Relacje na talerzu

Mężczyźnie trzeba wszystko podać na tacy. Nie wystarczy, że gotowe kanapki leżą na właściwym talerzu w kuchni. Z ogórkiem, pomidorem i wszystkimi przyległościami, które są wymagane przez osobnika płci męskiej by pajdę chleba nazwać kanapką. Oczywiście tylko, jeśli przygotowuje ją kobieta. Sam wykonując taką potrawę kanapką może nazwać krzywo pokrojony chleb z rzuconym na wierzch niedbale plastrem wędliny. Jednak kobieta musi równo posmarować masełkiem, położyć elegancko wędlinkę, względnie uzupełnić serem, a potem przyozdobić ogórkami, pomidorami, szczypiorkiem i co tam jeszcze w kuchni znajdzie. Ale to i tak nie wystarczy. Trzeba na tymże talerzu kanapki pod samą paszczę podstawić i dobrze jeszcze okrasić sugestywnym „Smacznego”, żeby mężczyzna odpowiednio podszedł do tematu i te pieczołowicie przygotowane kanapki w końcu zjadł.

Ale w zasadzie nie chciałam pisać o kulinariach, tylko o zupełnie odmiennych meandrach stosunków damsko-męskich.

Nie wystarczy mężczyźnie stworzyć dogodnej sytuacji, nie wystarczy, że da mu się okazję, by porozmawiać. Tak subtelne aluzje jak pojawienie się w miejscu, w którym on jest, siadanie obok czy nawet kontakt wzrokowy może działały w XIX wieku, teraz kobieta musi wszystko załatwić sama.

Tylko właściwie jak i co ?

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, gdzie mężczyzna sie znajduje, przeprowadzając śledztwo. Bardzo pomocny może być Facebook, na którym rozmaicie ludzie informują gdzie i kiedy idą. Jednak zagadka rozwiązana. Potem trzeba grzecznie podejść i się przedstawić, chyba, że już się znacie, to wtedy witacie się jak starzy znajomi, ale bez zbytniej wylewności. Wymieniamy kilka uwag, jeśli znamy go trochę dłużej to musimy znać kilka rozgrzewających sytuacje szczegółów z jego życia. Niczym wierna fanka wertująca strony internetowe w poszukiwaniu podobieństw ze swoim idolem, zupełnie pomijając znaczące różnice. Nie wolno jednak przesadzić. Mężczyzna nie może się poczuć jak pod obstrzałem wywiadu wojskowego. Wyszłybyśmy wtedy na desperatki, które nie mają życia prywatnego, dlatego zajmują się cudzym. Trzeba wyważyć moment między przekazaniem sygnału, ze jest się bardzo zainteresowaną, a przestraszeniem, ze jest się zainteresowaną obsesyjnie. Trzeba też doskonale wiedzieć ile taka towarzyska pogawędka powinna trwać. Gdy już się uzna, ze jest to wystarczająca długość, należy niezwłocznie się pożegnać i wrócić do swoich spraw. Nawet jeśli jest to oglądanie serialu w TV albo kąpanie kota.

Co robi przez cały ten czas mężczyzna? Ocenia poziom naszego przygotowania? Analizuje nasze zaangażowanie? Naprawdę trudno jednoznacznie stwierdzić, jak mężczyźni do tego podchodzą i za jakąkolwiek podpowiedź byłabym wdzięczna.

Kompletnie nie przemawia do mnie taka wizja relacji, nie odnajduję się w tym i nie biorę w tym udziału. Ja wiem, że jest równouprawnienie i ja jestem gotowa wiele kroków w kierunku mężczyzny wykonać na różnym etapie znajomości i dla osiągnięcia różnego celu. Z kumplem mogę umówić się na piwo sama proponując miejsce i mogę za jego piwo zapłacić jeśli nie ma kasy. Raz ja zapłacę za niego, raz on za mnie. Na randce tez nie muszę koniecznie być obsłużona od początku do końca, bo świetnie radzę sobie z otwieraniem drzwi czy sadowieniem własnych czterech liter na krześle, więc nikt nie musi mnie w tym wyręczać. Ale stosowanie leniwego rozsiadania na krześle jako formy flirtu, to jest szczyt męskiego zidiocenia, a nie efekt równouprawnienia.

Kobietom też już przestaje się chcieć funkcjonować w takich układach. Zaczynają odpuszczać, bo niby po co się starać, skoro do nikąd to nie prowadzi ? Bo kolejne spotkanie, przypadkowe bądź umówione – zwane potocznie randką, będzie miało dokładnie taki sam przebieg. Kobieta zaczyna czuć się jak menedżer, który przygotowuje plan przebiegu spotkania i potem przeprowadza tête-à-tête według niego. Mężczyźni uważają, że ich aktywność może ograniczyć się do kilku sprośnych żartów i ewentualnie kontaktu fizycznego przypominającego podstawówkowe „końskie zaloty”, gdzie raz szturchną w bok a innym razem kopną w kostkę.

TĘSKNIE z całą mocą za randkami, o których czytałam, które oglądam w filmach i … kiedyś nawet przeżyłam. Gdzie można było przez 5 godzin pić jedną herbatę i nikt nie zauważał, że dawno już wystygła. Rozmowa, stymulacja intelektualna była tak porywająca, tak absorbująca, że człowiek się w niej zatracał. I potem ewentualnie pojawiały się delikatne aluzje, wtręty erotyczne, wysmakowane i subtelne, ale pobudzające zmysły. Głęboko wierzę, że jest to możliwe. Bardzo bym chciała, żeby takie sytuacje się przytrafiały. Nie tylko mnie, ale wielu kobietom. Jeśli już na samym początku flirt nie jest wspólną zabawą, to nie ma co liczyć, ze potem związek będzie wspólną przyjemnością.
Wszystko to oczywiście działa w obie strony i kobiety nie powinny też być porcelanowymi lalami pozwalającymi się podrywać, kokietować i rozpieszczać. Wspólne działanie piękniej prowadzi do słodkiego celu. A główna strefa erogenna znajduję się zdecydowanie między uszami.

Advertisements

5 thoughts on “Relacje na talerzu

  1. randka randce nierówna. pierwsza, druga, TA, randka po przerwie, randka z żoną, randka z byłym mężem, niby-randka, randka na mieście, randka u kogoś, można wyliczać i wyliczać, komplikować i upraszczać. a dobrze zrobiona kanapka najlepiej smakuje a tym czymś, co się składa na magię otoczenia

  2. Mężczyzna w czasie pierwszej randki, zresztą podobnie jak w czasie następnych ocenia „zwierzynę”. Bo to myśliwy na gorąco (niestety) kalkulujący jak najszybciej ją zaciągnąć…

    Brak intelektualnych pogawędek – no brak i nie tylko w ramach flirtowania. Ludzie nie czytają a oglądając TV-show trudno o jakiś wysublimowany, sarkastyczny czy nawet cięty żart.

    Zalewa nas zwykłe chamstwo, które wciska się we wszystkie aspekty życia więc i tym bardziej życie erotyczne. Chamstwo, prostota i nagość prymitywnych popędów. Trudno mi inaczej określić to, co obserwuję wokół.

    Z drugiej strony można oczekiwać romantycznych uniesień rodem z zamku do którego przybywa na ognistym rumaku dzielny rycerz. Nie! Bo nie ma już rycerzy bo i tym bardziej nie ma już księżniczek.

    Pozdrawiam!

  3. A ja jako zdeklarowana idealistka ( wewnętrzna, przy całym swoim okropnym i baaaardzo przyziemnym realizmie codziennym) będę jednak ciągle szukała tego, co w moim pojęciu jest prawdziwą randką. I to moze nawet nie miec żadnego podtekstu erotycznego. A przynajmniej nie zawsze musi mieć. Przegadane godziny i wypite herbaty są czasem bardziej stymulujące niż całowanie zakrapiane winem.

  4. Najpierw o kanapkach: cos w tym jest, ze smakuja lepiej jesli ktos inny je przygotuje:) Sam gotuje i gotowac uwielbiam. Kanapki, ktore zwykle przygotowuje sobie do pracy, sa bogate w skladniki, smakuja i niby do niczego przyczepic sie nie mozna. A jednak…
    Wiem o jakiej randce, flircie piszesz. Dane mi bylo przezyc takie spotkanie w ostatnia Wigilie z dawno niewidziana kolezanka ze szkoly. Siedzielismy w kawiarni, kawa stygla, a my nie potrafilismy sie nacieszyc soba. Po prostu ze soba rozmawiajac. Jak mi takich spotkan brakuje!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s