Guzik bez pętelki

Z przystanku do domu idę przez przejście podziemne. Codziennie na schodach widziałam guzik. Taki zwykły, szary. Zupełnie samotny, nawet bez pętelki. Bez żadnego wspomnienia po jakiejkolwiek nitce, która kiedyś musiała przy nim być,  musiała go przytwierdzać do czegoś. A teraz nie było po niej śladu. Leżał zawsze w tym samym miejscu. Na schodach nikt nie sprząta, wiec nic dziwnego, że zawsze tam był. Leżał i namiękał wodą. Albo z deszczu, albo taką z roztapiającego się śniegu. Błyszczał i lśnił po tej wodzie. Nawet nieważne było to, że jest szary, tylko wybijało się to, ze jest błyszczący. Taki zwykły guzik. Chyba od płaszcza, bo dość duży. Na pewno nie od bluzki. Żadna bluzką nie wyglądałaby dobrze z takim guzikiem. Nawet błyszczącym.

Codziennie schodząc po schodach wypatrywałam tego guzika, czy znowu jest, czy błyśnie do mnie swoim okiem. Codziennie był.

Aż pewnego dnia guzika nie było . Nie zniknął dlatego, że ktoś na schodach posprzątał. Papierki od cukierków, które ktoś kiedyś rzucił, bo nie miał lepszego pomysłu co z nimi zrobić, bilety kiedyś skasowane, które były gwarantem podróży, a gdy się zakończyła przestały być potrzebne, wypalone papierosy, które pomagały doczekać się na spóźniający tramwaj, wszystko to leżało na schodach dalej. Tylko guzika nie było. Może znalazł go ktoś, komu się przydał. Tylko komu mógł się przydać jeden, obmyty deszczem guzik? Może znalazł go właściciel (czy właścicielka). Zauważył brak przy płaszczu i chodził potem przez wiele dni z oczami wlepionymi w chodnik w poszukiwaniu zaginionego guzika, aż odnalazł go na schodach. A może ktoś uznał, ze guzik nie może leżeć na schodach tak samotnie i zabrał go do domu, gdzie teraz leży sobie w ciszy obok innych guzików. Ma swoje małe mieszkanko w pojemniku na guziki. Suche i przytulne.

Pewnie taki los jest lepszy dla szarego guzika od płaszcza, bo przecież nie od bluzki.

A ja chociaż dobrze wiem, ze guzika już nie ma, to jednak codziennie omiatam wzrokiem schody w jego poszukiwaniu. Lecz po guziku nie ma śladu.

Czasami ja też czuję się jak ten guzik. Leżę i czekam z nadzieją, ze ktoś mnie podniesie….

Reklamy

2 thoughts on “Guzik bez pętelki

  1. Zabrzmiało jak początek książki. Nie wiem, czy prawdziwej, ale książki.

    Napisać, że wszyscy jesteśmy guzikami byłoby truizmem wręcz budzącym obrzydzenie. Ale to fakt, że tak jest. I codziennie podnosimy się sami, jak nie fizycznie, to tu, w internetowej pustce zależności. Choć wiem, że bycie częścią większej społeczności guzików wcale nie poprawia nastroju.

    Ciepło pozdrawiam znad porannej kawy w biurze..

  2. JA również pozdrawiam popijając kawę poranną
    U mnie przypada ona trochępóźniej ;)

    Ksiązki z tego nie bedzie, ani prawdziwej ani zmyślonej ( choć zastanawiam się jaka by to była zmyślona i wyszło mi, że gdyby pisac o pisażu i w fabułę wplatać fragmenty jego ksiązki to byłby to rodzaj ksiązki zmyślonej)
    To takie opowiadanko. Narodziło się w głowie samo jak schodziłam po tych schodach. Zanim doszłam do domu, było już całe. Pozostało zasiąść do komputera i wklepać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s