Niczym rozmowa z Badylem

Jednym z moich ulubionych kabaretów jest KABARET MORALNEGO NIEPOKOJU.

Absolutnym hitem w wykonaniu Roberta Górskiego są rozmowy przez telefon, a szczególnie te prowadzone z niejakim Badylem.

Pewnie do słownika wielu weszło określenia typu „Jak mi szafa zaczęła fikać” czy słynna historia z wyrzuconym podczas imprezy telewizorem, któremu na ratunek został wysłany pilot.

Ja mam jeszcze to niewatpliwe szczęście, że swego czasu kolekcjonowałam zjawiska opisywane w tych skeczach, które przytrafiały się moim znajomym. Znam pewnego delikwenta, któremu swego czasu szafa zaczęła fikac, a gdy zamierzał jej oddac, sprytne lustro zaszło go od tyłu i zdzieliło w głowe ramą, przez co stracił podobno przytomność.Znam też kogoś, kto wpadł pod samochód, zaparkowany, w dodatku swój własny.

No ale nie będę się może dzielić moją niewątpliwą kolekcją oryginałów, bo jeszcze ktoś (pewnie dość słusznie) zauważy, że swój do swego ciągnie i się wyda.

Nawet jeśli komuś przytrafiają się tego typu przygody, to w odpowiednie słowa jest je w stanie ubrac jedynie cytując wspomniane rozmowy z Badylem, w których aż roi się od absolutnie trafnych określeń stanów poalkoholowych, względnie stanów śródimprezowych. Jednak nigdy w życiu nie słyszałam ,żeby ktoś rozmawiał tak, jak w danych skeczach i nie korzystał jednocześnie z ewidentnych cytatów. NIe wyobrażałam sobie, żeby w ten sposób można było się porozumiewać. A jednak…

Jadąc tramwajem ( coraz bardziej przychylam się do tego ,ze podróże kształcą, w moim przypadku głownie te w MPK i juz zaczyna mi być głupio, jak po raz kolejny opisuje coś, co miało prawo wydarzyć sie tylko w środkach miejskiego transportu publicznego) usłyszałam rozmowę, z której chyba możnaby zaczerpnąc trochę stylu do rozmów z Badylem. Cytuje z pamięci i pewnie trochę niedokładnie, ale trzeba mi wybaczyć, bo w trakcie słuchania ( nie podsłuchiwania, bo delikwent siedział za mną i darł się do tego telefonu jakby dzwonił conajmnie do kraju trzeciego świata) dusiłam sie ze śmiechu.

– Cześć, co tam u CIebie … no… taaa… A Ty dużo temu komornikowi wisisz ? …. no to sporo sporo, kurde aż mi głupio teraz o przysługe prosić… no tak, sprawe mam. Słuchaj Ty pamiętasz tą Gośkę …. no wiesz ta mała blondynka z aparatem co na tej imprezie no wiesz… no … nie no sprawe mam, Ty dobrze ją znasz ? JAkie tam z nią masz układy?… NO bo wiesz, wpieprzyłem sie w długi i se tak pomyślałam, ze musze na pół etatu dorobić, to moze bym w jakimś sklepie z ciuchami popracował, no i byłem własnie u niej na rozmowie o prace i tak wiesz mówie, że z Toba robie i ona tego tego, że Cie zna, że pamięta… no tak i Ty weź może zadzwoń do niej czy coś, powiedz ze ja spoko jestem, że pracuje dobrze, to by mnie zatrudniła…

Imię danej dziewczyny zmieniłam ( zresztą oryginalnego nie pamiętam) nazwy sklepu nie podałam, ale był to sklep raczej z ubraniami droższymi i bardziej eleganckimi i jakoś nijak sposób prezentacji osoby własnej tego chłopaka za mną mi do danej marki nie przystawał. NIestety nie widziałam go, bo głupio mi było się odwrócić.  Ale moge się domyślać jak wyglądał. Nie wiem, czy idąc do danego sklepu takiego rodzaju obsługi bym się spodziewała, ale z drugiej strony, skoro chłopak „spoko jest i dobrze pracuje” to może niepotrzebnie się czepiam?

Reklamy

2 thoughts on “Niczym rozmowa z Badylem

  1. to nie szafa fikala, w pokoju nie bylo szafy. to lustro mialo za duzo testosteronu i fikalo do mnie ;]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s