Etos drwala i emanacja wiórów

Pracując i poszukując materiałów potrzebnych do pracy trafiłam na tekst zatytułowany Jak rozpoznać lesbijkę? . Nie dlatego, że szukałam takich wytycznych, ale dlatego, że zajmowałam się tym, jak stereotypy wpływają na postrzegania ludzi o różnej orientacji seksualnej. A ten artykuł nie tylko jasno i klarownie ukazał mi wszelkie stereotypy postrzegania lesbijek, ale również kazał mi zastanowić się nade mną samą.

Zawsze myślałam, że jestem heteroseksualna i to w sposób niereformowalny, chociaż z ogromną otwartością na wszystko poza tym. W świetle tego artykułu  musze swoją seksualność przeanalizować, by zredefiniować ją uwzględniając wszelkie nowe dane. Żyłam sobie spokojna, nie analizowałam, nie kombinowałam…  i nagle etos drwala rozwalił wszystko w moim światopoglądzie niczym jednym uderzeniem siekiery. Okazało się, że wszystko wskazuje na to, że jednak lesbijką jestem.

Właściwie nie wiem od czego zacząć, bo już na poziomie ubrania okazuje się, że moje życie to droga zupełnie nieheteroseksualna. Nosiłam bojówki. Ileż to ja je nosiłam. A chociaż nie wiem, czy moje buty można określić jako trekkingowi, to w górach sprawdzały się doskonale i niejednej jaskini dały się we znaki.

Nawet te koszule w kratę się zgadzają. Flanelowe, typowo robotnicze. Tata dostawał takie w pracy, a ja robiłam wszystko, by przypadały w udziale właśnie mnie. Zapewne nie miało to nic wspólnego z całym grungem i noszeniem na zmianę z bojówkami podartych dżinsów. To z całą pewnością był pierwszy objaw mojej zupełnie innej niż ta zakładana orientacji seksualnej.

Czytam dalej o biżuterii w kształcie siekiery, o scyzoryku w kieszeni i obrączce na palcu …

I wtedy nagle sobie przypomniałam, że przez wiele lat nosiłam obrączkę na kciuku. Właściwie taki pierścionek, który dostałam od mamy, a ona od swojej mamy … nie analizowałam dalszych dziejów pierścionka, w każdym razie był przechodnim elementem biżuteryjnym. Mama nazywała go TYGODNIEM, bo składał się z siedmiu pojedynczych obrączek zespolonych ze sobą w jedno niczym siedem dni tygodnia złożone w tydzień. Jednak jego opis jest zupełnie zbędny, bo jakby nie wyglądał bez kontekstu , to w kontekście artykułu, od którego się to wszystko zaczęło, stanowił ewidentną obrączkę noszoną na kciuku. Czy ja w ten sposób ( sama w sobie zupełnie tego nieświadoma) wysyłałam jakieś sygnały? Czy ktoś je odbierał?

A potem jeszcze okazuje się, że prawdopodobnie zamiłowanie do pisania, pociąg do dziennikarstwa i wszystko z tym związane, to proste przełożenie ścisłego związku z celulozą, które akurat tak się u mnie objawia. A jeśli bym sie zagłębiła w całe to moje pisanie, to okazuje się, że moje wielokropki też nie są tak zupełnie oderwane od reszty, bo stanowią ewidentne nawiązanie do życia drwala, a właściwie do jego pracy i są emanacją wiórów.

I od ogłoszenia się zdeklarowaną lesbijką, drastycznego obcięcia włosów i zakupienia kolczyków w kształcie siekiery ( w ogóle ktoś takie produkuje?) … ach ta emanacja wiórów… akapit dotyczący uwielbienia przyrody.

Na dźwięk słowa „grzybobranie” dostaję gęsiej skórki i bynajmniej nie jest ona spowodowana rozkoszą. Każdy grzybiarz może bez obaw puścić mnie po lesie przodem, bo szanse na to, że znajdę tam grzyby są równe tym, że znajdę tam walizkę pełną pieniędzy. Ja tych grzybów zwyczajnie nie widzę i jakoś mi to w życiu nie przeszkadza. Zresztą w ogóle leśne poszukiwania stanowią dla mnie drogę przez mękę, bo na przykład w dzieciństwie zabrano mnie raz ( jeden jedyny, pierwszy i ostatni) na jagody i było to dla mnie tak traumatyczne przeżycie, że nie pamiętam nawet, czy byłam w stanie potem te jagody jeść. Chociaż owoce jako takie uwielbiam, czemu wielokrotnie dawałam wyraz  (również takie wyjęte z wódki, która dzięki temu uzyskuje niebywałe walory smakowe… jagody też nabierają szczególnych właściwości, ale to już zupełnie inna historia).

Poza wszystkim innym ja się w lesie gubię, drzewa dla mnie stanowią labirynt i nawet kilka na krzyż potrafi mnie totalnie zmylić. To nawet nie musi być las, wystarczy park. A na swoje usprawiedliwienie dodam, ze problemów z błądzeniem nie mam w żadnej innej sytuacji w mieście, poza miastem, na łąkach, polnych drogach… wszędzie, gdzie krajobrazu nie stanowią drzewa.

Zwierzętami też się nie zajmuję. Kota mieć nie mogę, bo jestem uczulona. Z psem nie chciałoby mi się wychodzić na spacer skoro świt. A chomik mi zdechł.

I właściwie należy stwierdzić tylko jedno – te lasy i zwierzęta stoją na drodze zmiany orientacji seksualnej … zmiany albo ujawnienia… bo może nie jestem tak zupełnie hetero tylko jednak bi … a może to tylko zbieg okoliczności… bardzo wielu okoliczności… i ta emanacja wiórów … … …

Reklamy

7 thoughts on “Etos drwala i emanacja wiórów

  1. Kapitalne refleksje. Idę się zredefiniować – u mnie też tak jest, może poza pierścionkiem, bo w ogóle nie noszę bizuterii, nawet obrączki. :) Miłego dnia!

  2. Na „starość” zacząłem zwracać na uwagę na ów styl i myśleć o tym jak sprawić by ubiór coś jednak przekazał. Nawet jeśli miałby to być zwykły napis na t-shirt-cie. Nie mam pewności czy to to jakieś konkretne lektury czy „tylko” życie kazało się twardo oderwać od pop-kultury. Swoją drogą szkoda tego uczulenia – życie bez kota jest takie inne.

  3. Trafiłam na tę stronę niedawno i przypadkiem, ale artykuły Bloggerki zaczynają mnie intrygować.
    O ile rozpoznanie lesbijki po sposobie ubierania mogę jeszcze zrozumieć (choć trudno przyjąć, że wszystkie mają jednakowy styl) – to już zupełnie nie wiem, o co chodzi z pozostałymi cechami.
    Wyłoniło mi się z tego: zamiłowanie do pisania, zdecydowana niechęć do grzybobrania i innego zbieractwa związanego z runem leśnym, umiejętność poruszania się w terenie zadrzewionym (albo przeciwnie), nadto życie w otoczeniu zwierząt. Rozumiem, że pani Bloggerka wysnuła takie wnioski po przeczytaniu kilku charakterystyk zawartych – właśnie, gdzie? W książkach, artykułach bardziej lub mniej naukowych? Jestem ciekawa, czy dojdę do tych samych wniosków, czy też zupełnie innych, dlatego proszę o podanie źródeł.
    Jeszcze jedna prośba, o której napisałam przy okazji innego komentarza, ale widzę powtarzający się błąd. „ Z resztą” w garści można odejść od kasy, kiedy pani kasjerka nam tę resztę wyda lub też z całą resztą można sobie poradzić. Natomiast „zresztą” w znaczeniu: ponadto, oprócz tego, swoją drogą, z drugiej strony – zawsze piszemy razem.

  4. W sumie łatwo można było znaleźć, wystarczy wpisać w google tytuł artykułu, na który siępowołuje
    Ale już spieszę z pomocą: http://dwiepanie.blox.pl/2010/08/Jak-rozpoznac-lesbijke.html

    Ja się popłakałam ze śmiechu czytając ten tekst, tym bardziej że znalazłam go w trakcie poszukiwań powaznych opracowań tematu.
    I tak mi się mój tekst pod tym wpływem pojawił

    Błędów to ja ciągle znajduje WIELE niestety, pisze szybko i chyba ciągle niedbale.
    Ale postaram się poprawiać wszystko

    • Dziekuję, sprawdziłam. Nie miałam siły doczytać do końca i nie późna pora była przeszkodą, bynajmniej. Tym bardziej nie mam siły tamtego tekstu skomentować. Opadło mi wszystko z wielkim hukiem.
      Przepraszam, że zapytam – kim jest Fioletowa: autorką bloga czy jego czytelniczką? Z powyższej odpowiedzi wynika, że pierwszą z nich – co byłoby dla mnie dużym zaskoczeniem.

      • „Przeleciałam” – może trochę pospiesznie – po kilku innych wpisach. Fioletowa JEST autorką bloga. Moja córka powiedziałaby prawdopodobnie, że „mam skapę, jak kozy Hadziuka”, ale za nic nie pochwalę się jej moją spostrzegawczością. Co nie przeszkadza, że jestem tym zaskoczona. Przyczyna jest dość prosta – artykuły tematyczne są napisane w sposób interesujący, świadczący o błyskotliwości, poczuciu humoru i wrażliwości ich autorki, z elementem dystansu do tematu, choć nie całkiem wykluczającym zaangażowanie emocjonalne – a odpowiedzi na komentarze już niekoniecznie. Jakbym czytała teksty dwóch zupełnie różnych osób. Jest jeden tekst grudniowy (bardzo piękny, zresztą), do którego się odniosłam komentarzem. I pojawiła się odpowiedź – jak dla mnie, w tym kontekście, strzał kulą w płot. Albo może próba wycofania… Chyba nie rozumiem. Ale nie przepisu, że wszystko trzeba rozumieć. Monopolu na rację też nie mam. To tylko jeden przykład. Inny tekst zebrał masę komentarzy. Coś tam napisałam komentująco -krótko, bo rzecz wydawała się nie bardzo skomplikowana. Ale, że z wiekiem wszystko wydaje się prostsze – chyba nie zostałam zrozumiana tym razem ja. Dlatego napiszę jeszcze, kiedyś, nie dziś.

  5. Odpowiedź jest prosta – Fioletowa, autorka bloga, JA jest osobą skrajnie emocjonlną.
    O ile teksty bloga pisze w spokoju, studząć emocje i przynajmniej w założeniu na zimno ( chocprzy niektórych tekstach się nie da) to odpowiedzi na komentarze są skrajnie emocjonalne, czasem pozbawione przez to ładu i składu, może nawet sensu i uwłaczające inteligencji nie tylko piszącej, ale i czytających ;)
    Taka jest bowiem Fioletowa, ktora się stara o logikę działań, ale czasem jej tego brakuje.

    Dziękuję za miłe słowe i postaram się dążyć do blogowej doskonałości ( doskonałości życiowej nie obiecuje nawet sobie samej)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s