Chleba naszego …

W Polsce chleb jest symbolem. Nawet mamy powiedzenie „zarobić na chleb”, które świadczy o tym, że to głównie na ten pokarm pracujemy, a wszystko ponadto jest dodatkiem.

W wielu językach nie ma takiego przełożenia. Tam zarabia się pieniądze, konkretne monety, a nie przekłada się to na pokarm. Jednak dla nas chleb – jego obecność w domu lub brak, to symbol. Jeśli kogoś nie stać na chleb, to znaczy, że żyje w nędzy. Chleb jest podstawą wyżywienia. Nie wyobrażam sobie, żeby w domu nie było chleba. Pewnie, że często wolę zjeść bułkę czy rogala, wielość pieczywa oferowana przez sklepy i piekarnie jest oszałamiająca, ale jednak chleb tradycyjny jest czymś niepowtarzalnym. Robiony na zakwasie. Wydaje mi się, że to jest tajemnica smaku i jednocześnie znaczenia chleba. Ten na zakwasie jest najlepszy pod każdym względem.

Co ciekawe np. w Turcji chleb również wypiekany jest na zakwasie i tam też pojawia się powiedzenie „Zarabiać na chleb”. Może rzeczywiście ten zakwasowy jest świętym pokarmem i ma wartość ponad pieniężną? A choć zakwas inny (u nas żytni, tam z ciecierzycy) to jest elementem magicznym.

Ale mamy też inne powiedzenia, których nie musimy koniecznie dzielić z Turkami czy innym narodem, a chleb w nich występuję w całej krasie. Być dobrym jak chleb. Ciężki kawałek chleba. Głodnemu chleb na myśli.

Jest też tradycja witania chlebem i solą. Nie mówiąc już o modlitwie Ojcze nasz, w której wyraźnie zgłaszany jest postulat: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”.

Smak polskiego chleba doceniłam jeszcze bardziej będąc w Anglii. Tam posiadają coś, czego nijak chlebem nie chciałabym nazwać. Nawet nasze pieczywo tostowe posiada więcej cech stycznych z ofertą polskich piekarni. Tam pod nazwą bread sprzedawane jest coś o konsystencji gąbki i takim samym smaku. Wynalazek ten ma specyficzną cechę polegającą na niezsychaniu. Jest tysiąc razy większa szansa, ze spleśnieje. Nie schnie nawet leżąc tydzień na wierzchu. Sprawdzałam, bo po zakupie tego czegoś trzymałam to w pokoju i nie mogłam się zmusić do zjedzenia. Leżał na wierzchu, bo nie chciałam mieć pleśni, a wiedziałam jakie grzybiczne właściwości posiada. Po tygodniu leżał w tym samym miejscu i w tym samym stanie, a ja nadal nie wiedziałam co z nim zrobić. Wychowana w Polsce na szacunku do tego pokarmu nie potrafiłam zmusić się, żeby ten bądź co bądź chleb wyrzucić. U nas tak się nie postępuje. Suchy chleb oddaje się dla konia jak w serialu Wojna domowa, moczy i wyrzuca ptakom (byle nie gołębiom, których nie znoszę i nie na dworcu, czego świadkiem byłam w Warszawie), albo dodaje do kotletów mielonych. Gospodynie są w stanie wymyśleć setki zastosowań dla chleba, który już do normalnej konsumpcji jest niezdatny. Do kosza nie ląduje nigdy. Bo to święty pokarm.

W Anglii pieczywa nie jadłam. Jakoś nie mogłam się przemóc. W pamięci, na podniebieniu i języku czułam smak tego, co miałam prawo nazywać chlebem i na powrót do Polski czekałam, by znowu ten smak poczuć realnie. Polski chleb to doskonały chleb.

I nie mówię tego tylko dlatego, że miałam dziadka piekarza, bo właściwie z dzieciństwa dziadka pracującego nie pamiętam. Chociaż nawet, gdy nie pracował miał swoje nawyki wyrobione przez lata pracy w piekarni. Kładł się spać tak wcześnie, że zawstydzał przysłowiowe kury. A wstawał chyba przed świtem. Jakby jego organizm nadal próbował chodzić do pracy na nocną zmianę, by wyrabiać i wypiekać chleb dla tych, którzy skoro świt będą chcieli go kupić w piekarni.

Z dzieciństwa bardziej niż profesję dziadka pamiętam smak ciepłego jeszcze chleba posmarowanego masłem. Kupowałyśmy taki z mamą w piekarni na rogu i już po drodze kłóciłyśmy się, której w udziale przypadnie „piętka”. O nią była najzacieklejsza walka. Tam było najwięcej chrupiącej skórki, która stanowi kwintesencję chleba. Pertraktując całą drogę dochodziłyśmy do porozumienia i dzieliłyśmy się tym najlepszym fragmentem bochenka. Rozsmarowane grubo masło podtapiało się od ciepłoty kromki. Smak rozpływający się w ustach. Takie wspólne jedzenie chleba z masłem przy kuchennym stole jest jednym z moich cudownych wspomnień z dzieciństwa.

Teraz już takiego pieczywa nie ma. Ale podobno każde pokolenie uważa, że za czasów jego dzieciństwa chleb smakował lepiej.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo ceny chleba rosną i staje się on pokarmem luksusowym. Pachnący bochenek, który powinien gości w każdym domu, na każdym stole kosztuje 3, 4 a nawet  5 złotych. Nie jakiś francuski wynalazek typu bagietka albo włoska ciabatta. Zwykły-niezwykły chleb polski. Może już niedługo trzeba będzie być milionerem by kosztować tego, co jeszcze w czasach mojego dzieciństwa było luksusem smaku ale nie uderzało po kieszeni. Teraz po tej kieszeni walnie całą pięścią. Dlatego pisze to, co sama pamiętam, co o chlebie wiem i czego nie wolno zapomnieć. Oby nie było tak, jak w Anglii, gdzie dobry, polski chleb można czasem  kupić, ale w drogich piekarniach, gdzie ceny przyprawiają o zawrót głowy, a na zapleczu słychać polskie rozmowy. Bo polscy piekarze są tam pracownikami poszukiwanymi z uwagi na pieczywo, które potrafią wypiekać. A produkty dobre przez nich wytwarzane kosztują więcej niż przeciętny pracownik jest w stanie na nie poświęcić.

Tylko Anglia to nie Polska. U nas chleb jest świętym pokarmem. A bez tej codziennej powszedniej świętości będzie chyba smutniej żyć.

Advertisements

2 thoughts on “Chleba naszego …

  1. też uwielbiam polski chleb – szczególnie świeży z chrupiącą skórką i ciepłym jeszcze środkiem,

    jednak od lat obserwuję jak polskie pieczywo staje się coraz gorsze i bardziej zaczyna przypominać „pospolitą” bagietkę niż PRL-owski chleb :( (staropolskiego nie znam ;) )

    odgrzewane w piecach bułeczki wypierają klasyczne a obleśne buły tostowo-podobne pakowane w zaparowane torebki foliowe aż odrzucają – cóż poradzić

    trzeba się chyba pogodzić z tym, że chleb jaki pamiętamy odchodzi do lamusa

  2. Można kupić dobre pieczywo
    Są takie piekarnie ekskluzywne, gdzie i wielkie bochny chleba wiejskiego kusza ( taki bochanek zajmuje cały bagażnik samochodu, kiedyś na ognisko zakupiliśmy jeden i wszyscy sie najedli, nawet na drugi dzien do porannej jajecznicy zostało), ale też są bagietki wszelkiego rodzaju, bułki, rogale. I pachnie prawdziwą piekarnią, a nie zapachem piekarnianym w sprayu. Ale ceny też są eksluzywne. Niestety

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s