Śrubokręt narzędziem feminizmu

Pierwszy raz zauważyłam to na zdjęciu. To samo spojrzenie, ten sam wyraz twarzy i jakieś takie ogólne wrażenie sprawiło, że zaczęłam sobie samej przypominać moją mamę. Czasem mnie to cieszy, czasem smuci, czasem złości. Nie jestem taka jak ona, ale nigdy też nie walczyłam o swoją odmienność, bo byłam inna i tyle. Jednak podobieństwo fizyczne kazało mi sie zastanowić, czy nie ma między nami też podobieństwa innego.

I je także odnalazłam. Trudno mi się było porównywać do mamy z okresu przed moim pojawieniem. Nie znałam jej wtedy, więc nie mam pojęcia jaka była. Jednak wiem, jaka była i jest jako matka, żona, kobieta domowa i zawodowa.

Jestem coraz bardziej podobna do mamy. Z przesuszonymi i szorstkimi dłońmi, które zbyt często są moczone w wodzie z dodatkiem proszku, mydła, płynu do naczyń i innych ustrojstw, którymi rynek nas zalewa. Niczym orkę na ugorze uprawiam wycinanie skórek, a one odrastają szybciej, niż ja napisałam to zdanie. Jestem do niej podobna, gdy planuje obiad na kolejny dzień – dni. Gdy zastanawiam się kiedy zrobić pranie, czy je uprasować, kiedy sprzątnąć i jak wpasować to wszystko w inne obowiązki takie jak praca, zakupy czy spacer z dzieckiem. W takich chwilach widzę, że robimy to samo, chociaż zastanawiam się, czy to podobieństwo wynika z pokrewieństwa czy raczej z tej samej płci. W końcu obie jesteśmy kobietami w ten czy inny sposób odpowiedzialnymi za życie domowe. Dlatego widzę to i się z tym godzę, że do mamy podobna w pewnych aspektach jestem. Czytaj dalej