Nowi sąsiedzi

Moja przeprowadzka w sposób oczywisty sprawiła, że wymieniłam sąsiadów. Jest to typowy skutek przeprowadzki, chyba, że ktoś pała do sąsiadów ogromną miłością i zanim sam zmieni lokum stara się przenieść ich tam ze sobą. Ale jakoś nie zdarzyło mi się, żebym takowego kogoś poznała, więc nie wiem jak to jest. Ja nie byłam do sąsiadów przywiązana w żaden szczególny sposób, wiec przeprowadziłam się bez nich i obecnie poznaje nowe typy zachowań, jakie potrafią prezentować ludzie mieszkający w budynkach zbiorowych.

Tym razem sąsiedzi z góry nie stanowią żadnego urozmaicenia. Właściwie najczęściej nie mam pojęcia, ze oni w ogóle nade mną mieszkają. Albo są totalnymi pracoholikami i przez całe dnie nie ma ich w domu, albo zachowują się wyjątkowo cicho ( jak na przeciętnych sąsiadów, bo ja ze swojej strony też jakoś nie odczuwam potrzeby generowania nadzwyczajnego hałasu, który uświadomi wszystkim dookoła, że oto jestem). Słyszę ich tylko w tych nielicznych momentach, gdy postanawiają wyprowadzić swojego psa na spacer. Zwierzę albo jest zatwardziałym domatorem, albo nie lubi któregoś z oprzyrządowań niezbędnych do bezpiecznego spaceru jakimi są smycz i kaganiec, bo za każdym razem wykonuje bieg w najdalszy kąt mieszkania, by uniknąć atrakcji około spacerowych. Jednak hałas przebiegających po podłodze psich łap i goniących je nóg zdecydowanie ludzkich oraz sporadyczne szczeknięcia są wszystkim, na co mogę ze strony mieszkających nade mną liczyć.

Nawet próby uczenia psa aportować odbywane w domu (pewnie jako rozgrzewka przed spacerem właściwym) są sporadyczne i w zasadzie niezauważalne.

Prawdziwą rozrywkę tym razem stanowi sąsiad mieszkający pode mną. Mężczyzna o wyjątkowej fantazji, chęci dzielenia się własnymi zainteresowaniami oraz kompletnie zapominający, że mieszkanie w bloku pozbawia człowieka wszelkiej prywatności. Nie będę teraz rozwodzić się nad grubością blokowych ścian. Widocznie wielka płyta była jedynie wielka, a w ogóle nie była gruba, bo słychać nie tylko jak sąsiedzi kichają, kaszlą czy pierdzą, ale w zasadzie nawet szeptać nie mogą zupełnie spokojni o nierozprzestrzenianie się wymienianych w ten sposób wiadomości.  Jednak wspomniany sąsiad żyje tak, jakby miał domek na odludzi i do najbliższej osady jakieś sto kilometrów.

Przede wszystkim, gdy tylko wstaje jest tak spragniony wiadomości po przerwie nocnej, że natychmiast włącza TVN 24, by dowiedzieć się, jak bardzo zmienił się świat, gdy on nie patrzył. Oczywiście o fakcie swojego powstania z łoża i zasiądnięcia przed TV wiedza wszyscy sąsiedzi, gdyż mimo godziny chociażby 6:30 nie uznaje on za właściwie ściszyć telewizor poniżej 50% jego mocy głośnikowej. Widocznie mężczyzna ten ma silna potrzebę podzielenia się ze światem faktem, że ogląda daną stację i stara się być na bieżąco z wydarzeniami dnia codziennego. Sygnał TVN 24 doprowdza mnie już do rozstroju nerwowego i białej gorączki. Jeśli nadal będzie on stanowił mój dzwonek budzenia, to pewnie całą stacje znienawidzę i to nie za głoszone poglądy, tylko za ten jeden dźwięk.

Jednak jeśli ktokolwiek myśli, że w związku ze wczesną pobudką mogę odespać to kładąc się wcześniej, bo przecież kiedyś sąsiad tez spać musi, to bardzo się myli. Wieczorami następuje czas na filmy wojenne. W dodatku ma on niewątpliwe umiłowanie do tym głośniejszego słuchanie wystrzałów im późniejsza godzina. Po 22 następuje apogeum wystrzałów i wybuchów wszelakich i już nie jest istotne czy strzelają Niemcy, Polacy czy Amerykanie. Karabiny terkocą niczym maszyny tkalnicze w czasach rozkwitu Łodzi, a wybuchy wprawiają łóżko w drżenie.

Którejś nocy postanowiłam zakończyć walki i udałam się do sąsiada celem zwrócenia mu uwagi, że właściwie jest jedynym mieszkaniem jeśli nie bloku to na pewno klatki, który jeszcze nie zamierza odpuścić przygody z telewizorem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy dochodząc do jego drzwi usłyszałam chrapanie, którego nie powstydziłby się niedźwiedź na początku stycznia w środku swego snu zimowego. Jak łatwo się domyślić moje dzwonienie długo pozostawało bezowocne. Coraz dłuższe przyciskanie dzwonka nie skutkowało niczym konkretnym. Kilka razy światło na klatce oznajmiło, że spędzam tam zbyt dużo czasu, gdyż wyłączyło się zobligowane do tego jakimś urządzeniem czasowym. Już miałam oprzeć sie desperacko na dzwonku, gdy nagle usłyszałam szmer w głębi mieszkania i powolne kroki do drzwi. Sąsiad był rozespany i wyglądał, jakby wojna tocząca się w jego mieszkaniu w niczym mu nie przeszkadzała. Może fakt znieczulenia się pewną dawką alkoholu mógł mu w tym pomóc, jednak ja byłam pozbawiona tego typu wspomagacza, więc musiałam poprosić o przyciszenie telewizora, bym mogła zasnąć.

Sąsiad w końcu telewizor przyciszył. Po dłuższej chwili, bo pewnie w zawirowaniach wojennych zapodział się gdzieś pilot i musiał najpierw odbyć misję odszukania go na polach bitwy. Ale wystrzały przestały rozrywać powietrze dookoła o  godzinie 1:30 mogłam zasnąć. NA całych 5 godzin, gdy to nowe wiadomości z kraju i ze świata uświadomiły mi, że kolejny dzień nastał.

Na szczęście są takie dni, gdy sąsiad znieczuli się na tyle skutecznie, że zapomni o możliwości oglądania kolejnej wojny nakręconej w jakimś zakątku świata, albo z rana mając w głowie szum mórz wszelakich  nie będzie potrzebował innych bodźców zewnętrznych.

Reklamy

One thought on “Nowi sąsiedzi

  1. W moim bloku pewien mlody sąsiad wlączal codziennie dudniącą muzykę ok.pierwszej w nocy i gral nieprzerwanie do rana.Na zwracanie uwagę odpowiadal,ze tam gdzie wczesniej mieszkal nikogmu ,,nikomu to przeszkadzalo,,na szczęscie udalo się skierowac sprawę do sądu i wyprowadzil się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s