Koszula

Myślałam ostatnio nad tym, jak to możliwe, ze tak wielu mężczyzn nie potrafi prasować koszul. Proszę tutaj bez słuszny głosów oburzenia, że przecież wielu jednak potrafi, świetnie wiedzą kiedy prasuje się kołnierzyk a kiedy mankiety i w ogóle co w jakiej kolejności, bo wiem, ze tacy są; sama nawet skorzystałam z istnienia takowych, gdyż mój ojciec prasował swoje koszule, a i moje przy okazji jak ładnie poprosiłam. Wiedzy na temat nieumiejętności prasowania koszul przez płeć brzydszą nie wyniosłam z domu rodzinnego, a ze spostrzeżeń jakich nabyłam poza nim.

Wielu mężczyzn w ogóle koszul prasować nie potrafi. Niektórzy nawet nigdy nie spróbowali, ale posługując się intuicją, którą maja tylko w tym jedynym wypadku, czy jakimś szczególnym rodzajem przeczucia, po prostu wiedzą, że koszuli nie potrafią uprasować i do tego nie podchodzą. Omijają to zadanie szerokim łukiem i potrafią w tym postanowieniu przetrwać całe życie. Inni nawet kiedyś dali się namówić do prasowania koszuli, jednak polegli przy niezdobytej desce do prasowania z orężem żelazka w dłoni, które zamiast pomagać im w tym nierównym starciu, jedynie zawadzało. Kabel się plątał jakby miał przynajmniej 50 metrów długości, poza tym zwijał się i skręcał niczym sprężyna, którą próbuje się na siłę wyprostować. Samo żelazko natomiast najpierw nijak nie chciało się rozgrzać do odpowiedniej temperatury i koszula chociaż szorowana nim aż nitki się strzępiły, to jednak nie była ani trochę bardziej gładka niż wcześniej. Potem nagle żelazko zrobiło się gorące niczym ogień piekielny i dobrze, jeśli jedyne straty jakie odniósł mężczyzna to był brunatny ślad na materii koszuli, a nie poparzenie trzeciego stopnia na dłoniach i innych częściach ciała. W związku z tym ten osobnik płci męskiej jak i wszyscy inni, do których taka opowieść dotarła, postanowili już nigdy więcej za prasowanie koszuli się nie brać. I nie brali.

A przecież przez wiele lat koszule były wyłączną domeną mężczyzn. Kobiety w nich nie chodziły. Ona miały inne części garderoby, które musiały również uprać i uprasować. I tu dochodzimy do sedna sprawy, bo gdy koszule były domeną mężczyzn, to  pranie, prasowanie i wszelkie inne „prace domowe” były wyłączną domeną kobiet.

Mężczyzna koszule nosił, ale zupełnie nie miał pojęcia jak ten przepocony i wymięty kawałek materiału, który wrzuca do kosza na brudną bieliznę(na podłogę w pokoju, łazience, przedpokoju… względnie porzuca na fotelu, stołku, krześle… albo w jakimś dowolnie wybranym miejscu przestaje się interesować jego losami) przestaje być przepocony, wymięty, a staje się na sztywno wyprasowaną koszulą z dumnie sterczącym kołnierzykiem, która wisi pośród innych podobnych do siebie sióstr na wieszaku w szafie.

Jakim cudem nie interesowały mężczyzny losy tego fragmentu garderoby, który był bastionem jego męskości bardziej niż spodnie? Jak mógł tak spokojnie nie interesować się, co z koszulą się dzieje. Nie martwił się, że któregoś dnia na zastanie na wieszaku odpowiedniej, nie będzie miał sztywnych mankietów, do których wepnie spinki (tak, zamarzyła mi się taka ekskluzywna wersja koszuli do opisania).W czym poszedłby do pracy, jak zaprezentowałby się przełożonemu, a tym bardziej podwładnym. Jego autorytet poważnie by się zachwiał w posadach, a może nawet całkiem by runął. A jednak mężczyzna był tak pewny tego, że za każdym razem koszula przewędruje z kosza na brudy do szafy, zaliczając po drodze odplamianie, odświeżanie, pozbywanie się niechcianych zapachów i prasowanie. Cóż za wyjątkowe zaufanie do niezmienności świata.

Ciekawa jestem tylko jak obecnie, w XXI wieku wygląda kwestia koszul i ich prasowania w postrzeganiu płci obojga. Kobiety zagarnęły sobie prawo do noszenia koszul na równi z mężczyznami. Ośmielę się nawet stwierdzić, że wiele kobiet wygląda w koszulach znacznie lepiej niż nawet najprzystojniejsi mężczyźni. Potrafią je nosić z elegancją, klasą, ale też z wyjątkowym seksapilem.

Bastion noszenia koszul został obalony. A co z bastionem ich prasowania? Może nadeszła pora, gdy każdy prasuje sobie koszule sam? Nowoczesne żelazka i deski do prasowania z kolejnymi dodatkami na pewno mają opcje „Mężczyzna prasuje” i wtedy nawet kabel się nie zwija, a na termostacie nie trzeba opanowywać trudnych do rozszyfrowania oznaczeń ( czasem temperaturę określają kreski innym razem kropki), nic nie znaczących określeń materiału ( czym u licha jest wiskoza? I czy koszula jest lniana, bawełniana czy z innego ustrojstwa?). Pewnie są takie porządne, męskie żelazka, na których ustawia się program KOSZULA i nie dość, że temperatura dostosowuje się automatycznie, to gadżeciarski wyświetlacz podaje kolejność prasowania poszczególnych fragmentów koszuli.

Podobałaby mi się wizja mężczyzny, który nie tylko potrafi prasować koszule, ale jest nawet w stanie je uprasować.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s