Noworoczne powroty

Początek roku to czas… nie, nie podsumowań właśnie, o nie się kusić nie będę, bo i po co? Podsumowywać 12 miesięcy tak nagle i gwałtownie? I co podsumować? Prace, życie rodzinne, a może bloga. Odpuszczam sobie podsumowanie i wszelkie grzechy roku minionego.

Początek roku to czas powrotów. Nie chodzi o powroty z obczyzny, gdzie człowiek zarabia na chleb lub inne produkty luksusowe. Chodzi o małe powroty, gdy budzimy się rano i okazuje się ,że miejsce w którym jesteśmy całkiem nie jest naszym domem, a my byśmy właściwie chcieli w swoim domu pomieszkać .Trzeba wtedy znaleźć sposób, by dowiedzieć się jak do tego domu dotrzeć. Jeśli zabalowaliśmy w miarę delikatnie i jesteśmy u znajomych, względnie rodziny, u których nie raz już byliśmy i wiele razy wracaliśmy od nich, to przynajmniej wiemy jakim środkiem transportu można się w drogę wybrać. Gorzej mają Ci, którzy budzą się w miejscu kompletnie sobie obcym. I w głowie oprócz echa wybuchów północnych huczy jeszcze pytanie „Którędy do domu?”.

Wczoraj obudziłam się w swoim łóżku, a jednak musiałam wybrać się w podróż. Nie taką wielką, bo jedynie do rodziców na obiad noworoczny. Jechałam tramwajem. Rozczulił mnie mężczyzna, który wsiadł za mną, podszedł do motorniczego i wręczając mu 10 zł zapytał :

-Mogę u pana kupić bilet?

Motorniczy człowiek o wielkim sercu nie nakrzyczał na niego za to, ze nie ma przygotowanej odliczonej kwoty, ale próbował doprecyzować opcje biletową jaka ma wydać pytając:

– Tak, a jaki chce pan bilet?

I tu pojawił się dylemat, bo mężczyzna nie wyglądał na kogoś, kto był przygotowany na tak doprecyzowane pytanie. Na szczęście zaskoczenie nie uwięziło mu mowy w gardle i odpowiedział:

– Nie wiem, bo ja nie z Łodzi jestem.

Dobrze, że chociaż wiedział, że jest w Łodzi. Równie dobrze mógł przecież rzucić nazwę  Kraków, Toruń czy nawet Warszawa. Ale wiedział przynajmniej, w którym punkcie kraju się znajduje. Co do punktu Łodzi to już nie byłabym taka pewna. Ale jego wybory były nad wyraz trafne. Wybrał trasę do centrum i jeżeli zamierzał się z miasta wydostać, to paradoksalnie był to dobry kierunek. Na obrzeżach ma się wrażenie, że jeśli już tutaj się dojechało, to zamierza siew tym miejscu spędzić resztę życia. Centrum daje możliwość opuszczenia miasta pociągiem lub PKS-em. Mimo tego kroku poczynionego we właściwą stronę mężczyzna w tramwaju wydawał się zagubiony. Niestety musiałam wysiąść i nie śledziłam dalszych jego losów. Może pojeździł trochę tramwajem i w ogóle do nikąd nie dotarł?

W międzyczasie byłam jeszcze świadkiem rozmowy telefonicznej prowadzonej tuż nad moją głowa i skutecznie uniemożliwiającej mi koncentracje na czytanej książce, w której mężczyzna porozumiewał się prawdopodobnie ze swoim bratem w sprawie podróży do rodziców. Brat miał samochód i mógł tegoż mężczyznę razem z jego żoną zabrać, ale ktoś do kogoś nie zadzwonił, informacje przekazywali sobie przez mamę mieszającą rosół w swojej kuchni i czekającej z obiadem na dzieci, przez co wyniknęło nieporozumienie. Mama myślała, że zmotoryzowany brat już jest w drodze, zadzwoniła do niezmotoryzowanego ,żeby go popędzić, ten szybko z żona wskoczył do tramwaju i wtedy okazało się, że zmotoryzowany dopiero teraz w drogę wyrusza i pyta, czy ma podwieźć. Ot takie posylwestrowe zamieszanie. Ludzie zmęczeni całonocną zabawą mają prawo nie korzystać z dobrodziejstw logicznego myślenia.

Tym bardziej doceniłam fakt, że ja szukać transportu ani domu nie muszę. Wiedziałam czym i gdzie chcę jechać. Na miejsce dotarłam. Obiad zjadłam. Nowy rok rozpoczęłam bez przeszkód komunikacyjnych.

I oby tak dalej.

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s