie szkolnictwa to szach mat w grze przeciwko edukacji.

Reklamy

5 thoughts on “Szach mat edukacji

  1. Na pewno, trzeba wprowadzić zmiany w systemie edukacji, jednak to musi być zrobione w sposób przemyślany. Obowiązkowe szachy mogą wydawać się głupie, ale na pewno są jakimś rozwiązaniem. Osobiście mam dość „chorób społeczeństwa w XXI wieku” takich jak dysleksja, dysortografia, dysgrafia i inne.
    Reformę trzeba wprowadzić i wytępić to wszystko co kryje się pod lenistwem!
    Ale to wszystko trzeba przemyśleć, najlepiej przy kawie.
    Pozdrawiam!

  2. Ale ja nadal uważam, że „jakieś rozwiązanie” to jeszcze nie jest „dobre rozwiązanie”.
    Mnie w każdym razie szachy zniechęciłyby do szkoły totalnie
    Na szczęście nie musiałam się z tym zmagac i mam nadzieję, że moje dziecko też ta wątpliwa przyjemność ominie

  3. też jestem przeciwna „ciąganiu za chabety”.
    szachy, plywanie, karate, język japoński, kurs rysunku, jazda konna, nauka gotowania to wszystko powinno byc determinowane indywidualnymi konikami i chuciami. najlepiej jeszcze – nie rodzicow, a dzieci. jak jest w rzeczywistosci kazdy z nas wie. znam chlopaka, ktorego wielka pasja muzyczna zostala bolesnie stlamszona przez dystyngowanych rodzicow, bo nie licowala z ich osobista wizja (gra na gitarze elektrycznej, otoczmy sie wiencami czosnku i skrzyzujmy palce!), natomiast przez lata zmuszali do do lyzew. moze i lyzwy cos rozwijaja (blednik?), ale na boga, nie zmuszajmy nikogo do naszej wizji, bo od tego krok do totalitaryzmu.
    demokracja ma wiele wad, ale jednak umowmy sie – nie wymyslono jeszcze nic lepszego :)

    pozdrawiam i dziekuje za komentarz kwiatowy :)
    zgadzam sie – gozdziki odpowiednio podane sa przepiekne.

  4. Hmmm… wspominając szkoły, myślę o wielu, wielu rzeczach których musiałem się uczyć, które uleciały mi z głowy zaraz po zaliczonej klasówce, które nie są mi potrzebne do życia jakie wybrałem. Pamiętam też wiedzę, której waga była bagatelizowana, przez co i ja ją olewałem… teraz żałuję, zdobywam ją od nowa, z własnej woli.

    Opracowanie dobrego programu jest nie lada wyzwaniem. Nie sposób zrobić czegoś co będzie przydatne i dopasowane do potrzeb i umiejętności wszystkich uczniów naraz. Najlepiej było by gdyby różne grupy uczniów o różnych zdolnościach mieli zajęcia dopasowane do siebie… tylko kto mógłby prowadzić taką selekcję? Niestety wydaje mi się to niewykonalne :(

  5. i ja uważam, że przymusowe szachy w szkole to totalna porażka. Nigdy nie lubiłem tej gry, choć potrafię w nią grać. co jeśli i moje dziecko nie będzie chciało uczyć się grać w szachy? czy z tego powodu ma być inne? dziwne pomysły, doprawdy dziwne :)
    pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s