Spowiedź z mojego koloru

Kiedyś, dawno temu, jakieś pół mojego zycia temu nawte, w mojej szafie królowała czerń. Ach jak pięknie potrafiłam dobierać jej odcienie, zestawiać w niezwykłe komplety. Miałam czarne spodnie, bluzki, koszule i inne częsci garderoby niezbędne dla młodej dziewczyny jaką byłam. W kontraście z moją odwieczną bladościa starałam się nadać mojej powierzchowności wygląd, który nie przywodził na myśl zdrowia ani energii, a raczej miał odwołania kinematograficzne, bo do dziś blada twarz z kompletnie czarnym ubraniem kojarzy mi sie z rodziną Adamsów.

Wstręt do kolorów wszelakich szedł w parze z dziwnym umiłowaniem do metalu. W moim uchu (na szczęście jednym) pojawiały się kolejne kolczyki. Jednak w porę się zatrzymałąm i dorobiłam sie jedynie trzech dziurek. W dodatku byłam wtedy osobą niezwykle skrupulatną w gromadzeniu agrafek o dowolnych rozmiarach, które po każdym praniu wpinała z boku czarnych sztruksów, a przed każdym praniem odpinałam, by jakaś zagubiona nie zmasakrowała pralki i nie zniknęła w odmętach ścieków. Widać po tym wyraźnie, że moje zaczernienie garderobiane nie było wyrazem buntu totalnego, tylko upodobania do danego stylu.

Na szczęście potem pojawił się FIOLET.

Ach to już była eksplozja szczęścia. Odkryłam, że fiolet ma nawet dużo więcej odcieni od czerni. Fiolet ciemny, jasny, lila, oberżyna, purpura, wrzos, lawenda…

Tu już nie było najmniejszych problemów z dobieranie, zestawianiem. Szafa wypełniła się tym kolorem po brzegi. Kolorem niezwykłym, niewidzialnym dla oka, bo znajduje się przecież pomiędzy czerwienią i błękitem. Poza widmem rozszczepionym. Jest kolorem domyślnym, istniejącym tylko w wyobraźni, a przeciez w mojej szafie tak namacalnym. Towarzyszy mi w każdej chwili, jest ze mną zawsze, jest moim znakiem rozpoznawczym. Nawet gdy na pierwszy rzut oka nie widać u mnei nic fioletowego, to wystarczy się trochę przyjrzeć i na pewno kolczyki, broszka, spinka, chociaż jakiś drobiazg jest reprezentantem tego koloru. W końcu fakt, ze znajomi nazywają mnie FIOLETOWA musi mieć jakieś uzasadnienie.

Cała ta spowiedź z MOJEGO KOLORU posłużyła mi do jeszcze jednej rzeczy – zaprezentowania ozdoby, która pobudziła moje odwieczne kobiece pragnienie BY MIEĆ TO DLA SIEBIE.

http://www.fabryka-kolczyka.pl/index.php?products=product&prod_id=6745

NIe byłby to pierwszy kwiat w mojej kolekcji, nie byłby to pierwszy kwiat fioletowy. Jednak za każdym razem, gdy widze tego typu ozdobę, w wyobraźni dopinam ją do kolejnych koszul, bluzek i żakietów, a moja garderoba uzyskuje kolejny fioletowy rumieniec.

W dodatku tak łatwo odnalzeźć pasujące do niego kolczyki i stworzyć w wyobraźni ( a może też w realnej stylizacji) komplet idealny, podkreślający moją osobowość i uwielbienie. Oddaje się marzeniom o posiadaniu tego cuda.

Advertisements

3 thoughts on “Spowiedź z mojego koloru

  1. Moja polonistka licealna mawiała, że czerń robi dobrze bardzo młodym dziewczynom i bardzo starym kobietom… :)
    A fiolet? – podobno kolor preferowany przez wyrafinowane natury… ;) :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s