Mój własny Poltergeist

Rozmawiałam właśnie z koleżanką przez Skype’a. Było o wszystkim i o niczym jak to zwykle przy rozmowach, które z uwagi na bezpłatność prowadzone są w nieskończoność z przerwami na wyprowadzenia na dwór psa czy przygotowanie kolacji. Między innymi mówiłyśmy o tym, że mój mężczyzna pozbył się kilku gałęzi z drzewa rosnącego przed naszym oknem, bo w zasadzie więcej tego drzewa mieściło się na parapecie niż poza nim. Trzeba było ograniczyć mu możliwość wdzierania nam się do domu i właśnie na tym etapie konwersacji pojawił się temat filmu sprzed paru ładnych lat o tytule Poltergeist. Nie chodziło o hałaśliwość drzewa, bo przeważnie nie hałasowało, a jedynie zasłaniało każdy promień słońca, który o tej porze roku jest na wagę złota. O duchowość tego drzewa też nie podejrzewałam, ale szło raczej o motyw z filmu, w którym drzewo wdziera się do domu przez okno właśnie. Widocznie reżyser filmu Tobb Hopper mieszkał w warunkach zbliżonych do moich, chociaż może to scenarzysta filmu sam Steven Spielberg miał tego typu sąsiedztwo za oknem, co doprowadziło do takich wizji w filmie.

W każdym razie o filmie mówić zaczęłyśmy i wtedy… światło w moim domu zaczęło migać niczym popsuty stroboskop na jakieś dyskotece. Telewizor i komputer odmówiły uczestnictwa w dalszym rozwoju wypadków, a zza okna zaczął dochodzić hałas jakby nie tylko stado duchów toczyło walkę o dusze mieszkańców mojego domu, ale też wszyscy mieszkańcy piekieł dołączyli się do ogólnego zamieszania. Po chwili wszystko zgasło i nastąpiła grobowa ciemność. O grobowej ciszy mówić nie można, bo chyba wszyscy mieszkańcy zaczęli wybiegać z domu wykrzykując różne słowa, które w większości zapewne były niecenzuralne. Ja nie wybiegałam w obawie przed tym, że sama ściągnęłam na dom Poltergeista wymawiając pewnie trzykrotnie jego imię (choć taki mechanizm wywoływania pojawił się w zupełnie innymi filmie – „Sok z żuka” w reżyserii  Tima Burtona, ale to zupełnie inna historia i o tym filmie akurat nie rozmawiałam).

Gdy emocje opadły trzeba było dowiedzieć się, co za siła powyłączała wszystkie sprzęty i odcięła nas od tak potrzebnego obecnie prądu. I dowiedzieliśmy się. Oczywiście nie był to żaden Poltergeist ani inna moc nadprzyrodzona, chociaż właściwie można ich by było tak nazwać, bo trzeba mieć niezwykłe zdolności by dokonać tego, co zostało dokonane. A mianowicie pracownicy PGE grzebiąc sobie beztrosko w podstacji przy absolutnym pominięciu odcięcia dopływu prądu w trakcie mieszania w kabelkach, doprowadzili do pożaru tejże podstacji i odcięli dopływ prądu nie tylko do jednego budynku, ale pewnie do wielu innych też. Nie dociekałam, bo jakoś nieszczególnie miałam ochotę zamartwiać się brakiem prądu  u innych, wystarczająco wiele kłopotów przysporzyło mi to doświadczenie we własnym domu.

Przede wszystkim nagle trzeba było oświetlić jakoś mieszkanie, żeby nie potykać się o zabawki dziecka porozrzucane po podłodze a także o siebie nawzajem. Nie wiem jakich mechanizmów oświetleniowych używali kiedyś, ale dla mnie porozstawiane po domu świeczki są może romantyczne, ale zupełnie nie funkcjonalne. Martwiłam się, żeby czegoś nie podpaliły, ilość światła przez nie dostarczana pozwalała widzieć, czy ktoś wchodzi do pokoju, ale o czytaniu czy innych rozrywkach nie było już mowy. W dodatku migotliwy płomień świec jakoś nadwyrężał moje oczy, bo nie są one przyzwyczajone do tej częstotliwości światła. Oczywiście telewizor jako umilacz czasu odpadał, komputer też, bo chociaż laptop przez pewien czas mógł dostarczać rozrywki, to jednak bateria nie starcza w nim na nieskończenie wiele, a interenetu i tak nie było.

Całe szczęście, że ogrzewanie jest niezależne od prądu, a ciepła woda na gaz też od niego nie zależy, bo w przeciwnym wypadku trzeba by było pakować walizki i szukać schronienia u rodziny. Ale postanowiliśmy być twardzi i przetrzymać. Dziecko zniechęcone niemożnością oglądania bajek w telewizji, przeglądania książeczek czy zabawy czymkolwiek z uwagi na brak możliwości dojrzenia czegoś konkretnego przy mizernym oświetleniu, skapitulowało i zasnęło tak jak stało w ubraniu i butach jakieś półtorej godziny przed tradycyjną godziną snu, popijając zupełnie posiłek jakim jest kolacja.

Dorośli trwali na posterunku dalej co jakiś czas próbując dowiedzieć się jak długo zaistniały stan rzeczy potrwa. W chwili, gdy jeden z mężczyzn próbujących to naprawić powiedział, że on tam będzie do 3, wszelka nadzieja na normalny wieczór zniknęła. Trzeba było w świetle świec przetrwać aż do pójścia spać. Nie było łatwo. W takich wyjątkowych sytuacjach człowiek zdaje sobie sprawę, jak bardzo jego byt jest uzależniony od prądu. XXI wiek nie zakłada jego braku w żadnym aspekcie życia. Pranie, prasowanie, dla wielu również gotowanie, przechowywanie produktów w warunkach chłodniczych, telewizja, radio, komputer i najważniejsze – światło, wszystko to jest uzależnione od prądu. Jesteśmy zakładnikami tej siły, jaką jest :

I = q/t

W końcu poszliśmy spać, bo ile można. Jakaż cudowna pobudka przytrafiła nam się około godziny czwartej, gdy w budynku po przeciwnej stronie niezbyt szerokiej ulicy rozwył się alarm. Bynajmniej nie był to dowód na podłączenie prądu w okolicy, a element niezależny, choć jego zamilknięcie od prądu już mogło być zależne. Prawdopodobnie odcięty od prądu nadajnik, choć uruchamia syreny działające na bateriach, to nie wysyła sygnału do stacji monitorowania, przez co nikt nie ma pojęcia, że alarm wyje i zakłóca zdrowy sen okolicznych mieszkańców. Na szczęście po wielu minutach hałasowania syrena postanowiła zaprzestać swej działalności, a ja nie miałam siły ani ochoty dociekać co było tego powodem.

O godzinie 8 nastąpiła pobudka w domu i w pierwszej kolejności stwierdzenie niezaprzeczalnego faktu, że prądu jak nie było tak nie ma.

Miałam niewątpliwą przyjemność przygotowywania porannej kawy grzejąc wodę w garnku na gazie, bo przyzwyczajona do stałej obecności prądu w domu nawet czajnik mam elektryczny, a innego jakoś w gospodarstwie brak. Do kubków wodę nalewałam łyżką wazową. Doświadczenie to może jest barwne, ale jakoś nie mam chęci go powtarzać. Na szczęście ktoś wymóżdżył, że naprawa może potrwać dłużej niż początkowo zakładano i odcięci od energii ludzie, zostali  podłączeni do innej podstacji, aż ta spalona zostanie przywrócona do prawidłowego funkcjonowania.

Powiem szczerze, że cieszę się, że ten Poltergeist  już za mną. Z duchami jednak nie ma żartów. Nawet gdy są to tylko duchy elektryczne. A może zwłaszcza wtedy.

Advertisements

2 thoughts on “Mój własny Poltergeist

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s