Amerykanie mają dziś 11 listopada

To stwierdzenie jest mocnym skrótem myślowym, ale analizując datę doszłam do takiego wniosku.

Powód ?

Dzisiaj w USA obchodzony jest Dzień Niepodległości. Oni to potrafią dzień święty święcić i podkreślać go na każdym kroku i przypominać o nim w dziesiątkach filmów i setkach innych popłuczyn kultury. Mają takie obchody, które określić mianem huczne, byłoby zbyt delikatne. Te wszystkie fajerwerki, które tego dnia wybuchają, hałas i blask, to wszystko służy podkreśleniu jak to wspaniale jest im tam w USA z całą niepodległością i wszystkimi jej konsekwencjami.

A my? My mamy swoje Narodowe Święto Niepodległości obchodzone 11 listopada, tylko co z tego?

W preambule ustawy można przeczytać, że obchodzone jest ono dla „dla upamiętnienia rocznicy odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego”. Ale ten naród, który wolność i niepodległość odzyskał, nawet nie ma pojecie kiedy to miało miejsce, co czci , po co i dlaczego. W ogóle czy ktoś coś czci tego 11 listopada? Jest to dzień wolny od pracy jak wiele w polskich kalendarzu, ale jedyne co się z tym dniem kojarzy to większa niż zazwyczaj ilość żołnierzy w telewizji.

Może powinniśmy wymyślić jakieś bardziej huczne obchody. Amerykanie mają swoje fajerwerki a my może strzelajmy z armat i róbmy pokazowe loty F16. Niech się te samoloty na coś przydadzą, bo na razie nie wiadomo po co nam one i najciekawsze zdanie na ich temat wygłosiła swego czasu Magdalena Środa mówiąc „Po co Polsce, która ma obszar jaki ma, są samoloty, które jak tylko startują to już są w Szwecji?” No to przy okazji zahaczylibyśmy tymi F16 i niech tam też wiedzą, że niepodległość mamy i czcimy. Ale póki co obchodów aż tak widowiskowych nie posiadamy.

Nic dziwnego, że 4 lipca jest dla nas konkretniejszy niż 11 listopada, bo Amerykanie świętują hucznie i przypominają o swoim święcie na każdym kroku. Chociażby swoimi filmami. Wielkie dzieło „Dzień Niepodległości”. Toż płomienna z gruntu patriotyczna przemowa prezydenta odtwarzanego przez Bill Pullmana absolutnie przypomina te, które można usłyszeć wygłaszane przez amerykańskich polityków każdego roku. Ociekające wydumanymi zwrotami i uderzające w nutę taniego sentymentalizmu są nie do przeoczenia. TODAY IS OUR INDEPENDENCE DAY. No trudno to zapomnieć.

Albo taki film „Urodzony 4 lipca”. Toż to kolejne jawne nawiązanie w tytule do święta, które gra w duszy Amerykanów patriotyczną nutą.

W dodatku przemysł fonograficzny nie chce pozostać za kinematografią w tyle. Bon Jovi o dniu niepodległości śpiewa w piosence „Miss Fourth of July”, zespół Selena Gomez & The Scene przywołuje to święto w piosence „Summer’s Not Hot”. Nawet przesłodka, landrynkowa i lukrowa Katy Perry pokusiła się o „4th of July (Firework)” i chyba tytuł mówi sam z siebie.

A co my mamy w tej kwestii?

Jeśli chodzi o filmy to w mojej przepastnej pamięci nie jestem w stanie znaleźć żadnego. Może ktoś inny widział coś, gdzieś , kiedyś i byłby w stanie to przywołać, ale ja nie. Muzycznie jest jakby trochę lepiej, bo za patriotyczną piosenkę z gruntu muzyki rozrywkowej można uznać „Niepodległość” Chłopców z Placu Broni. No nie jest to pierwsze miejsce żadnej listy przebojów ani hit stacji radiowych, ale jest. Takie ostateczne pocieszenie jest przecież czymś normalnym w naszym kraju.

Dalej rozgrzebując różnice i podobieństwa ( chyba tylko w nazwie) między polskim i amerykańskim świętem doszłam do wniosku, że najlepszym przykładem różnic jest data. Amerykanie swoje święto maja w lipcu, gdy jest gorąco i wieczorne fajerwerki to czysta przyjemność. My świętujemy w listopadzie, zimnym i mokrym miesiącu, gdzie każdy marzy o kubku gorącej herbaty w zaciszu domowym, a nie jednoczeniu się na placach w celu świętowania. I chociaż nasz lipiec w tym roku jest jakoś taki listopadowy, to jednak samą datą strzelamy sobie w stopę, dezerterując z walki o palmę pierwszeństwa w obchodach dnia niepodległości, święta niepodległości czy jakiegokolwiek rocznicowego uświęcenia tego, że państwo niepodległe na szczęście jednak jest.

Reklamy

7 thoughts on “Amerykanie mają dziś 11 listopada

  1. Ale dlaczego chcesz nas amerykanizować – wg mnie nie trzeba. Amerykanie świętują hucznie nie tylko to święto. Mają pieniądze to świętują – a to, że na milionach fajerwerków nie znaczy, że jeszcze coś z tego rozumieją. Dla nich to przecież wyzwolenie się z pod „jarzma” brytyjskiego a dla nas 11 listopada to pamiątka po zaborach. Jest zbyt wiele różnic by nas porównywać. Fakt, że w Polsce nie dzieje się idealnie, ale nie starajmy się przynajmniej równać do USA…

  2. Jestem absolutną przeciwniczką USA. NIe lubię i już.
    Tekst to taka zabawa konwencją, treścia i formą.
    Uważam, że powinniśmy mieć jakiś swój sposób na obchody i na czczenie.
    Amerykanie mają. Głupawe sposoby – fakt, ale jakieś.
    My też moglibyśmy swoje znaleźć.
    NIe na wzór. Swoje własne. Tylko coś jednak mieć. SWOJEGO.
    Bo póki co to naprawdę więcej jest u nas 4 lipca i USA niż11 listopada i Polski

  3. Bo Polacy nigdy nie oderwali się do PRL, kiedy głęboko pod skórę wpojono nam przekonanie, że „american dream” jest najwartościowszym dobrem. Tak i teraz większość kocha tamten klimat chociaż tylko mniejszość tam była a jeszcze mniejsza część tej mniejszości pracowała tam na jakichkolwiek intelektualnych stanowiskach.

    Co do święta u nas – ja np jestem raczej samotnikiem i wielkie świąteczne manifestacje mieszać się nie zamierzam nawet, gdyby były tam petardy i jarmark z watą cukrową.

    Co do reszty myślę, że właśnie dzisiejszy sposób na obchodzenie uroczystości jest jedynym rozsądnym de facto najlepszym. Bo właśnie ludzie go wybrali i ludzie w nim uczestniczą. Gdyby faktycznie – jako społeczeństwo – potrzebowali czegoś innego to by tak się stało. Ale nie potrzebują zmian nawet, jeśli taki stan rzeczy nie podoba się jednostkom ;)

  4. Oj, a ja uważam że idzie ku dobremu. Przynajmniej jeśli chodzi kwestie patriotyczne. Całkiem sporo środowisk kultywuje te tradycje, choć … niektóre nasze autorytety (w tym wspomniana M. Środa) nie bardzo potrafią sobie z tym poradzić. Zakładam też, może ciut naiwnie, że nie byłoby tak źle, gdybyśmy znowu musieli stanąć przed wyborem: iść bronić kraju, czy nie.

    Apropo muzyki. Może nie „świętujemy” piosenkami 11 listopada, ale … np. Powstanie Warszawskie potrafimy uczcić. Polecam w tej mierze muzykę zespołu Lao Che. Niezwykła. Przejmująca. Eklektyczna. I pozytywnie oceniona swego czasu przez jednego z powstańców: „właśnie tak było, wszystko takie rwane, gwałtowne”.

    I ostatnia kwestia: samoloty, które startując nie znajdują się od razu w Szwecji mieliśmy. W …’39-tym. Jak się skończyło – wiemy.

  5. jak tak sobie czytam te kometarze to mi sie niedobrze robi. oczywiscie, moznalubic czy nie lubic ameryki, ale bez przesady, uwazacie, ze ameryka nie doznala tylu nieszczesc? a co z katastrofa na WTC? to sie nie liczy? nie zapominajmy ze bez amerykaninow, nie korzystalibysmy teraz z komputerow, bo kto wymyslil windows? wiec, zanim zaczniecie oceniac ameryke to pomyslcie co jej zawdzieczamy.

    • O WTC sie nie wypowiadam, bo to tragedia ludzi dla zysku państwa, wiec nie chce w pyskówce brać udziału.
      Zdecydowanie 11.09 to data późniejsza niz 4.07 … i nie chodzi mi jedynie o nastepstwo w kalendarzu jako takim

      A w kwestii „amerykaninów” to juz w ogóle nie chce sie wypowiadać. NIe znam się. Mogłabym o Amerykanach porozmawiać, ale w zasadzie prawdziwi to jedynie Indianie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s