Owady chcą przejąć kontrolę nad światem

Zaatakowała mnie osa. Najpierw podstępnie wczołgała się pod ręcznik na leżaku w ogrodzie, a gdy tylko usiadłam próbowała przedziurawić mi udo. Tylko mój niezwykły refleks ocalił mnie przed wyciąganiem żądła i przemianą w szaszłyk poprzez okładanie plastrami cebuli (podobno pomaga, ale smród jest niemiłosierny). Pomyślałam, że to czysta bezczelność takie zajmowanie przez osę mojego miejsca i jeszcze walka o nie za pomocą broni ostrej jaką jest żądło.

W ogóle mam wrażenie, że owady niewiele sobie robią z ludzkiego panowania nad światem. Systematycznie próbują sobie przywłaszczyć laur władcy na błękitnej planecie.   I są w tej walce niewątpliwie niecierpliwymi pretendentami do tytułu. Nie czekają aż ludzi wykończy jakaś zaraza, asteroida czy inny Armagedon. My (czyli ssaki) przynajmniej byliśmy tak uprzejmi, że poczekaliśmy aż poprzedni władcy świata- dinozaury wymrą sobie spokojnie i dopiero wtedy powychodziliśmy ze swoich norek, rozwinęliśmy inteligencje i zdolności manualne, by stworzyć świat jaki obecnie mamy za oknami.

Owady nie chcą czekać na obcą interwencję na stanowisku dyrektorskim. Same starają się nas unicestwić niczym podstępny v-ce, który ma chrapkę na skórzany fotel w narożnym gabinecie.

Jest lato więc pozwolę sobie zacząć od tych owadów, które szczególnie dotkliwie doskwierają ludziom w tym okresie.

Wieczorami nie sposób czasem wyjść  z domu, a już na pewno nie jest to wskazane, gdy spędza się wakacje nad jeziorem czy chociażby w pobliżu jakiejkolwiek wody. A mówiąc jakiejkolwiek mam na myśli chociażby kałuże, bo wydaje mi się, że obecnie komary potrafią zerować w każdym zbiorniku wodnym o pojemności minimalnie większej niż szklanka. Można zapomnieć o wieczornych spacerach czy ognisku. Żadne spraye, smary, maści czy podobne cuda przemysłu kosmetycznego nie są w stanie ich odstraszyć. Podobny efekty (czy też brak efektów) przynosi wszelkiego rodzaju okadzanie, czy to dymem z ogniska, w którym pieką się ziemniaki, czy za pomocą specjalnych świec, pochodni i spiral. Komary nic sobie nie robią z naszych zapór i pobierają nam coraz więcej krwi, by wykarmić młode, które w przyszłości pójdą w ich ślady aż do momentu, gdy osłabieni i anemiczni nie będziemy mieli nawet siły, by trzepnąć tego czy owego przedstawiciela tego uciążliwego gatunku. Nasyceni nasza krwią będą się mnożyć w nieskończoność, aż ich armia będzie  stanie wysysać do cna każdego człowieka w promieniu wielu mil. Dlatego lepiej siedzieć w domu. Wieczorami, albo w pochmurne i deszczowe dni, bo wtedy też atakują bez opamiętania. Jedyną porą w miarę bezpieczną, jeśli nie liczyć oszalałych kamikadze, jest środek upalnego dnia. Co prawda wtedy narażamy się na wszelkiego rodzaju udary i poparzenia słoneczne, ale przynajmniej zginiemy w inny sposób, niż oddając honorowo krew przedstawicielom Culicidae .

Jeśli kogoś nie wykończa komary, to musi się liczyć z muchami. Nie wiem czemu są one takie uciążliwe. Już skoro świt robią wszystko, żeby wyprowadzić człowieka z równowagi. Bzyczą, przysiadają i smyrają przebierając swoimi małymi nóżkami. Co złośliwsze kąsają, jakby innych wyrządzanych przykrości było im mało. Są lepsze on najgłośniejszego budzika, bo nijak nie można spać w ich towarzystwie. W chwili ich pobudki następuję ogólne poruszenie w domu i wszyscy wstają z łózek. A w ciągu dnia nie jest łatwiej. Bzykanie i przysiadanie doprowadza do szału, Żaden talerz nie może pozostać bez nadzoru chociażby sekundę, bo znajdą sposób przy dobrać się do jedzenia, w zamian często pozostawiają zaczątki swoich potomków. Istna mania rozmnażania.

Co do rozmnażania, to zagadką wszechczasów są dla mnie muszki owocówki. To, że po pojawieniu się kilku osobników potrafią mnożyć siew nieskończoność i w sumie nawet wyrzucenie wszystkich owoców, warzyw, roślin doniczkowych i ciętych z domu nie pomaga już potem się ich pozbyć. Jakby porobiły zapasy na czasy, gdy na blacie będzie tylko deska do krojenia i papierowe ręczniki. Dla mnie ciekawe jest to, skąd one się u licha biorą na początku. W jaki tajemniczy sposób pojawia się ten pierwszy osobnik. Ewoluuje z samego miąższu owocu? Wykluwa się z niego niczym feniks z popiołu? Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, musiałabym chyba po zakupie jabłka, brzoskwini czy pomidora spędzać z nim czas 24 godziny na dobę i w dodatku poddawać go stałej obserwacji. Może wtedy dostrzegłabym narodziny tej ulotnej formy życia jaką jest Drosophila melanogaster.

Oczywiście są jeszcze mrówki. Mali wojownicy o wszystko. O miejsce, o pożywienie, o cokolwiek mogą walczyć. Wytyczają sobie ścieżki przez nasze domy, ogrody, przez nasze życie. Są tak małe, że przenikają przez najmniejsze szczeliny. A tak silne, że podobno jeden oddział zwiadowczy może zabrać naszą całą cukiernicę z zawartością, by posilić się w mrowisku i wrócić po więcej.

Wielość owadzich przedstawicieli i ich liczebność pozwala mi śmiało wysnuć teorię, że rewolucja mająca doprowadzić do zmian na szczycie piramidy zwierząt jest w toku.

A jeśli po tym wszystkim ktoś jeszcze mi nie wierzy, to najprawdziwszy dowód jest ostatnio regularnie emitowany we wszelkich stacjach telewizyjnych. Współpraca sprytnych pszczółek, koników polnych i innych żuczków pod przywództwem biedronki nieźle poczynających sobie w swoich staraniach o jak najbardziej ludzki napitek jest bardzo malownicza i sugestywna. Przerzucają, przewożą, nawet przeprawiają drogą wodną butelkę z tym napojem, który kojarzy się od lat z wolnością i wyzwoleniem. Aż w końcu otwierają Coca-colę i wypijają ją wspólnie. Mam wrażenie, że wznoszą toast, bo już nic co ludzkie nie jest im obce i doskonale wiedzą, że pokonują ludzi. Widocznie nie w wielkości a w ilości  jednak siła.

Bzzz bzzzzzz ……..

Advertisements

4 thoughts on “Owady chcą przejąć kontrolę nad światem

  1. Po pierwsze, to nie byłabym taka pewna, że to ludzie rządzą światem. Jest parę rzeczy, które mają nad nami władzę. Nade mną na przykład pogoda. No i jeszcze są koty.

    A że gatunków owadów jest więcej niż czegokolwiek innego na świecie… Przejęcie teoretycznego panowania wydaje się całkiem prawdopodobne. O ile się nie stało, tylko my żyjemy w jakiejś pysznej ułudzie, bo mamy pozycję wyprostowaną i abstrakcyjne myślenie.

    Co do powstawania owocówek to kiedyś wierzono, że myszy biorą się z kurzu, a żaby z mułu. Ale to było dawno temu, więc poszukałabym odpowiedzi w jakiejś mądrej książce. Był film „Życie seksualne głupików”, może o muszkach też coś wiedzą.

  2. Ja tam nie wiem jak z kotami, choć słyszaam, ze dla właścicieli stają sie bogami w dość szybkim tempie ;)
    Ale o ile przed pogodączy kotem można sie schować, to przed owadami nie ma jak.
    To mnie przeraża.
    Poza tym wytrzymałość co niektórych na wszelkie trucizny i inne formy walki jest zaskakująca.

    NIe od dziś wiadomo, że najpewniejsze przetrwania wojny atomowej są karaluchy

  3. Karaluchy przetrwają wszystko. Ostatnio widziałam się z nimi w zoo. Są zdecydowane i uparte.
    A poza karaluchami wybuch nuklearny przeżyje Lemmy z Motorhead.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s