(Nie)zły cyrk

Nie lubię cyrku. Nie bawi mnie jakoś szczególnie. Może jedynie ludzie udowadniający, że potrafią pokonać grawitację i wirujący na linach w powietrzu budzą jakiś podziw, choć nie przeczę pomieszany z lękiem, ze kiedyś spadną i rozprysną się na dole na milion kawałków. Wiem, ze obecnie z przyczyn umieszczonych na dziesiątkach stron przepisów BHP na dole jest siatka zabezpieczająca. Ale właśnie to rujnuje cała zabawę. Przecież chodziło o wiarę tych ludzi, nawet jeśli tylko udawaną dla potrzeb przedstawienia, że potrafią latać. Dzięki temu ludzie obserwujący ich z pozycji ziemi mogli też w to uwierzyć. Gdy marzenia i nadziej przykrywa siatka zabezpieczająca ma się świadomość, że ani ci na górze ani tym bardziej ci na dole nie wierzą w żadne ludzkie latanie i wiedza, że to tylko wyćwiczone sztuczki. A na wypadek niepowodzenia wisi siatka.

Cała reszta w cyrku jest jeszcze gorsza. Mężczyzna, który pozuje się na magika i macha taliami posklejanych kart czy innymi królikami, które to niby wyskakują z kapelusza. Obecnie nawet małe dzieci potrafią wykonywać ciekawsze sztuczki i nie wierzą w magie, za to doskonale zdają sobie sprawę z możliwości sprawnych i szybkich rak. Zapytajcie pierwszego lepszego nieletniego złodzieja kieszonkowego. To, nad czym magik pracuje latami, on opanowuje w jeden deszczowy weekend i już nigdy nie musi się martwić o drobne na gumy do żucia. Z każdej kieszeni i torebki potrafi wyciągnąć jakieś fundusze, a czasem od razu te gumy i jeszcze telefon, żeby zadzwonić do kumpli i się tymi gumami podzielić. Magik nie stanowi żadnej atrakcji.

A co z cyrkowymi zwierzętami? Jakieś pudle skaczące przez obręcze czy lwy, z których robi się kanapowe futerkowe słuchające tresera jak wyroczni. Nie wchodzę w to. Wiem, że ten lew w każdej chwili może tresera nie posłuchać i właśnie dlatego widownie odgradza się od areny klatką. Czyli wychodzi na to, że lew, słoń czy inne zwierze robi to, co chce i jeśli akurat hopnie przez obręcz to miło, a jeśli nie to trudno, możemy bilet wkleić do pamiętnika i tyle z tego mamy.
cyrk

W dzieciństwie pewnie w cyrku byłam. Był to obowiązkowy element, przez który trzeba było przejść. Nie wiem czy w ramach ukulturalniania najmłodszych czy w myśl jakiejś innej ideologii. Jednak o ile poranki w kinie pamiętam doskonale, przedstawienia lalkowe czy cudowne występy aktorskie w teatrze są wciąż żywe w mej pamięci, to cyrku w niej nie mogę się doszukać. Nie wiem, czego ta amnezja jest wynikiem. Może cyrk nie był dla mnie na tyle interesujący, by mój małoletni umysł chciał tym wydarzeniem zaśmiecać swoją dziewiczą pamięć? A może było to wydarzenie traumatyczne i dla mojego zdrowia psychicznego zostało z pamięci wyparte?

Teoria ta jest bardzo prawdopodobna, bo do dzisiaj boję się klaunów. Nie jest to paniczny lęk nakłaniający mnie do ucieczki i wydawania dźwięków o bardzo wysokiej częstotliwości (taką reakcję wywołuje u mnie jedynie pająk), ale widzą tego dziwnego przebierańca czuję się nieswojo. Nie bawi mnie, nie rozśmiesza, a tylko przeraża.

Stephen King wiedział, co robi pisząc powieść „To”. Sięgnął do lęków, jakie budzi ta postać. Czy można lepiej wybrać sobie uosobienie zła? Wymalowana twarz, czerwony nos, ubranie niepodobne do niczego, co ktokolwiek ma w szafie i ten śmiech z wszystkiego, tak złowieszczo brzmiący. Dlatego u Kinga mordercą dzieci jest klown.

Ja do cyrku nie chodzę, w telewizji też nie oglądam, bo ani mnie to bawi, ani fascynuje, a w dodatku szkoda mi na cyrk czasu i energii. Nie sądzę, by cokolwiek dobrego lub miłego mnie tam spotkało. I co? I mam rację. Ostatnio zawalił się jakiś cyrk. Wzmocnienia masztu czy tam jakieś inne ważne elementy techniczne nie wytrzymały, masz upadł i cały namiot cyrkowy się złożył przytłaczając siedzących w środku ludzi swoim ciężarem.  Na szczęście tylko 4 osoby ucierpiały fizycznie, choć pewnie psychiczne urazy może mieć większa ilość osób.

Wyobraźmy sobie biedne dziecko, które rodzice zabrali do cyrku. Miało być wesoło i atrakcyjnie. Takie dziecko zobaczyło trochę nienaturalnie wyglądających i zachowujących się zwierząt, ludzi próbujących zaprzeczyć prawom fizyki, przerażających kolesi w za dużych butach, jaskrawych wdziankach i z czerwonymi nosami ( z przepicia? przemarznięcia?). A na koniec takiemu maluchowi to wszystko zawaliło się na głowę. I to wszystko w cenie biletu za jedyne 10 zł dla dziecka i 20 zł dla dorosłego.

Reklamy

One thought on “(Nie)zły cyrk

  1. hm … wiesz co ja tez za cyrkiem nie przepadam nawet jako dziecko mnie nie bawil, podobnie mam tez z klaunami zwyczjnie w swiecie sie ich boje.
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s