Jazda bez trzymanki

Na samochodach jakoś szczególnie się nie znam ( już chyba to udowodniłam w tekście Środek transportu na zimę) jednak program Top Gear oglądam z dziką pasją. Pewnie duże znaczenie ma poczucie humoru Jeremy’ego Clarksona , Jamesa May’a i Richarda Hammonda, ale też sposoby na pokazanie samochodów. Bez względu na to, czy jest się zapalonym motofilem, czy kompletnym dyletantem w tej dziedzinie jak ja, każdy może znaleźć w programie coś, co go zainteresuje. Nie ma tam prostego sposobu na omówienie danego modelu, a zawsze jest jakiś test, który z realnym korzystanie z tego środka transportu ma niewiele wspólnego, wyścig, który przyprawia o zawrót głowy czy inne konkurencje, które prowadzącym sprawiają tyle trudności co i frajdy. Ja bawię się przy tym doskonale. Nawet jeśli nie rozumiem, jak dana pojemność silnika wpływa na całokształt, albo jakie przeciążenia w kabinie generuje dane przyspieszenie, to i tak potrafię z zapartym tchem oglądać kolejne odcinki. I co chwila wykrzykuje” Oni są nienormalni”.

Zazdroszczę im pracy i budżetu, który pozwala ścigać się po pustyni czy biegunie, jeździć w środku nocy samochodem po centrum handlowym albo udawać, że samochód to akwarium i napełniać go wodą siedząc w środku w kombinezonie do nurkowania. Taka praca to musi być świetna zabawa.

Jednak nie muszę jednak bym członkiem ekipy Top Gear czy innego programu motoryzacyjnego, by w swej pamięci odnajdować bardzo ciekawe doświadczenia motoryzacyjne.

Jednym z nich jest podróż pewnego ciepłego wieczoru na jakąś dyskotekę. Po drodze prowadzącej przez las. Ale nie byłam zmuszona pokonać wiele kilometrów pieszo czy na rowerze, na którym z resztą w ogóle nie jeżdżę. Jechałam samochodem, ale co to była za podróż. Jechaliśmy samochodem marki Polonez, do którego upchniętych zostało 9 osób. Oczywiście, że znam opowieści o drużynie piłkarskiej przemieszczającej się w komplecie Maluchem.  Słyszałam nawet pogłoski, że prowadził wtedy trener. Jednak dla mnie 9 osób w Polonezie już było wyczynem. Z przodu siedziały 3 osoby, a z tyłu 6. Tylko kierowca na swoich kolanach nie gościł współpasażera, bo pozostali mieli taką niebywałą przyjemność. Mnie na szczęście przypadło w udziale miejsce górne. Tylne prawe. Jednak sam fakt znajdowania się na czyich kolanach nie rozwiązywał wszelkich problemów. Może nie należę do koszykarzy czy innych przedstawicieli wzrostu znacznie wykraczającego ponad przeciętność, jednak w zaistniałej sytuacji groźba nabijania sobie coraz to nowych guzów była bardzo realna. Musiałam zatem utrzymywać pozycje lekko przygarbioną. Jak by tej gimnastyki było mało prawe tylne drzwi się nie domykały i zostałam obarczona odpowiedzialnością za utrzymywanie ich w stanie zamknięcie. Musiałam wyglądać przekomicznie przychylona i z ręką kurczowo trzymającą drzwi.

Jednak sprawy, które dosłownie i w przenośni były w moich rekach, nie rozwiązywały wszelkich atrakcji związanych z samochodem i podróżą. Tak jak drzwi się nie domykały, tak też funkcjonowała maska samochodu. Od czasu do czasu z pełną mocą unosiła się jak to tylko możliwe i zastygała w tej pozycji. Pomagał jej zapewne pęd powietrza, bo nie ma co się oszukiwać, że podczas jazdy jakiś tam jest. Odpowiedzialnym za opanowanie tej niegodności był pasażer zajmujący przednie prawe siedzenie. Dokładniej siedział na dole. W sytuacjach, w których maska łopotała niczym żagiel na wietrze otwierał on swoje okno, przechylał się i ręcznie sprowadzał ją do parteru.

W samochodzie szwankował tez akumulator, chyba nie był dostatecznie naładowany już na starcie podróży, wiec nic dziwnego, że wkrótce prezentował sobą marny stan. W przypływie pomysłowości kierowca niczym McGyver postanowił, że przyoszczędzi na energii wyłączając światła. Oczywiście, co to takiego jeździć bez świateł. Zwłaszcza, gdy jest godzina 21 i mimo szczerych chęci słońce już zaszło, a wszelkie próby oświetlenia drogi przez księżyc skutecznie uniemożliwiają rosnące po obu stronach tejże drogi drzewa.

Na koniec kierowca stwierdził jeszcze, że właściwie prawa strona jezdni jest bardzo podziurawiona ( w końcu było to w Polsce) i lewa jest znacznie lepsza, wiec zmienił stronę.

Jechałam zatem na prawym, tylnym, górnym siedzeniu ręką trzymając drzwi w samochodzie, który miał wiecznie otwierająca się maskę, wyłączone światła i poruszał się jakby dziwna maszyneria przeniosła go wprost z drogi w Londynie.

Zupełnie nie rozumiem, czemu w takiej chwili jedyną myślą, jaką byłam w stanie wyartykułować było stwierdzenie, że chciałabym zdać maturę. Jakby utrata życia czy zdrowia po maturze byłą jakoś mniej bolesna. Jednak wtedy było to dla mnie szczególnie istotne i to jedyne, co wtedy udało mi się powiedzieć. Pewnie dlatego, że zaraz musiałam całą swoją uwagę skupić na jeszcze mocniejszym trzymaniu otwierających się drzwi, bo właśnie wchodziliśmy w zakręt.

Po dojechaniu na miejsce mogłam głęboko odetchnąć. Musiałam się naoddychać na zapas, bo miałam marną świadomość, że powrót czeka mnie w podobnym składzie i tymże samym pojazdem. Ale nie do końca był to już pojazd ten sam, gdyż męska część ekipy zaraz po zaparkowaniu stwierdziła, że z tym akumulatorem koniecznie trzeba coś zrobić. Wiązało się to z tym, że odnaleźli samochód o tym samym modelu, otworzyli jego maskę jakimś znanym tylko sobie sposobem i wymienili akumulatory. Stałam z szeroko otwartymi oczami i jeszcze szerzej otwartą buzia, co niewątpliwie ułatwiało mi głębokie oddychanie, jednocześnie nadając mi wyraz twarzy kompletniej idiotki. Ale co tam, w tamtej chwili dokładnie tak się czułam.

Wracaliśmy w składzie znacznie uszczuplonym. W jakieś 6 osób, co stanowiło luksus i luz totalny w polonezowym wnętrzu. Ale co ciekawe, skład nie tyle została uszczuplony, co częściowo wymieniony. Niektórzy chyba zostali na zabawie, ale nam w ramach wymiany trafił się chłopak, który był kompletnie pijany. Dwóch innych doprowadziło go do samochodu, posadziło na siedzeniu i zamknęło drzwi (na szczęście z przodu, wiec nie był zobowiązany do ich trzymania). Wracaliśmy znacznie spokojniej. Z przyczyn oczywistych zwanych wschodem było jasno, więc światła nie były potrzebne i mnie samej nie interesowało jaki i czyj akumulator znajduje się pod maską, która jednakże nadal otwierała się równie ochoczo. Tym razem sam kierowca opanowywał jej zachowanie. Jechaliśmy stroną jak najbardziej odpowiednia, bo to na niej przecież było mniej dziur i ogólnie jakoś powrót był znacznie spokojniejszy.

Gdy dotarliśmy do celu myślałam, że koniec atrakcji i nic mnie już nie zaskoczy. Jakże się myliłam. Oczom moim ukazał się widok, który ponownie wprawił mnie w osłupienie. Dwaj koledzy wyprowadzili tego kompletnie pijanego chłopaka z samochodu i wsadzili go do Malucha. Myślałam, że biedaczysko pośpi tam, żeby odzyskać siły. Ale gdzież tam. Gdy tylko zasiadł na fotelu kierowcy wstąpiło w niego nowe życie. Odpalił i odjechał. O ile poruszanie na dwóch własnych kończynach nie szło mu zupełnie i chwiał się na boki wraz z podtrzymującymi go kolegami, o tyle jazda samochodem wychodziła mu sprawnie, bo odjechał prosto i konkretnie.

Stałam na środku i jąkając się zapytałam: „Ale jak on dojedzie?”

W odpowiedzi usłyszałam: ” Spokojnie, mieszka tylko 3 kilometry stad”.

Jakby to miało być jakimkolwiek wyjaśnieniem. W końcu 3 kilometry to żadna odległość. Zwłaszcza dla kogoś, kto nie jest w stanie utrzymać się na nogach, wiec pewnie lepiej żeby pojechał niż poszedł.

Gdybym się sprężyła i wysiliła swoją pamięć, to możliwe, że przypomniałabym sobie jeszcze inne atrakcje motoryzacyjne, których nie powstydziliby się członkowie ekipy Top Gear. Ale myślę, że opis tej podróży w zupełności wystarczy. W końcu chyba jednak budżet nie jest najważniejszy. Liczy się pomysłowość i tak dobrze znana wśród polskich kierowców ułańska fantazja.

Advertisements

One thought on “Jazda bez trzymanki

  1. :) :) :)
    i nastawienie, że jak się nie da, jak się da ;)
    ach, łza się w oku kręci na wspomnienie podobnych wypraw lata temu. ale nigdy polonezem. polonez to był wtedy niewyobrażalny luksus

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s