Weekend majowy

Weekend majowy to wielkie święto Polaków. Trwa znacznie dłużej niż weekend przeciętny. Czasem trwa tydzień, zdarzają się też lata, w którym dogodne ułożenie dni świątecznych powoduje możliwość przedłużenia weekendu za pomocą kilku dni urlopu do dwóch tygodni i wtedy jest to już prawdziwy powód do świętowania. A wiadomo, ze Polacy świętować lubią i potrafią, dlatego dla niektórych ten majowy weekend to święto większe niż Boże Narodzenie i Wielkanoc razem wzięta. Nawet nie trzeba się zastanawiać jaka okazja pozwala świętować, bo kogo obchodzi, czy 1 maja jest świętem pracy czy kościelnym, czy jakieś święto jest drugiego  i kiedy  miały miejsce wydarzenia, które przychodzi nam czcić 3 maja. Grunt , że jest okazja, więc świętować trzeba.

Jednak w tym roku państwa świata uparły się, by zdominować nasze świętowanie i by uniemożliwić nam całkowitą beztroskę w tym okresie, bombardując nas wiadomościami ze wszystkich kanałów TV i generalnie tylko w puszczy chyba weekend majowy obyć się mógł bez tego, co świat na zgotował.

Pierwsza była Wielka Brytania, która postanowiła ożenić jednego z następców tronu – tym razem lekko łysiejącego już Williama. Ostatni dzwonek, żeby na zdjęciach ślubnych mógł wystąpić bez czapki i nie odbijał flesza. Podobno jakaś jedna trzecia ludzkości była tym wydarzeniem na tyle zainteresowana, że zasiadła przed telewizorem i z wypiekami obserwowała kolejne punkty programu ślubno- weselnego. Mnie to wariactwo ominęło. Śluby, zwłaszcza obcych mi ludzi, a już w szczególności królewskie, nie stanowią dla mnie rozrywki najwyższych lotów i trudno mi jest zrozumieć, czemu przez kilka godzin miałabym przyglądać się na całą ceremonię. Jak będę chciała sobie obejrzeć za pomocą jakich durnych kapeluszy oszpeciły się kolejne damy, szlachcianki, księżniczki i przedstawicielki wyższych i niższych sfer, to obejrzę sobie co pikantniejsze zdjęcia, którymi zapchany jest cały Internet od tego pamiętnego dnia. A z tego co zauważyłam, to i tak triumfy święci zdjęcie z balkonu, na którym Kate klęczy przed Williamem i wszyscy mają zbereźne myśli, chociaż logicznie rzecz biorąc ma ona głowę na wysokości kolan księcia, więc albo jest on bardzo hojnie obdarzony przez naturę (iście królewski rozmiar) albo dziewczyna nie do końca ma pojęcia co robi. Moja uwagę i tak przyciąga dziewczynka zatykająca uszy, która najbliższa jest mojemu poglądowi na całe zamieszanie i hałas wokół tej sprawy.

Potem było wydarzenie bliższe Polakom. Przynajmniej tak nam się mówi we wszelkich programach i w kościołach. Beatyfikacja Jana Pawła II. Bliższe chyba jedynie duchowo, bo przecież nie odbyło się w Warszawie, czy też w najgorętszym miejscu ostatniego czasu z najzimniejszymi ludźmi, czyli na Wawelu, a w Watykanie. Czyli Włochy, Rzym, Watykan to kolejne miejsce, które chce odebrać nam NASZE ŚWIĘTO MAJOWE. Konkurencja dla rodziny królewskiej spora, bo w sumie dynastia Windsorów  panuje jedynie w Wielkiej Brytanii ( ja nie będę się zagłębiać w kwestie Szkocji, Irlandii, Australii i innych, czy oni uznają, jak się zapatrują i czy godzą), a papież jest głową całego Kościoła, w każdym zakątku świata ma poddanych i właściwie jego władza jest znacznie rozleglejsza, chociaż obejmuje zupełnie inne obszary życia. No i beatyfikacja, to zbliżenie do boskości, krok w kierunku wiecznego nieba i takie tam. Wszystko to nawet jestem w stanie zrozumieć, tylko jaki sens ma nabożne oglądanie ogłoszenia czegoś, co nie ma właściwie miejsca teraz? Przecież wszystko co pozwoliło Kościołowi uznać Jana Pawła II za błogosławionego miało miejsce za jego życia, a teraz jedynie przyklepuje się do tego urzędową pieczątkę. To tak jakby uznać, że od aktu narodzin dziecka ważniejsze jest jego zarejestrowanie w odpowiednim urzędzie. Jednak wielu wiernych, mniej wiernych, wierzących i wątpiących wydarzenie dane oglądało zalegając przed telewizorem na bite godziny.

Jednak wszystko to nic. Te dwa zdarzenia były zapowiedziane, zaplanowane. Można było konkretne kroki przygotowawcze poczynić . Kupić bilety, by z odległości kilku kilometrów bezpośrednio uczestniczyć zarówno w ślubie jak i w beatyfikacji, narobić kanapek, by przed telewizorem z głodu nie umrzeć i w ogóle odpowiednio sobie dane dni zaplanować.

Prawdziwą bombą było to, co przygotowała nam Ameryka. Nie mogli znieść, że oczy całego świata są skierowane na Europę i postanowili zrobić coś, co zmieni kierunek spojrzenia. Po dziesięciu latach bezowocnych poszukiwań, po kilku wojnach wywołanych w tym celu i nie przynoszących rezultatu, po przeczesaniu bliskiego i dalszego wschodu, zachodu, południa, północy i każdego kierunku, który przyszedł żołnierzom do głowy, nagle w kilka chwil znaleziono i zabito Bin Ladena. Szybka akcja, szybkie strzały i zdjęcie martwego terrorysty wszechczasów obiegło świat. Nikt nie zadaje pytań. Wszystko jasne. Nie moli go znaleźć, nie mieli pojęcia gdzie sie ukrywa, ale nagle go znaleźli, zabili i po wszystkim. Czemu zabili a nie zwyczajnie schwytali? Przecież mogliby go przesłuchiwać , dowiedzieć się jak wygląda obecnie jego organizacja, spróbować powstrzymać ewentualne kolejne ataki. Martwy nic nie powie. Ale to nieważne, cieszmy się, że nie żyje. CO z tego, że jego zdjęcie wygląda podejrzanie podobnie do innego zdjęcia martwego przedstawiciela Bliskiego Wchodu. Co z tego, że jest tylko jeden dowód na to, że Bin Laden został zabity i to wątpliwego prawdopodobieństwa. Bijmy brawo Ameryce, cieszmy się z jej sukcesu.

Aż przyjemnie wstało się 3 maja, gdy jedyną sensacją był śnieg padający w niektórych rejonach Polski. Już lepiej, żeby atmosfera psuła nam weekend majowy, niż żeby informacje ze świata zaburzały atmosferę.

Advertisements

One thought on “Weekend majowy

  1. Nie damy sobie nic odebrać!
    Nikomu. Tylko czas robi swoje i stempluje dni innymi liczbami. Na przykład jutro mamy horrendalną zbieżność piątku i trzynastego dnia miesiąca – co jak wiadomo jest wróżbą mniej niż średnią.

    Wydarzeń nie komentuję, bo również jestem trochę poza. Bin Laden jest nie do pojęcia. Jaka skrzywiona cywilizacja, radująca się z czyjejś śmierci! Nie wnikam, może trzeba było, może tu nie miejsce na sentymenty. Ale towarzyszące temu hurra jest niesmaczne.

    Pozdrawiam.
    ja również przypadkiem. :)
    ren

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s