Feminizm na cenzurowanym

Nic nie irytuje społeczeństwa tak jak feministka. Podobno nie jest to już kobieta, bo nie może być. Prawdziwa kobieta z pasją oddaje się gotowaniu obiadu i spełnia się odkurzając dywan. Tylko w ten sposób może ona bowiem udowodnić miłość do mężczyzny i całej rodziny. Jej miarą jest czysta podłoga w kuchni i porządek w szafie.
A taka feministka, która jeszcze spełnia się w swojej pracy, bo to ona jest jej pasją a nie doprowadzanie wanny do stanu sterylności, to musi być jakiś wybryk natury, porażka ewolucji i prawdopodobnie jedno wielkie nieporozumienie.
Zresztą kobiety, które do pracy chodzą, bo muszą, bo tak trzeba i nie ma w tym przyjemności, ale po powrocie z tejże oddają się z uwielbieniem pielęgnacji gospodarstwa domowego, które jest ich prawdziwym przeznaczeniem, również takiej feministki nie rozumieją. Jak ona może nie myć wszystkiego 3 razy dziennie, skoro się brudzi? Jak może nie uprasować wszystkiego natychmiast po zdjęciu ze sznurka, albo O ZGROZA nie uprasować tego wcale, tylko włożyć do szafy? Takie ubrania zupełnie nie nadają się do noszenia i pewnie dzieci pomrą przez to na jakąś tajemniczą zarazę.

Feministka to czyste zło
W ogóle nie wiadomo co z tym tworem zrobić. Niektórzy mężczyźni uznają, że najlepiej TOTO przeruchać, bo najwyraźniej babie się z braku seksu w mózgu poprzewracało i jak ją odpowiedni samiec oporządzi, to wróci na utarte przez patriarchat tory.
OTÓŻ nie wystarczy. Miło by było, żeby samiec był w stanie, jednak nie o to w tym wszystkim chodzi.
Wbrew pozorom i myślom tych, którzy doskonale spełniają się w podziale obowiązku typu :mężczyzna jest głową rodziny, myśliwym polującym na zwierzynę a kobieta jest boginią domowego ogniska, która tę zwierzynę oporządza , kobiety i mężczyźni są w budowie dosyć do siebie podobni. Naprawdę może trudno w to uwierzyć, ale zdrowe organizmy męskie i żeńskie posiadają dwie ręce, dwie nogi i głowę zawierającą mózg. Co z tego wynika? Wynika z tego, że pozmywać może zarówno mężczyzna jak i kobieta. I nie przemawiają do mnie zabawne żarciki, że to niewiasty są do zmywania stworzone poprzez mniejsze stopy, dzięki którym bliżej zlewu dochodzą. Podobnie sprawa wygląda w przypadku wszystkich czynności domowych od ugotowania obiadu po umycie sedesu.
Niestety wielu mężczyzn żyje w przekonaniu, że oni jako zarabiający na dom, nie musza się innymi aspektami utrzymania tego domu przejmować. Wtórują im kobiety, które także maja ograniczone wyobrażenie o życiu i własnej w nim roli. Rodzą, wychowują, gotują i sprzątają. Jakby zupełnie nie zauważając, że przy okazji również pracują, dokładnie tak jak mężczyzna i przynoszą do domu tak samo pieniądze, które czasem są nawet większe niż ten męski wkład. No ale liczy się tradycja. Tradycyjny podział ról, tradycyjna budowa rodziny, tradycyjne upychanie kobiety do kuchni, bo tam sie sprawdza najlepiej. A potem tradycyjne biadolenie, że w sypialni już się tak nie sprawdza.
Tylko dlaczego ta tradycja nie przenosi nas w czasy, gdy mężczyzna naprawdę zarabiał bardzo dużo, a kobieta leżała i pachniała… no tak, były też wtedy kobiety, które nie leżały i nie pachniały, tylko pracowały za te, które leżały … Bardzo to wszystko skomplikowane.

W każdym razie feministki są BE, bo nie chcą być CACY.
Gotują tak długo, jak długo sprawia im to przyjemność i nie dlatego, że muszą, ale że chcą. I lubią jeszcze być za to pochwalone, bo gotowanie nie jest ich obowiązkiem, tylko czymś, co właśnie robią z miłości do innych członków rodziny. Ale jeśli ci członkowie także je kochają, to oczekują wzajemności również w kulinarnym aspekcie.
Podłogę myją jak jest brudna, a nie po przygotowaniu każdego posiłku. Pranie robią jak szafa się opróżnia, a prasują tylko to, co muszą.
I nie są to baby, które mają wąsy, są lesbijkami i nienawidzą mężczyzn. Mogą kochać albo nie kochać kogo chcą. Ale na pewno nie samca, tylko ewentualnie MĘŻCZYZNĘ.

Advertisements

30 thoughts on “Feminizm na cenzurowanym

  1. Skoro ci beznadziejni ale jednocześnie bogaci mężczyźni potrafią utrzymać całą rodzinę (obecnie ewenement) to może brać lepiej bezrobotnego? Będzie siedział w domu dołował się i może przy okazji pozmywa poczuwając się do pomocy.

    Kobiety myślą, że mężczyzna w pracy i w domu to dwie różne osoby. A to jest jedna osoba. Mężczyzna walczy na drodze i w pracy to baki ma testosteron, że tak powiem. I to właśnie ten testosteron pozwala mu tyle zarobić. Jeśli kobieta chce go ugłaskać do konsystencji przewidzianej przez małżeński regulamin to i jego zarobki spadną. Spadną z tej prostej przyczyny, że wypali się w nim wola walki. Z samca wojownika zrobi się potulny zwierz kanapowy.

    O to Wam Laseczki chodzi?

  2. Większego absurdu napisać się nie da. Zwłaszcza , że kobiety zarabiają tak samo, walcza tak samo … ale w myśl tej zasady taka udomowiona i ugarowiona baba moze mieć ochote na seks raz na rok, bo jej testosteron do poziomu zero spada
    I mężczyzna za ten jeden raz powinien być wdzięczny, bo sam sobie jest winien

    Dobra nie ide dalej w te rejony absurdu

  3. Walka kobiet ma inne przyczyny. Mężczyzna walczy by budować swoje EGO a nie domowe ognisko jak to się kobietom wydaje. Kobiety życzeniowo myślą, że mężczyźni żenią się z nimi dla ich urody czy seksu. Bzdura. Prawda jest taka, że żenią się tylko po to, by przekazać dalej geny. Seks małżeński jest dla mężczyzny całkowicie zbędny. Bzyknie sekretarkę co mu sprawi dwa razy tyle przyjemności.

  4. Tu nie ma się co denerwować czy wzajemnie obarczać mało szlachetnym podejściem do rzeczywistości. Trzeba po prostu znaleźć sobie do pary taki egzemplarz, który można że tak kolokwialnie powiem „urobić do zmywania”. Sądzę ponadto, że owa urabialność to cecha genetyczna i nie da się stwora niezmywającego zmienić pokojowo w zmywającego. Może wałkiem? Innego sposobu nie widzę.

  5. Podobnie z kobieta. Jakos nie widze, żeby ewolucja mnie wyposazuyła w płetwy czy błony miedzypalcowe …
    No ale wielu mężczyzn uważa, ze są do wyższych celów stworzeni, a oporzadzanie to babska sprawa

    • Tak, to prawda. Wielu mężczyzn ma takie podejście do kobiet. Ale chyba nie można zaprzeczyć, że wiele kobiet ochoczo godzi się na taki układ. Nie godzą się m.in. wojujące feministki – czy to dobrze niech same ocenią odśnieżając podjazd do garażu. Ja nie będę im w niczym pomagał – jestem za równouprawnieniem.

      Co do facetów – ich taka postawa boli jak drzazga w fiucie. Tak samo ich to mierzi jak sex lesbijek nienagrany na płytę DVD. Nie mogą sobie na to pozwolić ponieważ zwyczajnie „ubywa im towaru”. Bo prawdziwy samiec nigdy nie chce być stratny nawet jeśli strata jest tylko pośrednia!

      A dybym był kobietą to nie zamieszkałbym z takim pasożytem co się nie dokłada do domowych obowiązków. Ale są takie co mieszkają i chwała im za to ;)

  6. Najczęściej jest tak, że tyle dajemy i dostajemy, na ile się zgadzamy. Czasem dopiero po latach uświadamiamy sobie, że do dotychczas dawaliśmy za wiele, w zamian dostając zbyt mało. Ale czyja to wina, skoro była w tym nasza zgoda?
    Na marginesie – „zresztą” piszemy razem.

    • Widzę Weroniko, że wyjątkowo przypadły Ci do gustu teksty feministyczne. Ale w sprawach damsko-męskich wypowiadasz się z lekką naiwnością.
      Mnie już na nią nie stać.

      • To nie naiwność – raczej brak goryczy i umiejętność spojrzenia na problem z szerszej perdpektywy niż niepowodzenia na polu prywatnym.

  7. Mam nadzieje, że Tobie trafi siewyjątkowy egzemplarz, bo niestety moje obserwacje nie dotyczą tylko mnie samej i moich relacji, sle kwestii bardziej ogólnych. Oby ta Twoja wiara w mężczyzn nie sprowadziła CIę kiedyś do parteru. Z resztą w kobiety też, bo niektóre są jeszcze lepsze w tej kwestii od mężczyzn.

    Moze rzeczywiście żyjesz w idealnym świecie, gdzie mężczyźni są mądrzy, zaradni, pracowici i chętni do współdzielenia obowiązkami życiowymi. Piękny to musi być świat.

  8. „Wiara w mężczyzn”? Mocno hipokryzją zalatuje. Dlaczego kobiety zawsze twierdzą, że wina czy też brak reakcji musi być po „JEGO” stronie? Może zbyt wiele oczekujecie? A ile teraz chodzi po świecie tzw. wyjątkowych kobiet? Wszyscy wyrównali do pewnego popkulturowego poziomu olewania wszystkich i wszystkiego. Osobiście obserwują tak samo liczną grupę kiepskich mężów jak i żon.

  9. Osobiście to ja obserwuję rzesze kobiet samotnie wychowujących dzieci, bo mężczyznom zabawa w dom sie znudziła.
    I to na bardzo różnym etapie.
    A czasem po tym, jak usilnie te kobiety przekonywali, że tak, że chca, ze są gotowi, że dziecko, że rodzina …
    NO i sie głupie przekonać dały

  10. Żyjemy w XXI a nie XVI wieku! Nikt panny nie będzie na stosie smalił jak nam nowego rodaka nie urodzi! Jak jej nie pasuje nagle opieka nad dzieckiem niech odda dziecko do bidula. Można też podpisać kontrakt z mężczyzną, że przez 20 lat ten będzie dawał 1000$ miesięcznie na dziecko? Zaufanie? Między bajki sobie to można włożyć. Dzieci to nie radość tylko pełne pieluchy ale niektórym nie da się tego przełożyć na ludzki język. Należy wyzbyć się pierwotnych instynktów a przynajmniej racjonalnie kontrolować ich wpływ na codzienne życie.

  11. NO to może z innej strony …
    Dwie osoby – kobieta i mężczyzna – postanawiają być razem, zbudowac rodzine, mieć dziecko …
    Plan realizują
    Po czym np. panu się odmienia, stwierdza, że wcale tak naprawdę nie chce tej rodziny i tego dziecka, bo to obowiązki, bo to problemy …
    NO i co?
    Znaczy oddają dziecko do Domu Dziecka i udają, ze to wszystko nie miało miejsca?

    ANO NIE
    Pan sobei odchodzi i jeszcze święte oburzenie prezentuje, że alimenty płacić musi, bo przeciew wyraźnie powiedział ZE SIĘ POMYLIŁ I TEGO WSZYSTKIEGO NIE CHCE
    A pani dziecko wychowuje dalej sama

    Takich przykładów jest na kopy, bo niestety wielu takich panow jest
    Czy panie też takie są?
    Ano są, ale jest ich mniej. Ale też bardziej są potępiane ( co jednak świadczy o tym ,że nadal ten XVI wiek mamy)

    • „Dwie osoby – kobieta i mężczyzna – postanawiają być razem, zbudowac rodzine, mieć dziecko …”

      Twój wywód oparty jest o kłamstwo (brak prawdy) więc w zasadzie każde wnioski są błędne.

      Jeśli ktoś postanawia coś na 20-30 lat (dzieci czy kredyt) to trzeba mu to „wytatuować na czole” a jeśli tatuażu nie chce zrobić to znaczy, że jego postanowienie jest tyle warte co…

      • Rekombinacje, naprawdę nie uważam, żebym miała prawo do obrażania ludzi i staram się nigdy tego nie robić. Ale boję się, że w Twoim przypadku to bardzo trudne. Czytam Twoje komentarze i mam wrażenie, że nie mówimy tym samym językiem. Bardzo Cię proszę, przeczytaj swój komentarz, zanim go opublikujesz. Jak nie zauważysz w nim nic niestosownego, to przeczytaj jeszcze raz, a potem jeszcze raz i tak do skutku, aż zrezygnujesz z publikacji.
        Można napisać swoją opinię dotyczącą tekstu, ale niech to ma jakiś poziom – jeśli już nie stylistyczny, to przynajmniej niech mieści się w granicach odrobiny ogłady, kultury i niech z tych komentarzy coś wynika – np. dowód na to, że posiadasz umiejętność myślenia. A tu całkiem nic. Może to nie jest po prostu blog dla Ciebie?
        Przyznaję, że Fioletowa używając wulgaryzmu, mogła Cię w jakiś sposób upoważnić do poczucia, że to Twoja „liga”. Czasem użycie wulgaryzmu ma wzmóc siłę tekstu, tu akurat nie uważam, żeby było uzasadnione. Ale już trudno, poszło. Ty wykorzystałeś przyzwolenie do granic możliwości i od pewnego czasu jest to mocno niestrawne.

  12. W moim pojęciu:
    tatuaż to nie cyrograf tylko dzieło sztuki
    A teksty o tatuowaniu czegoś na czole są równie sensowne, jak deklaracja obcięcia sobie ręki

    Dlatego nei widzę zasadności dalszej dyskusji w tym duchu

    • “Having a baby is like getting a tattoo on your face. You really need to be certain it’s what you want before you commit.”
      ― Elizabeth Gilbert, Eat, Pray, Love

      • No prawie jak Kartezjusz. Naprawdę.
        Chociaz w sumie … przekładanie każdej metafory na życie w stosunku jeden do jednego nawet z Kartezjusza zrobiłoby idiotę.
        Teraz czekam na odpowiedni cytat z Coelho jeszcze.

  13. A na marginesie – ani tatuażu nocami tarką nie trę w celu usunięcia, ani dziecka poduszką nie przyduszam jak nikt nie patrzy, więc można chyba uznać, że w moim przypadku obie decyzje były dojrzałe

  14. Artykuł zadziorny, wiele komentarzy, odpowiedzi na nie, odpowiedzi na odpowiedzi… w sumie dobrze, że ta dyskusja toczy się wirtualnie, bo podobne bicie piany twarzą w twarz mogłoby być trudne do wytrzymania. A może wystarczyłoby to tylko usystematyzować. Nie, żeby od razu znaleźć lekarstwo na nieporozumienia między ludźmi, ale chociaż oddzielić emocje od założeń, a te od wyobrażeń.
    Zacznę od pojęcia feminizmu, który w pierwotnym założeniu był ruchem społecznym dążącym do tego, by kobietom dano takie same prawa, jak mężczyznom w kwestii prawa do wykształcenia, prawa głosowania, prawa do pracy z tymże wywalczonym wykształceniem spójnej, samostanowienia w kwestiach finansowych, zawodowych, prywatnych, rodzinnych. Rzeczy zupełnie oczywiste, ponieważ zarówno kobieta, jak i mężczyzna są przedstawicielami tego samego gatunku homo sapiens czyli człowieka rozumnego, w związku z czym nie ma ani jednego powodu, żeby jedno dominowało nad drugim i za niego decydowało –ze względu na płeć. I to w obie strony. Chyba, że jedno z dwojga jest bezrozumne i drugie musi wziąć za pierwsze odpowiedzialność, a trudno o odpowiedzialność bez prawa decyzyjnego. Też w obie strony. Ale rozumiem, że to skrajne przypadki i nie o takich rozmawiamy.
    Wracając do feminizmu – właściwie dziwne, że od początku ludzkości tak nie było, ale z jednej strony powodowały to warunki życia , a z drugiej – umówmy się, że ten homo nie tak od razu był sapiens, a w każdym razie nie bardzo sapiens. Trudno zatem nie zgodzić się z ideą tak przedstawionego feminizmu. Ruch społeczno – ideologiczny poszedł dalej i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby stawiał sobie po prostu nowe cele i zadania, ale rozpadł się jak Wszechświat po Wielkim Wybuchu na wiele planet tak różnorodnych, że trudno być częścią każdej z nich. Taki np. feminizm radykalny, dążący do rewolucyjnego przekształcenia społeczeństwa, gdzie rewolucja miałby dotyczyć m.in. przekształcenia tradycyjnych ról płciowych: czy to znaczy, że miałabym brać pod uwagę pracę w charakterze górnika fedrującego na przodku? A jak już wyrąbię kilka metrów korytarza, to po powrocie do domu wespół z życiowym partnerem zabierzemy się za wspólne gotowanie obiadu – zgodnie z równouprawnieniem? Ja wiem, że ten przykład jest radykalny, ale jak głosi się radykalne poglądy, to trzeba liczyć się z radykalną ripostą. Też się, a związku z tym, z nią liczę. Żeby nie było nieporozumień – to nie jest atak na Fioletową, bo wcale nie musi być feministką radykalną, to jedynie komentarz do założeń radykalnego feminizmu.
    Kolejne planety to: feminizm postmodernistyczny, egzystencjalny, anarchistyczny, zorientowany psychoanalitycznie, marksistowski i socjalistyczny, chrześcijański, lesbijski i ekofeminizm. Nie wiem, czy udało mi się wymienić wszystkie, ale tyle wystarczy, żeby zobaczyć, co z takiego połączenia może wyjść. Moim skromnym zdaniem – istotnie – z takim tworem zupełnie nie wiadomo, co zrobić. Nie mam zamiaru omawiać każdego z nich, w końcu wiedza jest powszechnie dostępna i kto zainteresowany – niech poczyta. Ale z takiego feminizmu lesbijskiego wyłania się „Seksmisja” – z tym, że bez akcentu komedii, za to z połączenia feminizmu zorientowanego psychoanalitycznie i feminizmu anarchistycznego wyłania mi się psychiatra, u którego będę zmuszona leczyć stan kryzysu tożsamości – jeśli wcześniej utożsamię się z tymi nurtami. Dlatego nie utożsamię się z feminizmem ani innym -izmem, ani też z żadną grupą głoszącą wespół takie czy inne poglądy. Bo stać mnie na własne. Bo uważam, że każdy człowiek jest jednostką niepowtarzalną i jakakolwiek próba „przycięcia” go tak, żeby wpasował się w ramy jakiejś nazwanej ideologii jest zrobieniem mu krzywdy. Nie muszę być feministką, żeby mieć prawo do samorealizacji i samodecydowania. Wystarczy, że jestem człowiekiem.
    Wracając do stosunków międzyludzkich na małym podwórku, jakim jest partnerstwo dwojga ludzi, którzy postanowili razem spędzić życie, to uważam, że podział ról i obowiązków jest wynikiem umowy między nimi, a nie wypadkową przepychanek feministyczno- seksistowskich. Mam wrażenie, że jak się czegoś oczekuje od drugiego człowieka, to najlepiej mu o tym powiedzieć, bo zupełnym przypadkiem może się zdarzyć, że nie jest jasnowidzem i nie zgadnie. Czasem warto nawet poprosić. A już zupełnie słusznie byłoby ustalić zasady, jakie będą obowiązywały we wspólnym domu. I trzymać się tych zasad. Mogą zaistnieć warunki wyjątkowe, które na jakiś czas wprowadzą zmiany w rozdzielaniu obowiązków: może to być choroba jednego z partnerów, pojawienie się kolejnych dzieci, czy czasowa rezygnacja z pracy zawodowej z takich czy innych przyczyn. Zawsze chyba można o nowej sytuacji porozmawiać.
    Która z pań przerobiła ze swoim partnerem lekcję dotyczącą zasad wspólnego życia?
    Panie twierdzą, że partner na początku się starał, a później przestał. Oboje na początku się starali. Potem przychodzi codzienne życie i już niekoniecznie po trudnym dniu chce się pięknie wyglądać i szeroko uśmiechać.
    A jak wyglądał pierwszy wspólny obiad w domu? Jeśli kobieta samodzielnie go przygotowała, a później jeszcze zostawiła sobie przywilej pozmywania, ze szczęściem patrząc za zadowolone oblicze swojego mężczyzny, to czemu miałby jej to szczęście kiedykolwiek odbierać? A może starał się i pozmywał? To niechby tak zostało. Za którymś razem był bardzo zmęczony i nie pozmywał? Można zostawić gary do czasu aż odpocznie (w końcu nie zgniją przez jeden dzień), można też zrozumieć zmęczenie i zrobić to za niego – następnym razem niech on zrobi coś za nią. Można też nie zareagować na to, że on nie widzi wszystkiego, do jest do zrobienia i resztkami sił wyszorować gary, podłogi i wannę. A potem usiąść i zapłakać nad swoim nieszczęściem, któremu może można było zapobiec. Rozmawiając. Jeśli rozmowa z drugim człowiekiem nie skutkuje porozumieniem, to oznacza, że tych dwoje ma zupełnie różne poglądy. I albo wypracują kompromis albo razem się nie da. Tylko, że najlepiej, aby te poglądy zostały skonfrontowane zanim zacznie się wspólne życie.
    I pod warunkiem, że mówimy o ludziach dojrzałych do podejmowania decyzji, o ukształtowanych poglądach.
    I feminizm nie ma z tym nic wspólnego. Ani moja wiara w mężczyzn. Wierzyć można w Boga albo w czary-mary. Mężczyźni nie są egzemplarzami, są ludźmi, rozumnymi. Choć nie wszyscy. Tak, jak kobiety są ludźmi, rozumnymi. Choć też nie wszystkie.

  15. @weronika powiedział/a
    30 Grudzień 2012 @ 22:05

    No prosze Cie wyloozuj… Wytykasz sobie i innym bledy oraz literowki. Po co? Teraz jeszcze skutecznie jedziesz po moim poziomie. Jesli chcesz naprawic swiat czyszczac siec z ‚oszolomow’ o innych pogladach niz sama posiadasz to wymiekam.

    Nie mam zupelnie ochoty spierac sie o poziom wypowiedzi. A jesli Fioletowa uzna, ze tylko Twoje sa godne uwagi a moje to smietnik to z pewnoscia je wykasuje.

    Odroznij dyskusje od kolka wzajemnej adoracji, ktore jak rozumiem preferujesz.

    Weronika przemowila – nie posiadam umiejetnosci myslenia :) Podziwiam Twa skromnosc!

    Jak ja nie cierpie Smerfow i ludzi noszacych nos wyzej okularow!

  16. Dużo i różnorodnie, ale odniosę sięwybiórczo.

    Od zarania ludzkości to właśnie było tak, że kobiety były najwazniejsze w plemieniu, ale potem kwestie rodzicielskie to pozmieniały. To znaczy samce lubiły wiedzieć, że wychowuja swoje dzieci, wiec łatwiej było w patriarchalnym społeczeństwie z zamkniętą w domu żoną o taką pewność.

    Feminizmów jest wiele i są różnorodne jak wiele różnorodnych kobiet na świecie.

    A co jeśli warunki ustalone, zasady i te wszystkie podziały, a … potem komuś się odwidzi, bo jednak nei, bo po co, bo moze druga strona…
    i to dotyczy obu stron, ale z uwagi na moją cholerną obowiązkowość, to ja sie ze swojego grajdoła wypowiadam i o ile gary w zlewie by mi przez dzien nie przeszkadzały, to głodne wyjące dziecko juz raczej tak.

    I nie zawsze rozmowy przynosza skutek
    Ba często rozmowy to wyłącznie słowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s