Odwiedziny niespontaniczne

W odwiedzaniu innych nie ma ostatnio już grama spontaniczności. Ja wiem, że rozwój technologii ułatwia nam życie codzienne, ale czemu jednocześnie tak strasznie unormowuje nasze życie towarzyskie? Nie ma już potrzeby chwili, nie ma już niezapowiedzianej wizyty, gdy nagle przechodzimy obok bloku kogoś znajomego, nie ma porywy serca, żeby wskoczyć do sklepu, kupić kilka ciastek , podejść do drzwi i zadzwonić. W nadziei, że jest, że otworzy, że się ucieszy z niespodzianki.Teraz wszystko trzeba zapowiedzieć. Nawet wpadnięcie na chwile, żeby pożyczyć książkę albo oddać pożyczoną kiedyś, każda wizytę trzeba ustalić, uzgodnić, dogadać.

Wszystko to przez telefony. Naprawdę całą winą za obecny stan rzeczy zrzucam na telefony i mam tego pełną świadomość. W czasach przedtelefonowych nie można było zadzwonić i zapytać kogoś, czy jest, czy będzie i jak długo. Jazda z wizyta była przygoda, wyprawą w nieznane. Niby znało się cel, ale nigdy nie można było być pewnym, że nie pocałuje się przysłowiowej klamki, albo nie zostawi liściku na skrawku papieru zatkniętym we framudze drzwi. Pisało się „Byłam, czekałam, kiedyś jeszcze przyjadę”.

Nikt się nie obrażał, że gospodarza nie ma w domu i spędziło się pół godziny na klatce w oczekiwaniu, bo może wyszedł na chwilę, do sklepu ulice obok i zaraz wróci i spędzimy wspólne popołudnie czy wieczór.

Gdy padało postanowienie, że do kogoś jedziemy, to szykowaliśmy się, jakby to była od dawna umówiona wizyta. Potem jechało się przez całe miasto tramwajami, autobusami. Tu przesiadka, tam zmiana tramwaju na autobus. Nie każdy miał samochód, którym wyprawa traciła cos ze swego uroku, choć zyskiwała tempo. Żeby pojechać autobusem trzeba było iść na odpowiedni przystanek i mieć bilet. Kawalek papieru z upoważnieniem na podróż.

Szło się w końcu do odpowiedniego bloku. Jeśli się już tam kiedyś było, to sprawa była dużo łatwiejsza. Przy pierwszej wizycie sprawdzało się adres, numer bloku, numer ulicy. Szeregi cyferek prowadzących do celu. Nie było domofonu, więc na samym dole nie można było jeszcze wiedzieć, czy wyprawa będzie owocna. Pokonywało się kolejne stopnie, kolejne pietra. W końcu dochodziło się do drzwi i naciskało dzwonek… następowała chwila oczekiwania, nasłuchiwania, czy z środka dojdą nas odgłosy. Czy usłyszymy, że ktoś nadchodzi, by nam otworzyć, by nas wpuścić i powitać? Jeśli to nie następowało, dzwonek naciskało się po raz kolejny. Bo może głośno włączony telewizor zagłuszył sygnał naszego nadejścia, a może akurat włączona suszarka uniemożliwiła usłyszenie, że oto jesteśmy.  Gdy kilka kolejnych prób nie dawała rezultatu czekało się, że może to chwilowa nieobecność. Czekało się w zależności od tego jaka była pora roku i ile się miało cierpliwości. Zimą na nieogrzanej klatce niecierpliwi goście spędzali 5-10 minut. Latem można było zejść na dół, zaczerpnąć trochę słońca i poczekać znacznie dłużej. Jeśli nasze czekanie było bezowocne, to wygrzebywało się z torby, kieszeni kawałek papieru, na którym można było zostawić wiadomość, że się było i czekało. Mógł to być nawet ten bilet, który umożliwił przyjazd. Był dowodem przejechanych kilometrów, pokonanych przeciwności i świadectwem całej wyprawy.

Nikogo nie zniechęcały takie bezowocne odwiedziny. Za tydzień albo miesiąc podejmowało się kolejną próbę.

Dzisiaj tego się nie robi. Takich zachowań się najzwyczajniej nie praktykuje. Nie wiem czy bardziej z grzeczności , żeby nie zastać gospodarza z bałaganem w mieszkaniu i nieumytymi włosami, czy z własnej wygody, bo nie chce nam się szykować, jeśli nie mamy pewności, ze kogoś zastaniemy.

Dzwonimy, umawiamy się. Sprawdzamy kilka razy, czy ktoś jest i czy na pewno będzie, gdy dotrzemy na miejsce. Jedziemy na umówioną godzinę. Jeśli nie możemy trafić telefon komórkowy umożliwia nam dzwonienie i ustalanie gdzie skręcić, w którą ulice wjechać, którędy dojść i wiele innych niezbędnych informacji. Dzwonimy do skutku, do dotarcia do celu. Czasem rozłączamy się dopiero wtedy, gdy gospodarz otworzy nam drzwi, przed którymi stoimy z telefonem w dłoni.

Nie ma niespodzianki. Nie ma zaskoczenia.

Może to wszystko jest obecnie łatwiejsze i bardziej uporządkowane, ale o ileż mniej spontaniczne i ekscytujące.

Advertisements

10 thoughts on “Odwiedziny niespontaniczne

  1. Oj zgadzam się z Tobą.. niestety prawda jest bolesna takie czasy nigdy nie powrócą, a znajomych będzie się widziało coraz częściej… na monitorze…

  2. O bez przesady, mnie dla odmiany zaskakują niespodziewane, nieumówione wcześniej telefony ;-)

  3. Tylko telefon można odebrac bez „zrobionej” fryzury i bez makijażu ;)
    A drzwi w takim stanie sie nie otwiera ;)

    na szczęscie video-telefony nie sa obowiazkowe

  4. Z drugiej strony, sorry, nie dajmy się zwariować – zawsze można zadzwonić do kogoś stojąc pod blokiem. I albo wpuści, albo – jak jest asertywny – nie wpuści, albo – jak jest megaasertywny – powie – wpadaj, ale mam bałagan na głowie i po mieszkaniu. I wszystko kwestia tego, ile ktoś ma do siebie – i innych – dystansu.

    Z pewnością, nieco magii zniknęło. Ale nigdy nie otwierałem nikomu drzwi ze zrobionym makijażem, to może nie wiem :-)

    (no dobra, może raz)

  5. A ja otwierałam bez makijazu
    I w makijazu
    bez fryzury i z fryzura
    ba nawet bez bielizny otworzyłam kiedyś( ale bielizny i tak nie widac, bo z reguły jest pod spodem)

  6. U mnie na takich uprawnieniach (wpadaj o każdej porze dnia i nocy, dostaniesz herbatkę, winko i ciacho) są tylko najbliżsi przyjaciele. Im wolno wszystko :) Znajomych za takie praktyki zabijam wzrokiem bazyliszka, o ile uda im się zastać mnie tak z marszu w domu. Zdecydowanie wolę umówione spotkania, można wszystko zaplanować, umówić się wcześniej, nikt się nie spieszy, nie stresuje pilną robotą, można się w spokoju nacieszyć miłym towarzystwem i zjeść coś lepszego niż kanapki na szybko :)

  7. mnie dziś brat zaskoczył i wpadł z czteropakiem piwka :) ale nie wiem czy to się liczy jak się rodzeństwo spontanicznie umawia, bo to w sumie takie naturalne.. masz jednak rację co do tych telefonicznych zapowiedzi – mam znajomych, do których trzeba wykonać 2 telefony potwierdzające przybycie w odwiedziny.. to takie bez sensu ;)
    pozdrawiam!
    raiff

  8. Na takie wizyty mogą sobie pozwolić ludzie pracujący w budżetówce, którzy nie mają nadgodzin, albo np. gospodynie domowe.

    Prowadzę własną działalność, także w domu i nie znoszę takich gości niezapowiedzianych. Ostatnio zadzwonił do mnie znajomy, chciał odebrać jakąś swoją rzecz, no siedział 2 i pół godziny, mimo że mówiłam mu 3 razy, że mam dużo pracy. Ale cóż, on pracuje w firmie państwowej, z pracy w piątek wyszedł sobie wcześniej i jakoś do niego nie dotarło (nadal!), że właśnie zrobiłam przelew do ZUS-u, ze przygotowuję zajęcia dla grup, które prowadzę w weekend i że o godzinie 17.00 mam masę roboty. Grrr, precz z niezapowiedzianymi gośćmi.

  9. JAK PORADZIĆ SOBIE Z NIECHCIANYMI GOŚĆMI W SWOIM ŻYCIU?

    Nie jest to łatwe i mnie samemu zajęło to bardzo dużo wysiłku, ale nauczyłem się mówić PROST „WYBACZ, ALE MAM DUŻO PRACY”, a kiedy nie skutkuję mówię „spier****j”, odpowiadając brakiem wychowania na brak wychowania. Od tego czasu nie mam przyjaciół i jestem z tego powodu bardzo, bardzo zadowolony. Mam za to kilku Przyjaciół i razem robimy interesy.. i to jest naprawdę SUPER uczucie :)
    pozdrawiam wszystkie Duchy Internetu
    Trener Cudów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s