Mleko z wytatuowanej piersi smakuje tak samo

Sprawy są dwie i jedna uwiera mnie bardziej od drugiej, ale trudno stwierdzić, która z nich jest pierwsza , a która druga. Jedną jest karmienie dziecka w miejscu publicznym. Drugą widoczne tatuaże. Żadnej nie przyznaje palmy pierwszeństwa, żadna nie dotyka mnie bardziej i mam poczucie, że moje osobiste doświadczenia w tych tematach są najmniej istotne, bo dzieje się to wszystko wokół mnie i przez to w jakiś sposób mnie dotyczy, dotyka i drażni.

Sprawy te połączyły się w mojej głowie w jedność i wspólnie się tam kotłowały, aż postanowiła przelać je na wirtualny papier co niniejszym czynie.

Zacznę od konsumpcji, bo to rzecz bardziej podstawowa w życiu człowieka, ssakiem będącego. Posiadając potomstwo, które takim ssakiem również jest, zdajemy sobie sprawę z przynależności do współbraci w stopniu absolutnym. Oczywiście są butelki, są mieszanki, jest cały przemysł oferujący niemowlakom szereg kulinarnych atrakcji, jednak mamina pierś tryskająca mlekiem dla wielu niemowlaków jest absolutną podstawą. Nie będę się teraz zatracać w zawiłościach  medycznych wskazań czy przeciwwskazań takich poczynań, nie chce też analizować przesłanek psychologicznych.

Sprawa karmienia i niekarmienia piersią jest kwestią indywidualną pomiędzy konkretną matka i jej dzieckiem i nikomu nic do tego.

A właśnie wielu wypowiedzieć by sie chciało i nawet się wypowiada. Okrutne zgorszenie sieją w miejscach publicznych matki, które obscenicznie wyciągają swoje nabrzmiałe mlekiem piersi i karmią nimi niemowlęta. Ach te spojrzenia ciskające w nie gromy. Ale nie odwracające się wstydliwie, tylko wpatrujące się w obnażoną pierś jakby próbując wyryć ją sobie w pamięci ku przestrodze na dalszej swej drodze. Im ktoś jest  bardziej kobietą i wykazuje większe prawdopodobieństwo, że i jego piersi jakieś dziecko wykarmiły, tym spojrzenia ostrzejsze, a do gromów ciskanych i słowa potrafią dołączyć, które jeszcze bardziej potępiają zachowanie niegodnej.

Dziecko jakie jest każdy, kto miał z jakimkolwiek do czynienia, wie. Jak mu zimno – płacze, jak mu za ciepło – płacze, jak się przesika – płacze i jak jest głodne – płacze. Matki reagują na ten płacz niemal instynktownie  ( są takie, które zupełnie instynktownie to czynią i nawet rodzaje płaczu potrafią rozpoznać). Dlatego jak dziecko jest głodne, to je karmią. Jeśli karmią piersią, to nie tylko ich logiczny umysł każe im te pierś wystawić i sutek przyłożyć do ust dziecka, ale i same piersi reagują na płacz nadprodukcją, która każe mleku przez sutki wytryskiwać, jakby miało z daleka do zgłodniałych ust trafić.

Kobieta w XXI w domu się nie zamyka, więc po mieście się porusza i dziecko ze sobą zabiera. Trudno postępować inaczej, jeśli karmienia „Na żądanie” nie ma określonych norm i godzin, a co za tym idzie może równie dobrze odbywać się co 3 godziny jak o co półtorej. I ta pierś zawsze pod ręką , czy też w ręki okolicy, więc wydawałoby się, że nie ma nic mniej problematycznego.

A tu świat sprawia niespodziankę. A może bardziej społeczeństwo. BO poparcie dla karmienia piersią jest, ale nie publicznie. Matka z dzieckiem powinna się wstydliwie ukryć, schować przed wzrokiem ludzkim, żeby nikt na taką konsumpcję nie patrzył. Gdzie ma się schować? A to już trudno powiedzieć, bo pokoje  do przewijania dla matki z dzieckiem, które są częścią ubikacyjna, nie stanowią dla mnie miejsca interesującego jeśli rozpatruje kwestie jedzenia, więc nie bardzo chciałabym, żeby moje czy jakiekolwiek inne dziecko było zmuszone jeść tam. Poza tym dorośli nie wstydzą się jeść publicznie. A często przyprawia mnie to o mdłości i o odruch wymiotny, a jednak nikt nie mówi, że ludzie jedzący niechlujnie i nieestetycznie powinni się z tym ukrywać, by nie gorszyć innych. Dlaczego zatem mały człowiek ma być dyskryminowany? Tylko że to nie jest w sumie dyskryminowany ten mały człowiek, tylko kobieca pierś. Na okładkach pism może prężyć  się jędrnie, choć czasem sztucznie. Z reklam może się wylewać dosłownie i w przenośni. Ale z ust niemowlaka wystawać nie powinna.

Cóż to za dwulicowe podejście  do narządu karmienia? Tym bardziej, że w sytuacji karmienia element piersi, który uznawany jest za erotyczny – czyli sutek, jest dokładnie w ustach dziecka schowany. Dzięki temu pierś wygląda jak każdy inny kawałek ciała i nie powinna w żaden sposób oburzać.

Ale oburza, co z kolei mnie oburza i nijak pogodzić się z tym stanem nie potrafię.

I jak już kwestie wolności konsumpcyjnej mam za sobą, to pora przejść do kwestii innego rodzaju wolności, jaką jest posiadanie bądź nieposiadanie tatuaży. No ingerowanie w to kto i co może sobie ze swoim ciałem zrobić a co nie.. .

Pracodawca może postawić wymóg, że tatuaże jeśli już, to niewidoczne. No prawo takie ma i ja w nie ingerować nie potrafię. Równie dobrze może sobie wymyślić, że kobiety nie powinny do pracy przychodzić w spodniach, mężczyźni nie powinni mieć zarostu i stosować się do tego z nabożnością w imię wizerunku firmy. Co tam wołanie o dyskryminacje, jeśli wpisze to sobie w jakiś statut, to wymagać może i nikt nikogo na siłę do danej pracy nie ciągnie.

Jednak wielu w sposób zupełnie uroczy potrafi komentować czyjeś tatuaże nie mając z dana osoba żadnego kontaktu poza mijaniem go na ulicy. Bo czemu nie? Usta ma, mowę opanowaną, to przecież żadne problem rzucić hasło tu czy tam.

Pewnie, ze trudno wymagać, żeby każdemu tatuaż się podobał. Ale mnie nie podoba się przezroczysta bluzka, w którą ubrana jest otyła pani, przez co widzę jasno i wyraźnie każdy z jej wałków tłuszczu, a nie komentuje. Jej sprawa, jej ubiór, jej decyzje estetyczne i jak mi się nie podoba, to nie patrzę.  Mnie cudze tatuaże nie bolą ani podczas ich wykonywania, ani tym bardziej podczas noszenia. Jedne mi się podobają, inne nie. Żaden mi nie przeszkadza. Jak długo człowiek swoim zachowaniem nie robi innym krzywdy, tak długo ja tej krzywdy nie odczuwam.

Niestety wielu podchodzi do kwestii cudzego ciała inaczej i lubi powiedzieć co myśli o jego ozdabianiu. Czy wypada, czy nie wypada, z czym się kojarzy, do czego nawiązuje, po co to sie robi, a dlaczego nie powinno. Istny chór grecki potrafiący skomentować każdą zaistniała sytuacje. A wszystko to w momencie, w którym największą popularność osiągnął Zombie Boy , a ludzie publiczni coraz częściej pokazują, że ozdabianie ciała nie tylko wywodzi się z tradycji, ale i dzisiaj może służyć jakiemuś wyrażeniu siebie.

I pod koniec tego wszystkiego wpadam na myśl, że przecież najgorszym zwyrodnieniem w tym wypadku byłoby publiczne karmienie dziecka piersią wytatuowaną. Obraza majestatu, prawa, dobrego smaku i wszystkiego co się w chorych umysłach narodzić może na ten widok.

A przecież mleko z tej piersi jest zdrowe, smaczne i tak niemowlęciu potrzebne. A farba na niej nijak do mleka nie przenika i w żaden sposób nie psuje jego smaku.

Reklamy

7 thoughts on “Mleko z wytatuowanej piersi smakuje tak samo

  1. Karmienie dziecka piersią w miejscu publicznym dla niektórych może być zwykłym problemem natury estetycznej. Sama pewnie też nie robiłabym tego. Natomiast zupełnie inną kwestią jest głośne komentowanie, wyrażające naganę czy wręcz potępienie. I tu już wchodzimy w kwestię kultury osobistej samego komentującego. I może nie tylko kultury. O wiele łatwiej zaatakować matkę z niemowlęciem niż śmierdzącego pijaka walącego się na wszystko, co mu na drodze stanie. Albo grupkę chuliganów. Różne rzeczy mogą mi się nie podobać – otyła pani w przezroczystej bluzce też niekoniecznie – ale myślę sobie, że tak naprawdę to ta pani ma problem, nie ja i cóż mi do tego. Natomiast śmierdzący i zawszawiony pijak stojący obok mnie już jest moim problemem i tu będę się bronić przed kontaktem bezpośrednim. Czyjś tatuaż na mnie nie przejdzie, więc też nie mam z nim żadnego problemu. A dziecko – jak głodne – to trzeba nakarmić i nie sądzę, żeby kogo kogokolwiek to mogło bulwersować. Dzieci biegające obok takich rzeczy zwyczajnie nie dostrzegają, a dorosłemu jak widok nie odpowiada, to zawsze może nie patrzeć.

  2. Cóż, w głowach wielu osób zapewne nie mieści się samo to, że kobieta nosząca tatuaż w ogóle ośmiela się mieć dziecko. Jak to, TAKA kobieta? Przecież wiadomo, że jak wytatuowana, to ZŁA, nie może być inaczej…

  3. Jestem dopiero w 6 mscu ciąży i mam zamiar karmić piersią. To na pewno. Jednak, choć eksponowałam biust w dekoltach ( nie pokazujących sutków, bez puszapów itp.) to z tego właśnie względu chyba nie chciałabym eskponować go nagiego w trakcie niemowlęcego posiłku. Chyba, że instynkt i hormony postanowią inaczej, tudzież sytuacja będzie taka, ze wyboru nie będę miała. Są różne chusty, którymi można zapewnić sobie intymność. I tak zamierzam karmić.
    Analogicznie nie zgodzę się na wizytę studentów, by oglądali moję wnętrzności, podczas porodu.

    • NIe wiem jakie jest przełożenie eksponowania biustu w dekolcie a karmienia w miejscu publicznym.
      Dwie różne funkcje tej samej częsci ciała.

      Ja dopiero karmiąc piersią poznałam PRAWDZIWE przeznaczenie mojego biustu. Chociaż nadal rozumiem i wiem czym jest jego przeznaczenie erotyczne, to jednak pełnią jego istnienia jest dla mnie karmienie.
      I nie chodzi o to, że codziennie musiałam sie pokazać komuś karmiąca, bo inaczej czułam się niepełna. Chodzi o to, że w nosie miałam ,cy ktoszobaczy mnie w trakcie karmienia, bo nie oglądanie mnie było najważniejsze, tylko to, że moje dziecko zawsze mogło sie najeść.

  4. Czym innym jest chęć nakarmienia dziecka i – co tu kryć- ulżenia sobie w nadmiarze pokarmu (ulga jak dziecko zbiera ten nadmiar – bezcenna) , a co innego paradować z nagą piersią, tudzież wystawiać ją na widok publiczny. Zawsze można okryć się chustą, czy choćby bluzką, a taką sytuację można przewidzieć i się przygotować. Dziecko nakryte chustą ma poczucie bezpieczeństwa i wielkiej szczęśliwości zajmując się konsumowaniem. A inni nie muszą oglądać naszej nagiej piersi. I nieobyczajnie się ekscytować. A tak przygotowana można karmic wszędzie i wtedy nikt nie poczuje sie zgorszony.Zapomniałam – można korzystać z kocyka, pieluszki czy czegokolwiek, co ,zasłoni nagą pierś :) zawsze coś znajdzie się pod ręką w tym ogromnym zestawie drobiazgów jakie nosi się ze sobą mając małe dziecko :)
    Ania – mama dwójki już po

  5. Ja mam dwie progenitury i trzy tatuaże. Dzieci zdrowe. Tatuaże też.
    Karmiłam na mieście nie raz i nie dwa, acz zawsze po przykrywką, chociażby pieluchy. Bo to, że moje dziecię było głodne nie oznaczało, że będę ludzkości swe mleczarnie demonstrować ;) Tatuaży też nie demonstruję, bo by mi samej wyblakły w oczach zbyt szybko, a ciężko się je odmywa w razie znudzenia :))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s