Zielono mi …

Wiosna przyszła niespodziewanie.

Gdzieś między praniem i gotowaniem okazało się, że świeci słońce i w ogóle świat stał się bardziej pozytywny.

Bo jak świeci słońce to nawet ta szarość, która jest w koło wydaje się bardziej barwna. Co z tego, że jeszcze w niektórych miejscach leży śnieg? Naprawdę, musiało go bardzo dużo tej zimy napadać, skoro jeszcze nie uciekł, nie odszedł czy nie zrobił tam czegoś, co śnieg w zaistniałej temperaturze robi.  Może w kolejce do odlotu śniegu do zimnych krajów, bo chyba tam przeczekuje ciepły okres, by wrócić i znów zaskoczyć ludzi, rządzących i przede wszystkim drogowców, jest taka kolejka, że niektóre jego kopce musza czekać? To jest nieistotne, bo ważniejsza niż ta szaro-bura masa zalegająca pod domami jest zieleń.

Pojawiła się tak delikatnie i subtelnie. Na samiutkich końcach krzewów i gałęzi drzew. Jeszcze nieśmiało, jeszcze niepewna czy powinna. Ale już jest.

Dla mnie to bardzo ważne. Ostatnio brakuje mi zielonego. W życiu, w duszy, w głowie.

Mam różne teorie skąd taki brak. Wyczytałam, że koloru zielonego potrzebują osoby, w których życiu następuje jakieś zamieszanie. Nie ma równowagi, balansu czy bilansu i wtedy ciągnie ich do zielonego. Podobno wystarczy zielona bluzka i wraca spokój. Nie wiem czy na płaczące dziecko z gilem do pasa to pomaga, ale czemu nie spróbować? Może akurat zielony gwarantuje wyleczenie z kataru w tempie szybszym niż tydzień, a nawet niż 7 dni.

Nadzieje zawsze można mieć. A właśnie zielony to kolor nadziei. Dlatego jeśli brakuje w życiu nadziei, to też można sobie zaaplikować trochę zielonego. W tabletkach raczej nie sprzedają, ale w jakiejś innej formie, dlaczego nie? Przez chwilę przebiegła przez moją głowę myśl o najsłynniejszym zielonym płynie, czyli o absyncie, ale to chyba nie najlepszy pomysł. Może kusi magią koloru, może nawet łudzi poaplikacyjnymi wizjami, ale jednak z jakiegoś powodu jest on w wielu krajach zakazany. Dla bardziej odważnych pozostaje wyprawa do niedalekich Czech, gdzie butelkę można kupić i tanio, i legalnie. Ja osobiście jednak od tej formy wprowadzania zieleni do swojego życia i organizmu się powstrzymam.

Jednak na wiosnę potrzebuję zieleni. Pamiętam piosenkę Anity Lipnickiej, w której refren dotyczył wiosny i właśnie zielonego. W sumie to Lipnicka chyba też ma dużo zamieszania w życiu, a przynajmniej miała, bo najwidoczniej potrzebowała zielonego. Piosenka, o której mówię, to Trzy lata później, a przecież była też piosenka Moje oczy są zielone i cały album o tym tytule. Ale piosenka, która dla mnie tak pięknie, a może tak lirycznie kojarzy się z wiosna jest Trzy lata później. Przecież nie sposób zaprzeczyć temu, gdy słyszy się tekst:

A tutaj znowu wiosna się rodzi

tysiącem kolorów rozkwita

w ogrodzie

… … …

by zasiać w sobie trochę nadziei

kupiłam zielony płaszcz

Płaszcz zielony nie zawitał do mnie wraz z pierwszymi pąkami na drzewach. Ale skuszona wiosną zaczęłam kupować zielone. Pierwszy chyba był komplet talerzy. 18 sztuk pistacjowych. To taki skromny odcień zieleni, ale co tam, będzie ostrzej. Ostatnio kupiłam zielone buty i bluzkę. Wiosennie ma być przecież.

Dziecko je już wyłącznie na zielonych talerzach, które w wydaniu dziecięcym mają bardziej ambitny kolor niż pistacja czy mięta. Nie nazwę tego po imieniu, bo nie chce używać brzydkich słów. Ale kolor jest zdecydowanie oczoj…ny.

W każdym razie wiosna przyszła niespodziewanie, ale w doskonałym momencie. Niech przyniesie mi jak najwięcej zieleni za oknem, bo bliscy wyrzucą mnie z domu i ze swojego życia jak wszystko teraz będę kupować zielone i zmuszać ich do oglądania tego na mnie i wokół mnie. A tak, wyjrzę przez okno i zieleń i spokój… spokój… spokój…

Advertisements

9 thoughts on “Zielono mi …

  1. hm… moze cos w tym jest… widzisz kiedy ja dowiedzialam sie ze moj maz mnie zdradzil bylismy w trakcie remontowania naszego mieszkania, niespodziewanie poniewaz ja nie lubie koloru zielonego przynajmniej nie bardzo spodobala mi sie farba do przedpokoju wlasnie tago koloru.
    Tak wiec moj przedpokoj to „zielona herbata” moze jest duzo prawdy z tym oddzialywaniem na nas otaczajacych nas kolorów?? Kto wie…

  2. ja się o tym juz nie pierwszy raz przekonałam
    teraz brakuje mi zielonego i pewnie dlatego nim sie otaczam
    ciekawe kiedy mi się znudzi?
    pewnie gdy osiagne równowagę totalna i spokoj całkowity

  3. Rzeczywiście coraz więcej ostatnio tej zieleni. A ostatnio też słońca i ciepła. :-)

    A Zaucha śpiewał „Zielono mi!”

  4. i ja właśnie gdzieś między praniem, a sprzątaniem zauważyłem, że jakoś tak świat się zaczyna zielenić :)
    pozdrawiam!

  5. Trudno stworzyć lub utrzymać wokół siebie jakąś określoną kolorową aurę, jeśli świat dookoła robi wszystko, żeby wypłowiała. Z czasem staje się coraz trudniej o wesoła kolorową paletę barw wewnątrz duszy. A być może, każdy ma w sobie po prostu swój określony życiowy zapas kolorów?

  6. Moja aura jest zdecydowanie fioletowa
    Podobno nawet osobowość mam śliwkową
    Ale skoro naszło mnie na zielony…
    nie jest to zdrada
    raczej taki tymczasowy, chwilowy, przelotny flirt, bo nawet nie romans
    A fioletowy i tak jest podstawą

  7. Mam ciutek inną teorię. Zieloność wspaniale wycisza, daje poczucie świeżości, coś jak zapach świeżo skoszonej trawy (jeśli ktoś lubi). Green tea by Elizabeth Arden (zapach może nie z tej najwyższej półki, ale świeży, przyjemny) i inne zieloności…koją. Cudownie koją.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s