Słów kilka o pralce

Pralki mnie fascynują.  Naprawdę są to jakieś niezwykłe urządzenia.  Prawie tak niezwykłe jak maszyny do produkcji bimbru. Wrzucasz różne rzeczy a wychodzi coś innego. Bo wrzucasz brudne, zalewasz wodą (oczywiście w nowoczesnych pralkach zalewa się samo), wsypujesz proszek, a wyciągasz czyste i niemal suche. Niewiarygodne. Dlatego jestem pod wrażeniem. Daleko za nami czasy, w których trzeba było rozrobić mydliny w balii a potem z uporem maniaka trzeć brudne rzeczy o tarę. Bardziej przypomina mi to tarcie warzyw na surówkę niż pranie i mam dziwne wrażenie, że dla ubrań miało to bardziej zbliżone skutki jak spotkanie marchewki z tarką do jarzyn. Może kiedy ubrania były lepsze gatunkowo, ale nie przekonuje mnie, że tarcie ich regularne nie pozostało bez wpływu na tkaninę i nie trzeba było znacznie częściej wymieniać garderoby. Ale jak się nad tym głębiej zastanowię, to nie był to taki zły pomysł. Tylko jakoś pranie na tarze do mnie nie przemawia. Czytaj dalej

Święto papierowego bóstwa

23 kwietnia to dzień szczególny

Święto papierowego bóstwa. Święto pachnącej farby drukarskiej. Szelestu kartek.

Bóstwo to jak każde inne prawdziwe bóstwo wymaga tylko jednego – obcowania z nim. Trzeba zaopatrywać się w jego artefakty i pochłaniać je swoimi zmysłami. Przeżywać ich boskość. Oddawać się im z poddańcza uległością.

23 kwietnia to Światowy Dzień Książki Czytaj dalej

Jazda bez trzymanki

Na samochodach jakoś szczególnie się nie znam ( już chyba to udowodniłam w tekście Środek transportu na zimę) jednak program Top Gear oglądam z dziką pasją. Pewnie duże znaczenie ma poczucie humoru Jeremy’ego Clarksona , Jamesa May’a i Richarda Hammonda, ale też sposoby na pokazanie samochodów. Bez względu na to, czy jest się zapalonym motofilem, czy kompletnym dyletantem w tej dziedzinie jak ja, każdy może znaleźć w programie coś, co go zainteresuje. Nie ma tam prostego sposobu na omówienie danego modelu, a zawsze jest jakiś test, który z realnym korzystanie z tego środka transportu ma niewiele wspólnego, wyścig, który przyprawia o zawrót głowy czy inne konkurencje, które prowadzącym sprawiają tyle trudności co i frajdy. Ja bawię się przy tym doskonale. Nawet jeśli nie rozumiem, jak dana pojemność silnika wpływa na całokształt, albo jakie przeciążenia w kabinie generuje dane przyspieszenie, to i tak potrafię z zapartym tchem oglądać kolejne odcinki. I co chwila wykrzykuje” Oni są nienormalni”. Czytaj dalej

Ostatnia prosta przed zmianą kodu

W piątek weszłam na ostatnią prostą przed zmianą kodu. Czas płynie coraz szybciej i każde kolejne okrążenie mija w takim tempie, że widok niemal się rozmywa. Coś, co jeszcze wczoraj było jedynie mglistą fatamorganą na horyzoncie, dzisiaj jest już daleko za mną. Osnute kurzem, który najdalej jutro opadnie i wszystko przykryje. Łapie się chwile ulotne, chwyta się dni, bo niż więcej nie można wycisnąć. Ten wyścig z czasem trwa nieprzerwanie. A ja jestem na ostatniej prostej zanim kolejna rzecz się zmieni już na zawsze. Kolejny trybik przeskoczy na zupełnie nowe miejsce i tam już zostanie. Oczywiście nie na zawsze. Na jakiś czas. Na bardzo konkretny czas. W tym wypadku nie trzeba udać się do wróżki czy patrzeć w szklaną kule, by to wiedzieć. Ten trybik, który spowoduje zmianę kodu pozostanie na swoim miejscu 10 lat.

Wszystko to dlatego, że skończyłam 29 lat. To moja ostatnia prosta przed 30. Zmiana kodu, trójka z przodu. Czytaj dalej

Żałoba narodowa

Mam niezwykły dar przegapiania ważnych wydarzeń. Nie wiem jak to się dzieje.

11 września przegapiłam całkowicie i dowiedziałam się o wszystkim dopiero 12.

Jakoś tak się złożyło, że poszłam do kina, a resztę wieczoru spędziłam ze znajomymi, którzy też nie byli niczego świadomi. Bez telewizji czy innych źródeł dostępu do informacji udało mi się przetrwać w błogiej nieświadomości wiele godzin.

10 kwietnia też zaczął się dla mnie dużo spokojniej niż dla wielu innych. Jakoś udało mi się trafić na jeden z nielicznych kanałów, na którym nie pokazywano rozbitego samolotu i nie mówiono o całej katastrofie.

Dopiero informacja przesłana przez koleżankę, że pół rządu nie żyje skłoniła mnie do poszukiwań w TV informacji o tym, co się w państwie dzieje. Gdy tylko zaczęłam przerzucać kanały w telewizorze okazało się, że wszędzie mówią o katastrofie. Bo jest o czym. Czytaj dalej

Chińczycy czyli Wietnamczycy

W kamienicy moich rodziców od niedawna mieszka grupa azjatów. Od razu przyznaje, że osobiście ich nie widziałam. Któryś może minął mnie, gdy przechodziłam przez podwórko, ale pewnie i tak nie zwróciłabym na niego uwagi. Nie dziwią mnie obcokrajowcy i nie zwracam na nich jakoś szczególnie uwagi. Przedstawiciele innych ras nie ściągają mojego wzroku jak magnes, bo nie są dla mnie niczym niezwykłym.

Jednak w kamienicy ta grupa budzi pewną fascynację i stanowi ciekawostkę. Trudno się dziwić, w końcu jest to obcowanie na co dzień z inną kulturą. Czytaj dalej

Święta z jajami

Na święta się je. To przede wszystkim. Oczywiście jest cala filozofia religijna, która niby świętom towarzyszy. Każdy jakoś tam wie, o co chodzi i bez różnicy czy jest wierzący czy nie, orientuje się, jakie akurat święta się obchodzi i jakiego rodzaju wydarzenia one upamiętniają.

Jednak niezależnie od tego, czy się wierzy czy nie, czy chodzi się do kościoła czy omija go szerokim łukiem, święta się świętuje. A skoro to świętowanie nie polega na modlitwie i celebracji, to polega ono na jedzeniu. Czytaj dalej