Mój własny Poltergeist

Rozmawiałam właśnie z koleżanką przez Skype’a. Było o wszystkim i o niczym jak to zwykle przy rozmowach, które z uwagi na bezpłatność prowadzone są w nieskończoność z przerwami na wyprowadzenia na dwór psa czy przygotowanie kolacji. Między innymi mówiłyśmy o tym, że mój mężczyzna pozbył się kilku gałęzi z drzewa rosnącego przed naszym oknem, bo w zasadzie więcej tego drzewa mieściło się na parapecie niż poza nim. Trzeba było ograniczyć mu możliwość wdzierania nam się do domu i właśnie na tym etapie konwersacji pojawił się temat filmu sprzed paru ładnych lat o tytule Poltergeist. Nie chodziło o hałaśliwość drzewa, bo przeważnie nie hałasowało, a jedynie zasłaniało każdy promień słońca, który o tej porze roku jest na wagę złota. O duchowość tego drzewa też nie podejrzewałam, ale szło raczej o motyw z filmu, w którym drzewo wdziera się do domu przez okno właśnie. Widocznie reżyser filmu Tobb Hopper mieszkał w warunkach zbliżonych do moich, chociaż może to scenarzysta filmu sam Steven Spielberg miał tego typu sąsiedztwo za oknem, co doprowadziło do takich wizji w filmie. Czytaj dalej

Reklamy

Wesołe miasteczko dla oszczędnych

W ramach uspołeczniania się wyszłam do ludzi. Mało, że wyszłam, to jeszcze trafiłam na międzynarodowe warsztaty teatralne. Teatr cieni, prawa człowieka i inne tego typu tematy przez kilka godzin zaprzątały moją głowę. Potem wróciłam do domu i pewnie dalej normalnie bym żyła, gdyby nie fakt, że organizm najwyraźniej zapomniał jak radzić sobie z zarazkami, wirusami, bakteriami i innymi gatunkami pochodnymi jakie można spotkać w zbiorowiskach ludzkich. Dlatego złapałam coś nieokreślonego, co utrudnia mi życie od dobrych kilku dni. Czytaj dalej