Kwestia darta jako argument za zwiększeniem ilości kobiet w polityce

Wiem że z inwencja w kwestii wymyślenia tytułu popuściłam wodze fantazji niczym dziennikarzyna z jakiegoś bardzo poczytnego, choć mało ambitnego pisemka typu „Fakt”. Pewnie niejedna osoba mogłaby w dalszej części tekstu znaleźć słabe potwierdzenie mojej tezy, że jednak jest to jakiś zaczyn do dyskusji nad autentycznym wpływem takich sytuacji na debatę dotyczącą bytności lub niebytności kobiet w polityce. Jednak tytuł mi podpasował, dlatego nie zamierzam go zmieniać.

Jechałam tramwajem, jak mam to ostatnio w zwyczaju. Z resztą nie jestem tak bogata, by zakupić sobie samochód na codziennie wojaże, a nawet gdybym była, to nie zmobilizowałam się jeszcze, by zrobić prawo jazdy, przez co kierowanie pojazdami mechanicznymi jest mi zupełnie obce i skazana jestem na transport publiczny. Oczywiście wiem, że samochód można prowadzić bez posiadanego prawa jazdy, ale robić się tego nie powinno. Tylko nie mając prawa jazdy nie narażamy się na jego odebranie przez władze mundurowe, ale za to narażamy się na różne inne nieprzyjemności. Ale ja nie mam ani samochodu ani dokumentu uprawniającego mnie do prowadzenia takowego, a poza tym oprócz wielu minut spędzanych na przystankach w oczekiwaniu, że może coś łaskawie przyjedzie (ja już nie wymagam, żeby przyjechało zgodnie z rozkładem, ale W OGÓLE ), podróżowanie MPK nie jest takie złe. Zarówno na przystanku jak i w trakcie podróży mogę nadrobić zaległości w lekturach, a to już samo w sobie jest aspektem pozytywnym, dlatego taka jeżdżąca czytelnia jest właściwie błogosławieństwem.

Jechałam zatem tramwajem, a za mną siedziało dwóch mężczyzn głośno rozprawiając o rzeczach wszelakich. Jeden z nich nagle zaczął opowiadać o programie, który niedawno widział w telewizji. Z pewnego rodzaju ironią mówił o pojawiającej się tam rewelacyjnej grze, wyjątkowo wciągające, z bardzo rozbudowanymi zasadami, w ogóle najlepsza gra pod słońcem okupowana głownie w pubach przez mężczyzn z odpowiednią ilością przyswojonych procentów. Stoją i rzucają ostrymi przedmiotami ( lotkami) do celu (tarczy). Generalnie im są bardziej wstawienie tym więcej zabawy z tej gry, choć bezpieczeństwo ma z tym niewiele wspólnego. Niestety za nic nie mógł on sobie przypomnieć nazwy tejże gry.

Generalnie obaj dokładnie wiedzieli, na czym gra polega, ale widocznie brak nazewnictwa w rozprawianiu o niej obu bardzo przeszkadzał, bo głowili się bardzo nad nazwą i jeden nawet już zmierzał zadzwonić do swojego ojca w celu konsultacji. Taki telefon do przyjaciela w tej tramwajowej grze.

Postanowiłam oszczędzić mu pieniędzy na niepotrzebne dzwonienie, bo ja akurat wiedziałam, że grą jest dart. Odwróciłam się i poinformowałam o tym towarzyszy podróży.

Od razu usłyszałam niemałe peany na temat ogólnej wartości kobiet jako jednostek i jako ogółu. Dowiedziałam się, że są inteligentne ( bo wiedziałam jak nazywa się gra, w która zalewający się piwem mężczyźni grają w pubach), oczytane (bo miałam przed oczami książkę), błyskotliwe (bo pomimo czytania tekstu byłam w stanie wydobyć na światło tramwajowe, bo przecież nie dzienne, moją wiedze z zakresu gier barowych) i w ogóle najwspanialsze, przez co powinny być szeroko obecne w polityce. Mężczyźni to się tylko kłócą, ciągle mają problemy, a jakby tak prezydentami i premierami były kobiety, to ogólnie byłoby lepiej, żyłoby się łatwiej i świat odetchnąłby pełną piersią.

Moje ego zostało mile połechtane, choć zupełnie według mnie niezasłużenie.

Ale potem pomyślałam sobie, ze przecież kobiety są w polityce, walczą dzielnie w tym nierównym boju i odnoszą sukcesy. W Warszawie kobieta została prezydentem i po jednej kadencji wybrano ją ponownie w pierwszej turze. W Łodzi też w końcu mamy panią prezydent i ja jestem z tego faktu zadowolona. Bardziej chodzi mi o jej płeć niż o frakcje polityczną, bo jakoś wydaje mi się, że kobiety mają rozsądniejsze podejście do kwestii politycznych. Nie przerzucają się argumentami siły, potrafią jasno i klarownie wyjaśnić swoje decyzje i stanowisko w danej sprawie, nie rzucają się na przeciwników w jakimś szale politycznej gorączki. Wolę na czele miasta kobietę.

Tylko czy naprawdę fakt, że ktoś wie czym jest dart, albo raczej co jest dartem, może być istotnym argumentem o walkę o polityczne stołki dla kobiet? Może jednak panowie odpuszczą sobie wyolbrzymianie tych elementów wiedzy kobiecej, którymi ich płeć piękna zaskakuje, ale nie są to kwestie istotne, a zaczną doceniać kobiety tak ogólnie. Za wszystko razem i za każdy przymiot po kolei.

Wtedy za darta też mogą

Reklamy

One thought on “Kwestia darta jako argument za zwiększeniem ilości kobiet w polityce

  1. wiedza o tym czym jest dart na pewno nie jest gorsza o wiedzy jak nosić za kimś teczkę, albo jak gęsta może być mgła, żeby przeszyć ją wzrokiem na wskroś

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s