FACE-BÓG

FaceBook opanował internet i wszyscy tam są. Znaczy nie jest to do końca prawdą, bo słyszałam takie zdania już kilka miesięcy temu, a mnie tam nie było, więc nie wszyscy. Ale na pewno wielu. Jako portal międzynarodowy jednoczył ludzi z wielu krajów. Tylko tam można było w jednym miejscu spotkać znajomego z tej samej ulicy, ale też kogoś, kogo poznało się kilka lat temu na wakacjach chociażby w Grecji. Ludzie wymieniali się informacjami kogo tam znaleźli, ostrzegali się, kogo można znaleźć i w ogóle stanowili jakąś jedną wielką grupę pasjonatów, ale mnie to nie dotyczyło. Nie przekonywały mnie nawet pojawiające się co chwila konkursy, w których można było wziąć udział jedynie posiadając konto na FB, ani też znaczki Lubię to, które wykwitały na kolejnych stronach, na które zaprowadziły mnie moje wędrówki po meandrach internetu. Konta na FaceBooku nie miałam i nie zamierzałam zakładać. Wszelkie zaproszenia i sugestie odrzucałam stanowczym kliknięciem. Zapierałam się, broniłam jak mogłam.

Nie przeraziło mnie to, że na naszej klasie powstaje pustka, bo ludzie masowo uciekają na FB. Ja twardo trzymałam się tego, że jak chce wrzucić zdjęcie i się nim podzielić to mam gdzie, a przynajmniej nie jestem przywiązana do portalu społecznościowego w jakiś niemiłosierny sposób. A słyszałam o uzależnieniach, o problemach w pracy i życiu osobistym przez FB. Słyszałam o terapiach odwykowych, o niemożności wywiązywania się z innych obowiązków, bo na fejsie tyle się dzieje, tyle można zobaczyć, sprawdzić, powiedzieć.

Wśród użytkowników krąży nawet powiedzenie „ Nie wyrabiam się z robotą, bo mam zapie… na FaceBooku”

No dobra, ale skąd ja to wszystko wiem? Bo niestety uległam. Przy którymś zaproszeniu, gdy wiedziałam ilu znajomych dobrze bawi się w tych klimatach, gdy już nawet mój brat miał swój profil, poddałam się i założyłam konto. I wsiąkłam.

Znaczy nie tak od razu. Najpierw oszalałam ja i mój komputer. Nie wiedzieliśmy co się dzieje, co kliknąć i gdzie się pojawić. Setki informacji bombardowały mnie z każdej strony. Tysiące propozycji, zaproszeń lub możliwości zapraszania samemu. Nie wiedziałam już kto jest moim znajomym, bo go znam, kto nim może być, bo zna kogoś, kogo ja znam, a kto pojawił mi się w propozycjach znajomych z jeszcze innych nieznanych powodów.

Gdy już opanowałam sytuacje znajomych, ogarnęłam własny profil i stanowiłam marną imitację prawdziwego użytkownika FB, postanowiłam zapoznać się z resztą wspaniałych możliwości, jakie są tam dostępne. Nie przekonują mnie aplikacje typu Kto Cię kocha, Kogo zabijesz czy inne tego typu zabawy losowe, które równie często mogą przysporzyć  przyjaciół co wrogów. Trochę bardziej zabawne są już różne liczniki między innymi ten podający prawidłową wagę. Cudownie, że można dowiedzieć się ile powinno się ważyć, zwłaszcza, gdy doskonale się wie, że tyle się nie waży i w najbliższym czasie ważyć się nie będzie. Ale co tam. Świadomość tego, że tak łatwo można wyliczyć wagę prawidłową podnosi na duchu.

Niestety obok tych wszystkich aplikacji, które tylko psują humor osobie korzystającej, względnie znajomym, którzy widza swoje nazwisko przy niepochlebnych opiniach danej gry o nich, są też gry. Plaga i okropieństwo, ale… kliknęłam.

Gra, w której zgaduje się co jest na zdjęciu, które przedstawia fragment danej rzeczy, często mylący, nic nie znaczący i czarno-biały, jest tak samo wciągająca jak drażniąca. Zwłaszcza w tych momentach, gdy za nic nie można rozszyfrować obrazka, bo znajduje się na nim coś, co może być wszystkim, ale umysł podpowiada coraz bardziej nachalnie, że jest niczym. A na podpowiedź trzeba czekać jakieś długie godziny i człowiek zaczyna tracić nadzieję, że w ogóle jest w stanie stwierdzić, co przedstawia dane zdjęcie.

Jednak dla mnie najgorsze, bo najlepsze są gry, w których ma się restauracje. Nie wiem dlaczego tak mnie to wciąga, ale nie mogę oprzeć się serwowaniu kolejnych potraw, kupowaniu coraz większej ilości stołów i krzeseł dla gości i innych atrakcjom, jakie oferują te gry. Od śledzenia poczynań znajomych jestem w stanie się oderwać. Od sprawdzania jacy znani i sławni są na FB też potrafię się powstrzymać. Jednak gry, w których jestem kucharką i mam zastępy kelnerów, którzy niczym mrówki w ukropie starają się obsłużyć każdego gościa, są moim przekleństwem. Codziennie klikam, zaglądam, doglądam.

Nie wiem jakie są powody tego, ze tak wielu ludzi siedzi na FaceBooku, nie wiem czy szukają znajomych czy rozrywki, czy pogłębiają kontakty czy spłycają umysły. Ja po trochu z każdego z tych powodów zaglądam, ale najwięcej czasu pożera mi jedna z gier. I w sumie to nie wiem, czy cały ten FB jest bardziej dla łączenia ludzi, czy bardziej dla przywiązywania ich do klawiatury. Nawet wychodząc z domu nie można się całkowicie uwolnić od FB, bo jest format mobilny i gdziekolwiek się jest cała mnogość atrakcji jest z nami. Ja się przed tym bronie i mam nadzieję, że tym razem moja obrona przebiegnie pomyślnie.

Póki co rodzina nie ucierpiała, bo równolegle do potraw wirtualnych gotuję te realne, a potrafię też komputer zamknąć, odłożyć i żyć swoim życiem .By za jakiś czas znowu sięgnąć i sprawdzić, czy aby warstwowy sernik się nie popsuł, albo zupa cebulowa nie przypaliła. A przy okazji zobaczę co ciekawego napisali znajomi, czy mają nowe zdjęcia, a może znaleźli interesującą stronę…

Może to początkowa fascynacja i z czasem mi minie. Mam taką nadzieję, bo inaczej przepadłam.

Reklamy

6 thoughts on “FACE-BÓG

  1. a ja odwrotnie – miałem, ale zlikwidowałem. Jakoś nie potrafiłem „wsiąknąć” w ten klimat. Może to i dobrze – w końcu zajęć wirtualnych mam sporo i wcale nie czuję się z tego powodu źle.

    Fajny blog. Chciałem już wcześniej napisać kontr-przepis na pomidorową z kieliszkiem wódki (takim w ostatniej chwili lanym), ale mi zniknął był. A z pamięci to jednak nie podam, bo jakoś nie pamiętam. Proszę mi jednak wierzyć, że pyszna jest.

    pozdrowienia, K

  2. NO ja z tym wsiąkaniem problem mam dosyć powierzchowny, bo jednak czas na inne rzeczy (chociażby pisanie bloga i gotowanie) jednak mam.
    A co do pomidorowej z wódką, to będę musiała poszukać chyba tego przepisu, bo może nie jest to coś familijnego (dziecka bym raczej nie poczęstowała), ale pewnie wartego spróbowania

    P.S.Dziękuję za pozytywną ocenę tej mojej pisaniny

  3. Ja zaś mam konto, ale nie wsiąkam. Ot, czasem zajrzę, czasem wrzucę kilka zdań. Zaproszenia przyjmuje już tylko od naprawdę znajomych. Na NK konto w ogóle skasowałam. Myślę, ze to jednak zalezy od „towarzyskości”. Miłego wieczora!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s