Wesołe miasteczko dla oszczędnych

W ramach uspołeczniania się wyszłam do ludzi. Mało, że wyszłam, to jeszcze trafiłam na międzynarodowe warsztaty teatralne. Teatr cieni, prawa człowieka i inne tego typu tematy przez kilka godzin zaprzątały moją głowę. Potem wróciłam do domu i pewnie dalej normalnie bym żyła, gdyby nie fakt, że organizm najwyraźniej zapomniał jak radzić sobie z zarazkami, wirusami, bakteriami i innymi gatunkami pochodnymi jakie można spotkać w zbiorowiskach ludzkich. Dlatego złapałam coś nieokreślonego, co utrudnia mi życie od dobrych kilku dni.

Najpierw pojawił się ból gardła, który sprawiał, ze każde przełknięcie śliny było porównywalne z próbą przełknięcia łyżki szpilek. Potem pojawił się katar, który utrudnia mówienie, a nawet oddychanie. Przyprawiając obiad nie jestem też w stanie powąchać przyprawy, by sprawdzić czy w nieopisanym pojemniku jest cynamon, curry, czy mielony imbir ( a wyglądają naprawdę podobnie i na tzw. „oko” nie daje rady tego stwierdzić nigdy). Dlatego wszystko musze próbować i jeszcze smak jako tako pozwala się zorientować, czy do jabłek nie dodaję curry, a egzotyczne curry z indyka nie zamienia się w cynamonowego indyka, który jest jeszcze bardziej egzotyczny i zdecydowanie mniej smaczny.

Na koniec to wszystko zwieńczył kaszel, który atakuje w najmniej spodziewanym momencie i potrafię zamiast „słucham” do słuchawki telefonicznej wydać serię warkotów i rzężeń. Mam wrażenie, że rozmówcy nie zachęca to do dalszej konwersacji.

W zaistniałej sytuacji człowiek (czyli akurat ja) stara się znaleźć jakikolwiek pozytyw tego, co go spotkało. I udało się. Przeczytałam w pewnej książce, ze kaszel generuje takie przeciążenia jak jazda na kolejce górskiej. Czyli tak naprawdę spotkała mnie jedna wielka frajda. Już od samego rana co chwile wybieram się na darmowego rollercoastera i co jakiś czas dawkuje sobie kolejną przejażdżkę. Oszczędność pierwszorzędna, bo nie wydałam na to nawet złotówki, a organizm ma frajdę niczym po wizycie w wesołym miasteczku. I to nie takim zwykłym, jakie można znaleźć w wielu polskich miastach, albo jakie pojawia się okresowo w miejscowościach wakacyjnych razem z nadmuchiwanym balonem sezonowego kina. Taka frajda jest porównywalna do wizyty co najmniej w austriackim Prater, albo może nawet w jednym z Disneylandów.

Jedynym mankamentem jest może to, że mam wrażenie, że moje gardło próbuje oddzielić się od reszty ciała, a przepona boli jak po szóstce Weidera, ale to przecież drobnostka. Takie drobne mankamenty nie mogą popsuć radości z bezpłatnego korzystania z tego najwspanialszego rollercoastera na świecie.

Reklamy

One thought on “Wesołe miasteczko dla oszczędnych

  1. hahaha, niezwykle pozytywny wydźwięk tego wpisu rozbawił mnie w pracy tak, że aż obok w pokoju słyszeli…

    Współczując … bardzo dziękuję za poprawę nastroju. Oby rollercoaster jak najszybciej dojechał do mety :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s