Przeprowadzka

Ostatnio ciągle los kładzie mi kłody pod nogi, przez co moje pisanie jest totalnie porwane niczym dżinsy nastolatków w latach 90. Coś się strzępi, coś dziurawi, coś tkam gęsto innym razem w ogóle zaprzestaje pisania. Na szczęście obecnie mam usprawiedliwienie tak dobre, że nawet każda najgorsza belferka musiałaby takowe przyjąć do wiadomości – przeprowadzałam się.

To oczywiście usprawiedliwia wszystko, nie tylko niepisanie regularnie tekstów na bloga, ale właściwie nawet mogłoby usprawiedliwić niegotowanie, niepranie i jeszcze tysiące innych czynności (czy też braku czynności). Poza wszelkimi zadaniami jakie stając przed osobą przeprowadzającą się są też zadania dodatkowe związane z pracą zarobkową czy opieką nad dzieckiem mocno nieletnim, co jeszcze uprzyjemnia całość przedsięwzięcia.

Teraz kurz przeprowadzki trochę opada i można dokonywać jakichś przemyśleć i innych analiz, które równie dobrze można zapisać na skrawku papieru, w zamykanym na srebrną kłódkę pamiętniczku, co na własnym blogu.

Przede wszystkim po raz kolejny jestem pod wielkim wrażeniem mojej szafy, która choć do obszernych nie należy, to zawsze daje mi do zrozumienia, że nie liczy się powierzchowność, a wnętrze, które sama ma wyjątkowo obszerne. Szafa nie należy do wielkich kolumbryn, jest trzydrzwiowa, ale tylko dlatego, że dostawiłam do niej fragment segmentu z półkami zamykanymi, bo normalnie jest zwykłą szafą o dwojgu drzwi. Ale okazuje się, że zmieściłam do niej ubrania, które podczas przeprowadzki zajęły dwie torby podróżne i pudło, które pierwotnie albo było opakowaniem telewizora o przekątnej 50 cali, albo po prostu służyło za garaż dla malucha. Wypakowywanie tego graniczy z cudem, bo im więcej z pudła wyjmuje, tym bardziej zdaje sobie sprawę jak wiele ubrań nadal tam jest. Powoli zaczynam przypuszczać, że wypakowywanie zajmie mi spokojnie jeszcze wiele tygodni z życia i już chyba zawsze będę miała gdzieś spakowane coś, co chciałabym właśnie założyć, ale nie mam na to najmniejszych szans.

Poza tym dowiedziałam się, jak wiele rzeczy jest w stanie zgromadzić człowiek w ciągu zaledwie 2 lat życia. Bardzo specyficznego okresu w prawdzie, bo w tym czasie pojawiło się w moim życiu dziecko i wiele przedmiotów jest tak naprawdę bezpośrednio z tym faktem związanych. Łóżeczko, wózek, rowerek, fotelik samochodowy pierwszy i drugi, krzesełko do karmienia, stolik, fotelik do stolika i …. Setki zabawek. Zabawki w skrzyni, w torbie, w pudełku, luzem, pojedynczo , parami, grupami. Zabawki opanowały system przeprowadzki w stopniu bardzo zaawansowanym. Na szczęście jeśli chodzi o ich rozpakowywanie mogę sobie darować, wystarczy wskazać dziecku kierunek, w którym obecnie dane zabawki przebywają i dziecko samo bardzo skrupulatnie powyjmuje je z opakować i rozprowadzi równomierną warstwą po całym mieszkaniu.

Poza rzeczami związanymi z dzieckiem są jeszcze kilogramy rzeczy do kuchni, tysiące świeczek i przede wszystkim stosy książek. Jedno pudło i dwie torby zostały rozpakowane. Poustawiane, poupychane, pościskane na półkach mają już względnie właściwe miejsce. Ale dwa pudła zapakowane trafiły w ciemny kąt, bo już nijak nie ma gdzie zawartych w nich książek ulokować. Powinnam chyba podpisać jakąś umowę z producentem regałów czy innych biblioteczek, żeby dostarczał mi meble, a ja w rewanżu zobowiąże się do całkowitego ich wypełnienia woluminami maści wszelakiej. Mogę nawet wykonać dokumentujące zdjęcia i przesłać, żeby mogli sobie wydrukowac w folderach reklamowych. Mogę nawet obliczyć ilość książek, które w konkretnym regale dają radę zostać upchnięte.

I tak oto podziwiam swój dobytek, główkuję jak go rozlokować i jestem całkiem przerażona faktem, ze to wszystko nastąpiło zanim ukończyłam 30 lat. Jeśli dalej będę gromadzićdobra w takim tempie ( zwłaszca dobra papierowe) to do emerytury powinnam zarobić na spory dom, bo w przeciwnym wypadku nijak tego nie pomieszczę. Pocieszam się tym, że może z czasem człowiek potrzebuje coraz mniej rzeczy. Ale w głębi duszy doskonale wiem, że takie pocieszanie można sobie … na dno kolejnego kartonu schować.

Reklamy

One thought on “Przeprowadzka

  1. O tak:) Jestem właśnie na etapie takowej przeprowadzki i mama dziesiąt pudeł z książkami, a nowe miejsce zamieszkania jeszcze nie będzie mialo regałów ani biblioteczki i wszystko będzię się kisiło w pudłach. :) Przeżywam gehennę. Nie mam 30 lat a już obrosłam w różne szpargały… na szczęście to już chyba ostatni raz, jeśli o chodzi przeprowadzkę, bo co roku się przeprowadzałam i już mam dość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s