Sprzątanie to nie sens życia

Coraz więcej obserwuję programów, w których znawcy tematu uczą przeciętniaków jak należy sprzątać. W sumie nie takich przeciętniaków, bo prezentowani w tych programach osobnicy chyba nigdy nie nabyli umiejętności odkurzania, mycia czy ścierania, nie mówiąc o takich elementach porządkowania jak składanie i wkładanie do szaf. Leżą u nich w stosach ubrania, które nie wiadomo właściwie czy miały powędrować do prania czy właśnie z pralki zostały wyjęte. W zlewach i na blatach piętrzą się brudne talerze, na których często żerują różne formy życia od zwykłej pleśni po niezwykłe odmiany karaluchów.

Czasem nie jestem pewna czy ruch pomiędzy papierami pod oknem to dowód na kolejnego szkodnika bytującego w tym brudzie, czy możne zwiastun odnalezienia dawno nie widzianego pupila domowego. Może chomika a może nawet kota. Przypomina mi się jeden odcinek Przyjaciół zatytułowany Brudaska, w którym Ross spotykał się z dziewczyną o podobnym podejściu do utrzymywania ładu domowego. Ale to była Rebecca Romijn-Stamos i przy jej wyglądzie wiele można wybaczyć. Ale występujący w tych programach najczęściej w ogóle nie są podobni do tej modelki-aktorki, więc ich wygląd zewnętrzy nie odwraca uwagi od tego, co mają dookoła siebie. Nic dziwnego, że takim ludziom potrzebna jest Kim, która zaproponuje im ostrą pobudkę z banda czyścicieli czy inna Anthea, która wręczy zestaw 80 produktów, które pozwolą wyczyścić stylowy żyrandol.  Ale chyba zwykły, przeciętny człowiek jakoś radzi sobie z względnym utrzymaniem czystości w swoim domu.

Ja absolutnie nie należę do maniaków czystości spod znaku Anthei Turner. Jej wytyczne dotyczące utrzymywania czystości w domu przyprawiają mnie o dreszcze. Nie odczuwam  odgórnego imperatywu, by moje przyprawy w kuchni były poukładane alfabetycznie albo zgodnie z regionem, z którego pochodzą. Prawdę mówiąc w ogóle nie układam swoich przypraw w sposób szczególny, tylko wrzucam je do szuflady i jedyną moją obawą jest to, czy tym razem jeszcze się ona zamknie.  Podczas gotowania wyjmuję wszystkie te, które są mi potrzebne i nie zastanawiam się nad tym, że bałagan na blacie nie burzy mojego chi albo nie stanowi innego zawirowania energetycznego, które na pewno doprowadzi do przypalenia kotletów lub rozgotowania makaronu.

Układanie bielizny w szufladzie też nie jest dla mnie wymarzoną rozrywką na niedzielne przedpołudnie. Wkładanie kompletów bielizny do specjalnych woreczków, by wyjmować je jednym ruchem ręki przeczy mojemu sposobowi ubierania się. Poza tym wiem, noszenie bielizny w kompletach jest niemodne,  niewłaściwie i  w ogóle passe, więc czemu mam się przy tym upierać.

W ogóle prawda jest taka, że lubię sprzątać (no dobra, nie lubię, ale uznaje to za właściwe), gdy jest brudno. Obsesyjne wyśledzenie kurzu nie jest moim hobby, nie uganiam się ze szmatką po domu, żeby dostrzec ten jeden pyłek, który umknął mi przy ostatnim ścieraniu kurzu ze wszystkich półek. Miało ono w prawdzie miejsce 30 minut temu, ale skubaniec mógł się ukryć w jakimś zakamarku i teraz wyskoczyć znienacka, żeby popsuć dzieło, albo mógł dostać się do mieszkania niespodziewanie i zburzyć tak starannie zachowany ład. Wycieranie kurzu uznaję za zakończone, gdy gołym okiem nie stwierdzam zaniedbań w tym temacie. Nie biegam po domu w białej rękawiczce, by sprawdzić, czy rama od obrazu aby nie pozostawiła jakiś niedopowiedzeń.

Nie wiem tez dlaczego TRZEBA umyć okna przed świętami.  Znaczy przed tymi największymi w Polsce czyli Wielkanocą i Bożym Narodzeniem. Znaczy to wielkanocne wielkie sprzątanie jeszcze ma jakiś sens. Wszystko czyści się po zimie, zmywa z okien sadze, którymi przyatakowali je sąsiedzi, a porządki w szafach są pretekstem do wymiany garderoby z zimowej na letnią. Chociaż już szczegółowe mycie segmentu, na który w ostatnim czasie nikt nie wylał talerza zupy, nie rzucił garścią gliny albo nie zwymiotował podczas hucznej imprezy, nie jest dla mnie logiczne.

Ale uznajmy, że to taki sposób na połączenie porządków przedświątecznych i tych pozimowych. Jednak mycie okien  grudniu? Kto to w ogóle wymyślił i kto tak sprytnie uzasadnił, że wiele gospodyń domowych nie jest w stanie wyjąć z pawlacz choinki, zanim wszystkie okna nie lśnią? Jesteśmy wtedy w trakcie zimy, sadze z kominów sąsiadów atakują nasze okna nieprzerwanie oblepiając je tłustym, czarnym nalotem. Śnieg rozmazuje to w dekoracyjne smugi, ale to i tak nic przy mrozie, który zamalowuje szyby okienne jeszcze trwalszym wzorem. Ale co tam, jak się wsadzi ścierkę do wrzątku narażając dłonie na poparzenie II stopnia, to przecież można rozmrozić całe te zimowe dekoracje i postarać się je zmyć. Woda w misce stygnie w tempie zastraszającym, ale zawsze można dolać nowej prosto z czajnika i nie trzeba się przejmować tym, że równie ochoczo co brud z okien z naszych rak schodzi skóra. W dodatku cała ta walka ze śniegiem, mrozem i innymi przeciwnościami przynosi skutek na jakieś 3-4 godziny, bo ani sadze ani inne zanieczyszczenia nie omijają okien tylko dlatego, że zostały już umyte na święta. Podczas Wigilii i tak wygląda się na gwiazdkę zza brudnych szyb, ale przynajmniej ręce ma się odmłodzone o kilka dobrych lat, bo skóra pod tą, która zeszła jest gładsza i delikatniejsza.

Obsesyjne sprzątanie w domkach letniskowych czy na działce też jakoś do mnie nie przemawia. Pewnie, że nie można dopuścić, żeby z powodu wakacji wszystko zarosło brudem, a pająki miały więcej przestrzeni do przemieszczania się poprzez sieć swoich pajęczyn niż ludzie.

Ale odkurzanie podłóg i dywanów co drugi dzień to jakaś totalna strata czasu, który rzekomo miał być przeznaczony na wypoczynek. To utrzymywanie czystości niczym w Wersalu przed przyjazdem króla czy królowej, to dbanie o szczegóły ustawienia bibelotów na segmencie czy układ poduszek na wersalce. Czy już naprawdę zapomnieliśmy, że czystość jest dla nas, a nie my dla czystości? Ma być na tyle czysto, na tyle poukładane, by nie zaburzało to naszego codziennego funkcjonowania. Czy to w domu, czy na wakacjach. Nie możemy stawać się niewolnikami czystości niczym ekipa dbająca o sterylność  w laboratorium, w którym trwają badania nad wynalezieniem antidotum na groźną chorobę.

Bakteria (potocznie zwane zarazkami) nie czyhają w każdym kącie gotowe skoczyć na nas i nas pożreć, gdy tylko nie potraktujemy ich mopem hojnie oblanym odpowiednim detergentem czy jakimś inny sprayem zabijającym wszystko co ma mniej niż miliard komórek. Nie można robić ze sprzątania sensu życia. Dla własnego i bakterii zdrowia.

Reklamy

10 thoughts on “Sprzątanie to nie sens życia

  1. Jako bałaganiara, córka bałaganiary, podpisuję się pod tym postem :D.
    W moim rodzinnym domu panuje ogólny rozgardiasz: pilot od telewizora chowa się gdzieś między gazetami (z czego połowa to nieaktualne programy TV), żeby zjeść przy stole, trzeba usunąć bieżącą korespondencję i rozliczne dokumenty zawalające tenże, prasowanie tworzy górę wielkości Mount Blanc na gościnnym łóżku, a resztę obrazu dopełniają stosy książek i czasopism w pokoju rodziców i (do niedawna) moim.
    Jest to efekt dwóch rzeczy: po pierwsze, moi rodzice są osobami ciężko pracującymi i gdy w końcu znajdą wolną chwilę w niedzielę, nie mają zbytnio ochoty czyścić tego dnia mieszkania. Po drugie, mój ojciec nie lubi sprzątać, a moja matka nie widzi takiej potrzeby.
    W moim obecnym pokoiku też nie jest zbyt porządnie, ale to wina książek, które nie mieszczą mi się na półce i walają po całej podłodze.
    I tak sobie żyjemy radośnie z artystycznym nieładem wokół :).

    P.S. Geniusz panuje nad chaosem!

  2. Bo co innego jest bałagan, a co innego artystyczny nieład
    Jestem tego samego zdania

    A książki są bytami intelektualnymi i jako takie żyjąwłasnym życiem i przemieszczają sie w sposób nieodgadniony.
    Codziennie to zauważam u siebie w domu

    • Inaczej – czym innym jest bałagan (do zaakceptowania, jeśli można się w nim odnaleźć), a czym innym brud.
      Zdarzyło mi się kilka razy zobaczyć taki program i muszę przyznać, że kilka wskazówek ułatwiło mi życie. Nie przepagdam za sprzątaniem – bo niewiele w tym elementu twórczego – ale toalety, wanny i inne części wyposażenia domu z widocznym kamieniem jednak mi przeszkadzają. Dość długo w sposób mozolny zmagałam się z nim, aż okazało się, że to w ogóle nie wymaga mojego wysiłku. Schodzi samo i już. Podobnie ze złożeniem prześcieradeł z gumką – wiecznie skołtunione zwyczajnie nie mieściły się na półkach. A wystarczy wykonać dosłownie cztery prawidłowe ruchy i są złożone na płasko. Nie lubię sprzątania, ale brudu też nie, więc jeśli mogę osiągnąć czystość w zakresie mi potrzebnym bez nadmiernego wysiłku i straty czasu, to czemu nie. A zimą okien nie myję – wolę brudne okna niż zapalenie płuc.

  3. Najczęściej obsesyjnie porządkujemy otoczenie, kiedy sami jesteśmy w środku mocno niepoukładani. Poczucie kontroli nad tym co dookoła jest substytutem kontrolowania samego siebie. Smutne, ale bardzo częste; warto więc sprawdzić jak często pani Anthea wizytuje psychologa :-)

  4. @Laudator: rzeczywiście tak bywa, ale czasem sprzątanie ma zbawienny wpływ na niepoukładaną psychikę. Sama w jakichś okresach bardziej nerwowych lub wymagających ode mnie poukładania sobie pewnych spraw w głowie, ochoczo brałam się za generalne porządki. I potem, wykończona i zadowolona z efektu nagle spostrzegałam, że już się nie denerwuję, że w głowie też porządek i spokój.

  5. A ja kiedyś znałam dziewczynę, która po stosunku seksualnym ochoczo brała się za odkurzacz i odkurzała wszystkie dywany w swoim otoczeniu.
    Moze to też forma wyciszenia, poukładania albo terapii ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s