Chińczycy czyli Wietnamczycy

W kamienicy moich rodziców od niedawna mieszka grupa azjatów. Od razu przyznaje, że osobiście ich nie widziałam. Któryś może minął mnie, gdy przechodziłam przez podwórko, ale pewnie i tak nie zwróciłabym na niego uwagi. Nie dziwią mnie obcokrajowcy i nie zwracam na nich jakoś szczególnie uwagi. Przedstawiciele innych ras nie ściągają mojego wzroku jak magnes, bo nie są dla mnie niczym niezwykłym.

Jednak w kamienicy ta grupa budzi pewną fascynację i stanowi ciekawostkę. Trudno się dziwić, w końcu jest to obcowanie na co dzień z inną kulturą.

Moi rodzice nazywają tych sąsiadów Chińczykami. Ja jednak mam podejrzenia, ze w rzeczywistości są oni Wietnamczykami. Wynika to z różnych opisów ich zachowań i zajęć. Ale pewności nie mam, reki ani żadnej innej części ciała w obronie swego poglądu uciąć bym nie dala.

Moja mama na przykład przez uwielbia przez okno podglądać ich zwyczaje kuchenne. Gotują przecież potrawy zupełnie odmienne od tego, co bulgocze w jej garnkach i skwierczy w piekarniku. Przygląda się jak zawijają i wałkują sobie tylko znane produkty. Nie wiem czy uważa, że w ten sposób pozna tajemnice ich kuchni i odgadnie przepis? Wydaje mi się, że jeśli nie ma pojęcia, co kryje się w ich szafkach i lodówce, to za nic nie wymyśli, co oni tak naprawdę gotują. Jednak sama obserwacja tego procesu przynosi jej jak podejrzewam odpowiednią rozrywkę.

Cieszy mnie, że tak żywiołowo podchodzi do obecności tychże mieszkańców w kamienicy. Jej spotkania z kulturą azjatycka są z serii tych, o których potem się opowiada.

Na przykład nasza wspólna wyprawa na tzw. Chińskie jedzenie (w budce sprzedającej sajgonki, więc w tym wypadku również uważam, że miało to więcej wspólnego z kuchnią wietnamską niż chińską). Moja mama z panika w oczach próbowała zrozumieć, co mówi do niej mężczyzna za kontuarem. Jemu wydawało się, że świetnie opanował polska mowę. W rzeczywistości trzeba było nie lada fantazji lingwistycznej i elastyczności słuchowej, by go zrozumieć. Tym bardziej, że wybrał sobie karkołomne zadania dopytania w jednym zdaniu, czy chcemy wodę gazowaną i czy ma być w butelce. Choć wydaje się, że zdanie to nie jest niczym zawiłym, w jego ustach brzmiało co najmniej jak próba przekazania nam tajnej formuły na eliksir nieśmiertelności( co uwierzytelniała jego powierzchowność, bo spokojne dałabym mu ze 150 lat, a azjaci są znani z długowieczności).

Jednak w obecnej sytuacji rodzice przy spotkaniach tylko wspominają o nowych przygodach, które są udziałem „Chińczyków”. A Ci ze swej strony starają się przystosować do obecnego miejsca ich życia i asymilować jak to tylko możliwe. Nie chcą odstawać od innych mieszkańców kamienicy. Dlatego na ostatnie święta postanowili wystawić ozdobę świąteczną. Jest doskonale widoczna z okien. Piękna, kolorowa, błyszcząca. I naprawdę nie ma żadnego znaczenia, że jest to choinka, a święta to była Wielkanoc. Ozdoba jest, cieszy oko i wprowadza świąteczny nastrój. Przecież chyba nikt nie wymaga od Wietnamczyków, żeby orientowali się w naszych świętach, tak jak my nijak nie orientujemy się w ich zwyczajach świątecznych.

Nasz kultury są tak odległe jak to tylko możliwe. Zwyczaje nijak się nie pokrywają. Nawet symbolika europejska i azjatycka są zupełnie odmienne. Wiem to, bo swego czasu pisałam prace o teatrze japońskim i największą trudność przedstawiało rozszyfrowanie symboliki koloru, bo nie ma ona nic wspólnego z tą, która znam z kultury, w której wyrosłam. Musiałam czytać, co przedstawia czerwony, biały, czarny, a wydawało mi się, że intuicyjnie można o tym pisać. Niestety, jeśli kolor jest przedstawicielem elementu kultury azjatyckiej to żadna intuicja nie pomoże.

Jednak udaje się funkcjonować w jednym społeczeństwie. I pozostaje tylko problem rozpoznawalności sąsiadów. Ja po latach oglądania filmów azjatyckich nie tylko jestem w stanie po wyglądzie stwierdzić, czy to Chińczyk, Koreańczyk czy Japończyk. Poznaje też konkretnych aktorów, a choć nazwisk nie pamiętam ( nie podejmuje się zapamiętywania ich) to wiem, w czym grali i skąd twarz kojarzę. Jednak większość mieszkańców tej części globu nie jestem w stanie rozróżnić a tym bardziej poznać konkretnego sąsiada. Przykładem na to, że Polakom jest wszystko jedno z jakiego kraju jest dany przedstawiciel kultury azjatyckiej niech będzie autentyczne zdanie wypowiedziane przez pewną znajomą, które mnie nieprzerwanie fascynuje:

Jak na Chinkę to ładna Japonka z tej Koreanki.

Reklamy

One thought on “Chińczycy czyli Wietnamczycy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s