FACE-BÓG

FaceBook opanował internet i wszyscy tam są. Znaczy nie jest to do końca prawdą, bo słyszałam takie zdania już kilka miesięcy temu, a mnie tam nie było, więc nie wszyscy. Ale na pewno wielu. Jako portal międzynarodowy jednoczył ludzi z wielu krajów. Tylko tam można było w jednym miejscu spotkać znajomego z tej samej ulicy, ale też kogoś, kogo poznało się kilka lat temu na wakacjach chociażby w Grecji. Ludzie wymieniali się informacjami kogo tam znaleźli, ostrzegali się, kogo można znaleźć i w ogóle stanowili jakąś jedną wielką grupę pasjonatów, ale mnie to nie dotyczyło. Nie przekonywały mnie nawet pojawiające się co chwila konkursy, w których można było wziąć udział jedynie posiadając konto na FB, ani też znaczki Lubię to, które wykwitały na kolejnych stronach, na które zaprowadziły mnie moje wędrówki po meandrach internetu. Konta na FaceBooku nie miałam i nie zamierzałam zakładać. Wszelkie zaproszenia i sugestie odrzucałam stanowczym kliknięciem. Zapierałam się, broniłam jak mogłam. Czytaj dalej

Pomidorowa

Poniedziałek jest królem pomidorowej. Bo jak zostanie królewski rosół z niedzieli, to nie można go bezcześcić dniem powszednim. Trzeba zamętnić go przecierem pomidorowym, albo jeszcze bardziej pomidorami jedynie przetartymi przez sitko i wtedy może zagościć na stole. Z tymi samymi kluskami, co wczoraj błyskały spod oczek rosołowych. Dzisiaj nie są w stanie przebić się przez mętną powierzchnię pomidorowej. Ale nie trzeba mieć rosołu, by stworzyć pomidorową. Wystarczy włoszczyzna, albo nawet kostka rosołowa i przecier. Albo pomidory. Mogą być takie z puszki, już gotowe do wrzucenia do garnka, bez skórki, z duża ilością kwaskowatego soku. Albo świeże, które jednak wymagają trochę więcej pracy. Ale co to za praca dla miłośnika smaku finalnego. Pokrojenie i przesmażenie pomidorów to wręcz przyjemność. Sok cieknący po rękach, zapach wdzierający się w nozdrza, a potem pestki strzelające w zębach. Żadne przecieranie przed tym nie uchroni. I bardzo dobrze, bo jednak pomidorowa z całych pomidorów musi mieć w sobie coś dodatkowego, czego ta z przecieru mieć nie będzie. Pomidorową można zrobić w zasadzie zawsze, bez jakichś szczególnych przygotowań. Czytaj dalej

Schizofrenia meteorologiczna

Nie wiem co się dzieje z pogodą, nie jestem w stanie nijak jej określić. Nie wiem nawet czy to środek jesieni, wiosny, pełnia lata, a może raczkująca zima. Sytuacja zmienia się już nie z dnia na dzień, nie z godziny na godzinę, ale z minuty na minutę. Trudno stwierdzić, czy akurat jest słonecznie czy deszczowo, bo trzeba konkretnie patrzeć przez okno, by podjąć decyzję w tym zakresie. I właściwie wybrać jedno okno w domu, bo nawet z nich widok różni się między sobą w sposób zatrważający. Czytaj dalej

Gra gier

Nie jestem fanką domina, bo uważam, że gra ta fascynuje dzieci gdzieś do 5 roku życia. Potem coraz bardziej zaczyna się nudzić i w rezultacie jedyną rozrywką jaką domino może oferować staje się układanie go w szeregi, które potem malowniczo upadają. Chociaż ja nie jestem dość cierpliwa, żeby wykorzystać w tej zabawie chociażby wszystkie klocki znajdujące siew jednym pudełku, a co dopiero myśleć o czymś bardziej skomplikowanym i wymagającym. Podziwiam cierpliwość ludzi, którzy dniami, tygodniami, miesiącami układają poszczególne elementy w wielkim dziele, które na koniec zostanie przewrócone, by stworzyć jakiś obraz czy inne arcydzieło. Wspaniale ogląda się jakieś wydarzenia typu Domino Day, ale prawdę mówiąc często mam nadzieję, że właśnie im nie wyjdzie, że coś się nie uda, nie przewróci się wszystko i będzie ogólna porażka. I nie dzieje się tak dlatego, ze jestem wyjątkowo okrutną osobą, ale dlatego, że mam nadzieję, że wtedy zobaczą bezsens swoich działań. Jak można tyle czasu poświęcać na tworzenie czegoś, co ma zostać zniszczone? Czy to nie jest marnotrawstwo czasu pod przykrywką robienia czegoś wspaniałego? Czytaj dalej

Szlafrok

Szlafrok jest elementem garderoby, którego istnienia i przeznaczenia nie pojmuję i nie akceptuję. Może jest to jakaś walka z wiatrakami, ale nie należę do wielbicieli tego czegoś, co może jeszcze w Ciechocinku miałoby prawo bytu, ale w zaciszu domowym nijak nie widzę dla niego zastosowania. Z uwagi na to, że jakoś nie jestem częstą kuracjuszką w Ciechocinku, a nawet powiem więcej – nigdy tam nie zajrzałam, nie odczuwam potrzeby posiadania szlafroka. Musze twardo obstawać przy swoich poglądach, bo z każdej strony próbuje się mi wcisnąć płaszcz kąpielowy. A to tylko kryptonim znanego mi szlafroka. Czytaj dalej

Polski rap – „kwintesencja” stylu

W ręce, a może bardziej w uszy, wpadła mi ostatnio piosenka OSTR-ego Zobacz co mówią.

Nie wpadła mi przez jakiś kompletny przypadek, bo słuchawki w uszy wepchnął mi brat mówiąc: „Słuchaj”. To posłuchałam. A po kilku wersach musiałam przestać. Nie dlatego, że coś mi się nie podobało, że nie dało się tego słuchać, wręcz przeciwnie. Musiałam przerwać, bo nie byłam już w stanie usłyszeć ani kawałka tekstu, a słuchanie rapu bez tekstu jest totalnym nieporozumieniem. A nie słyszałam, bo śmiałam się bardzo głośno i coraz głośniej. Fragment:

Ej 50 Cent, jesteś gangster? Daj ognia

Póki cię nie zawoła z okna siostra na obiad

doprowadził mnie niemal do łez, a głośność mojego śmiechu do ilości decybeli, której nie powstydziłby się startujący samolot. Czytaj dalej

Sprzątanie to nie sens życia

Coraz więcej obserwuję programów, w których znawcy tematu uczą przeciętniaków jak należy sprzątać. W sumie nie takich przeciętniaków, bo prezentowani w tych programach osobnicy chyba nigdy nie nabyli umiejętności odkurzania, mycia czy ścierania, nie mówiąc o takich elementach porządkowania jak składanie i wkładanie do szaf. Leżą u nich w stosach ubrania, które nie wiadomo właściwie czy miały powędrować do prania czy właśnie z pralki zostały wyjęte. W zlewach i na blatach piętrzą się brudne talerze, na których często żerują różne formy życia od zwykłej pleśni po niezwykłe odmiany karaluchów. Czytaj dalej