Zima wzięła nas z zaskoczenia

Pod nogami chrzęści, skrzypi, trzeszczy i jak tam jeszcze ten odgłos można nazwać. W twarz natomiast zdecydowanie szczypie. A nogi i ręce, zwłaszcza stopy i dłonie, drętwieją. Chyba z zimna, choć może z zacierania i różnych gwałtownych ruchów jakie się wykonuje, by nie odpadły.

W ogóle człowiekowi nie chce się za bardzo z pomieszczeń wychodzić, bo na dworze aura jest zdecydowanie niesprzyjająca. Na szczęście śnieg sypie głównie wieczorami i w nocy, co sprawie, że nie trzeba się przemieszczać przez śnieżne zamiecie. Jedna mi się taka w ostatnim czasie trafiła, choć właściwie nie jestem przekonana czy leciało bezpośrednio z nieba, czy może pewne pośrednictwo w tym procederze miały jednak dachy. W każdym razie wiało, a wiatr niósł ze sobą śnieg, który widoczność  ograniczał do czubka własnego nosa, a ja aż tak egoistyczna nie lubię być.

Choć pierwszy atak zimy nastąpił pod koniec listopada, to w zasadzie mamy już grudzień. Zima w grudniu nie jest niczym niezwykłym i choć trudno pogodzić się z temperaturą, od której termometr próbuje wedrzeć się do domu, by uniknąć dalszego spadku formy czy też rtęci, to jednak nie jest to niczym niezwykłym i zaskakiwać nie powinno.

A jednak zaskakuje. Jak co roku. Tradycyjnie i niezmiennie.

To całe zimowe zaskoczenie jest tak przewidywalne jak Kevin w święta. Choć w tym roku Polsat chciał wszystkim miłośnikom małego urwisa zrobić psikusa i pozbawić ich przyjemność po raz kolejny oglądania tych samych żartów, pułapek i wygłupów, to jednak ugiął się pod presją i Kevin znowu będzie. Niczym karp na Wigilijnym stole, zawsze odhaczony na planie świątecznych atrakcji. Pamiętam jak mój młodszy brat, człowiek o niepohamowanym poczuciu humoru rodem z groteski (w czym chyba miałam swój skromny udział), na lekcji języka polskiego przy temacie dotyczącym tradycji wigilijnych nie omieszkał poinformować wszystkich dookoła, ze jego rodzinną tradycją świąteczną jest oglądanie filmu „Kevin sam w domu”. Nie dodał tylko, że cała rodzina przystępuje do projekcji na jego wyraźną prośbę, a nawet żądanie.

Ale nie o Kevinie pisać chciałam, tylko jakoś tak mi się pojawił. Chciałam pisać o zaskoczeniu zimą, jakie można obserwować dookoła.

Kierowcy stanęli powaleni bielą. Stanęli dosłownie. Przestali jechać jakby samochody były jakimiś pomnikami mającymi zdobić ulice miasta. Od czasu do czasu przypominali sobie tylko, że tam pod nogami są jakieś pedały, które mogą te pojazdy wprawić w ruch. Efektem tego podróż przez miasto przypominała wyprawę na biegun północny. Nie dość, że widok się zgadzał, to jeszcze tempo przemieszczanie przypominało to, jakie można osiągnąć  idąc pieszo z obciążonymi saniami wypełnionymi ekwipunkiem niezbędnym na najbliższy miesiąc wyprawy. Chwilami zastanawiałam się, czy nie byłoby wskazane zabierać w podróż kanapek, termosu i koca, bo w prawdzie do tej pory daną trasę przemierzało się w jakieś 10 minut i nikomu nie przyszłoby do głowy, że istnieje potrzeba zapasów, to teraz spokojnie można było spędzić w autobusie czy tramwaju 2 do 3 godzin. A wtedy wszystko co mieści się do torby, plecaka, reklamówki i co tam jeszcze ludzie ze sobą noszą, może stać się wartością wręcz bezcenną.  Myślę, że w niektórych przypadkach nawet gry planszowe mogłyby być wskazane. W dodatku z tej niby jadącej, a głownie stojące pułapki często nie ma ucieczki, bo można utknąć w autobusie na 40 minut i nie zaliczyć żadnego przystanku po drodze. Nie ma szans na otwarcie drzwi chociażby na ułamek sekundy, który można by wykorzystać na wydostanie się i udanie w dalszą podróż na nogach.

A po pierwszym szoku na drodze przychodzi pora, by zastanowić się, czy tylko kierowcy potracili głowy, czy może zawinił ktoś jeszcze.

No i jak się dowiaduję, że władze miasta choć w sumie wiedzą, że zima znowu nadejdzie (jakoś synoptycy nie przewidywali aż tak gwałtownej zmiany klimatu, która miałaby pozbawić ten rejon Europy zimy), to nie spieszyło im się do sfinalizowania umów z firmami obsługującymi pługi i inne odśnieżarki. Spokojnie informują zainteresowanych, czyli wszystkich mieszkańców miasta, że takie umowy będą owszem podpisane, ale w okolicy 10 grudnia. No cudownie, że jednak jakieś umowy będą, tylko szkoda ze za ponad tydzień. A śnieg jakoś do tego czasu nie chce zaczekać.

I tylko jedno mnie pociesza, w tej jakże absurdalnej sytuacji, która chyba z roku na rok przynosi większy stres ale też jakieś takie pogodzenie się z losem. Nie tylko w moim mieście problemy z nagłymi opadami śniegu są nie do rozstrzygnięcia na bieżąco i muszą poczekać (byle nie do wiosny). W STOLYCY, w tak pięknej i wspaniałej Warszawie, śnieg zalega jezdnie równą i nieusuwalną warstwą tak samo ochoczo, jak wszędzie indziej. Widocznie tam władze także zajmują się ważniejszymi sprawami niż jakieś tam opady zalegające na ulicach. W końcu popada, popada i przestanie , a kiedyś się roztopi. I ten tegoroczny śnieg będzie nas tak samo mało interesował, jak ten zeszłoroczny. Trzeba cierpliwym być.

Tylko jakoś cierpliwość nigdy nie była moją mocną stroną. Ale waśnie spokoju i cierpliwości, w tym trudnym stanie porównywalnym z największymi klęskami żywiołowymi zwanym zimą, wszystkim życzę.

 

Reklamy

4 thoughts on “Zima wzięła nas z zaskoczenia

  1. Jako osoba odpowiedzialna w pewnym miejscu za podpisanie stosownych umów uprzejmie informuję, że takową umowę (a właściwie dwie) podpisałem stosownie wcześniej. Góra piachu i soli zakupiona została, sprzęt również (przynajmniej ten, który mam zapewnić). I co… i wczoraj ludzie z domów nie mogli wyjść. Na szczęście nie narzekali, rozumiejąc powagę sytuacji, bo skoro mimo posiłków (praktycznie potrojona kadra) nie dało się do 10 opanować sytuacji, bo śnieg padał, zawiewał i za nic nie chciał przestać.

    Wyrozumiałość to zdecydowanie pozytywna cecha. A swoją drogą – optymizmem napawają statystyki policyjne z ostatnich dni – stłuczek samochodowych ponoć trochę jest, ale ofiar wypadków jakby ubyło. Może zatem powinniśmy zsyłać wariatów drogowych za koło polarne?

    :)

  2. Oj ja bym nic nie mówiła, gdyby to rzeczywiście był problem z zbyt małą ilością sprzętu czy neimożnoscią opanowania przez sprzęt śnieżycy. Ale władze wyraźnie mówią, że mają niepodpisane umowy. Że bedą one podpisane do dnia 10 grudnia. Oficjalny komunikat został podany i do niego sieodnoszą.
    To ze nagłe opady śniegu zaskakują co roku, samo w sobie nei zaskakuje. To że odpowiedzialni w imieniu miasta nijak się na zimę nie przygotowali, zaskakuje poczwórnie.
    Ciesze się, że są tacy, którzy odpowiednie papiery podpisali.
    Mnie to chyba nawet bawi. Każdy grudzień przynosi zdziwienie, że śnieg pada ;)

    P.S. Co do wyrozumiałości, to przeciwności losu to jedno i tu wyrozumiałośc jest wskazana. Ale głupota własna, jaką niektórzy prezentują jest naganna. W takim wypadku nie ma mowy o wyrozumiałości i pobłażliwości. Głupotę trzeba tępić. Bo inaczej wszystkich nas pochłonie.

  3. Proza dnia codziennego. Takie podmioty jak miasta podpisują umowy ryczałtowe. A ryczałt się liczy za każdy dzień. Więc liczyli, że do 10-go grudnia nie spadnie śnieg. No i się przeliczyli. Bo za odśnieżanie i tak zapłacą. Stawkę wyższą niż ryczałtowa (ja bym takie zażądał, jakbym był firmą sprzątającą śnieg).

    A co do głupoty i rady na nią – pełna zgoda :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s