Nie-optymistyczny wpis

Zdejmuje z siebie kajdany. No może jest to nazbyt malownicze porównanie, ale gdzieś w głębi mnie, w samym emocjonalnym wnętrzu trochę tak to odczuwam. Zakładano na mnie kolejne kajdany i nie odczuwałam tego drastycznie. Tak samo jak nie odczuwają w drastyczny sposób nakładania kolejnych obręczy na szyję afrykańskie kobiety. Najpierw kilka i potem kolejne co jakiś czas, aż pod tym wszystkim, pod tym całym żelastwem jej szyja zmienia się w szyję żyrafy. I nie może już taka kobieta żyć bez tych obręczy, bo sztucznie wydłużona i wiotka szyja bez wspomagania nie jest w stanie utrzymać głowy. Ja też pozwalałam sobie kolejne kajdany nakładać, czasem nakładałam je sobie sama. Bo tak trzeba, tak wypada, tak być powinno.

A ja pozbywam się kajdanów, chociaż przed oderwaniem ich czuję strach, lęk i obawy. Zbyt długo je nosiłam i trochę wrosły mi już w ciało. Zrywanie ich może boleć, takie zrywanie musi boleć. Ale myślę sobie, że skoro tej osoby, która je na mnie narzucała już nie ma, skoro osoba, przez która ja uznawałam, że mogę na siebie je nakładać już jest daleko, to kajdanów też być nie powinno. I podejmuję decyzję. Wykonuję gwałtowny ruch, stawiam kolejny krok na tej drodze ku przyszłości. I boli jak diabli. Nie jest tak łatwo oderwać od siebie coś, co przyrosło i stało się fragmentem mnie samej. Nie krwawię, może nie mam już krwi. Nie płaczę, może brakło mi łez. Odrywam zakotwiczające w przeszłości mnie elementy wraz z kawałkami mnie samej i wyrzucam na śmietnik zapomnienia. Muszę je tam złożyć, muszę odrzucić i o nich zapomnieć. Inaczej ciągle coś będzie uwierać, przeszkadzać i nie pozwoli iść na przód.

I czuję ulgę. W prawdzie niewielką, ale to już jakaś ulga. Mały krok na właściwej drodze. I myślę sobie, że gdy już wszystkie rany się zagoją i zabliźnią, to może w końcu poczuję się wolna…

Reklamy

3 thoughts on “Nie-optymistyczny wpis

  1. tak mnie kiedyś naszło, że wolnym to pewnie będę dopiero six feet underground :(

    marna perspektywa, choć mogę się mylić, więc próbować trzeba :)

  2. Hmmm… zmartwiłam się. Kajdany, ból, brak wspomagania, strach , lęk, rany i nowa droga…. co się stało??

  3. no cóż o wolnośc trzeba walczyć. Zwłaszcza o wolność swego ducha.

    NIe napisałam , że wspomagania nie ma, jest wspomaganie, chociaż najważniejsze decyzje podejmuje się samemu. Czasem podjęcia takich decyzji i pójście dalej, choć bolesne, jest najlepsze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s