Wiara w Boga to pójście na łatwiznę

Najpierw mnie ochrzczono nie pytając o zdanie. Ale pewnie, gdyby mnie wtedy ( no może nie dokładnie gdy mnie chrzczono, bo aż tak wybitnym dzieckiem nie byłam, żeby mówić w wieku kilku miesięcy, ale gdzieś w dzieciństwie) zapytano o zdanie, to bym przystała na propozycję.

Potem poszłam do komunii i tutaj już bardziej świadomie, co nie jest popularne w obecnej chwili, bo dzieci nie kojarzą całego zamieszania z kawałkiem opłatka na języku, tylko z rowerami, komputerami i tysiącami złotych w kopertach.

Aż dotarłam do bierzmowania i był to ewidentny początek końca, gdyż przygotowania do tegoż wydarzenia zagłębiły mnie w meandry religii ostatecznie. Już wcześniej interesowałam się nie tylko chrześcijaństwem i tym, ile z niego pozostałą w katolicyzmie ( bardzo mało zostało, w sumie gdyby nie liczyć postaci Jezusa występującej w obu, to można uznać, że nie zostało nic; w piękny sposób religia miłości przekształciła się w religię potępienia i strachu). Czytałam o judaizmie, o buddyzmie i zastanawiałam się nad sensem rozdzierania Boga na różne religie, skoro niby jest jeden.

Nie będę analizować poszczególnych kroków mojego zaprzeczenia i zwątpienia. Boga postrzegałam jako bezpłciową ( nie zgadzam się na BOGA OJCA, bo uważam, że jeśli istniałby Bóg byłby niczym pramatka Murzynką), nie odnosiłam go do żadnej konkretnej religii i jakoś nie potrzebowałam konkretnych wyuczonych na pamięć przykazań by wiedzieć, że nie należy krzywdzić kogoś innego.

Teraz coraz częściej skłaniam się do tego, że istnieje we wszechświecie siła sprawcza, a szczególnie istnieje ona w historii ludzkości, jednak jest nią ludzki umysł.

Człowiek potrafi wiele zdziałać dzięki temu, że potrafi myśleć. Oczywiście nie każdy przedstawiciel ludzkości charakteryzuje się tą cechą, jednak nadal większość (choć trudno w to często uwierzyć) potrafi myśleć, wymyślać i wcielać to w czyn. Nie potrzebujemy manny z nieba, żeby sie najeść. Nie potrzebujemy  kamiennych tablic, żeby odróżnić dobro od zła.  Wierząc w swoją moc sprawczą wierzymy w najpotężniejszą siłę wszechświata. Przynajmniej ja tak to czuję.

Oczywiście czasem, gdy jest mi źle, gdy nic mi nie wychodzi, każde działania nie przynosi żadnego skutku albo skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego, nie potrafię zebrać życia do kupy i wszystkiego mi się odechciewa, pojawia się we mnie wypracowany przez lata odruch pomodlenia się, żeby się ułożyło. Ale zaraz przypominam sobie, że przecież nie dziękuję już Bogu za każdy dobrze przeżyty dzień, za każde powodzenie i sukces. Biorę za nie pełną odpowiedzialność i wszystkie one są rezultatem moich decyzji i działań. Dlaczego w przypadku niepowodzeń miałabym robić inaczej?

Wiara w Boga to pójście na łatwiznę. Łatwiej jest zepchnąć to na wyższą moc sprawczą, oddać w jej władanie wszystko, co nas dotyczy, odciąć się od możliwości decydowania o  własnym losie. Mamy przecież gotowe przeróżne usprawiedliwienia naszego braku aktywności w tym zakresie. Bóg tak chciał. Wola boska. Niech sie dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba. Hasła na każdą okazję, które niewiele znaczą. Albo nie znaczą nic. BO co to znaczy ,że Bóg tak chciał, gdy umiera nam ktoś bliski, gdy odchodzi kto, na kim nam zależy, gdy wali nam się świat? Ze sobie obmyślił, że to totalne cierpienie, które odczuwamy tak nas niebywale uszlachetni? A jeśli nie uszlachetni, tylko zmieni nasze serce w kamień i już zawsze będziemy źli, okrutni albo nieczuli i obojętni? Taki jest boski plan? Tozto jakiś absurd w założeniu.

I jeszcze to hasło, które właśnie wielu składa ręce w sytuacjach kryzysowych: Jak trwoga to do Boga. No bo oczywiście jak jest dobrze, to znaczy, że sami tak sobie świetnie radzimy. A jak jest źle, to niczym dzieci potrzebujemy rodzica, który wytrze nam nos i pogłaszcze po głowie. Nie wytrze, nie pogłaszcze, nawet jak będziemy prosić godzinami.

Chyba, że potraktujemy modlitwę jako rodzaj medytacji i skupiania się na tym, czego najbardziej pragniemy. Ale to już jest siła naszego własnego umysłu…

A co z chorobą, wypadkami czy innymi tego typu czynnikami, które nieba rdzo od nas samych zależą, przynajmniej na tym podstawowym poziomie? To są czynniki losowe. Nie ma klucza, nie ma żadnej prawidłowości. W żaden Biblii, Koranie czy Torze nie ma zapisanego logarytmu ( chociaż w kwestii kabały nie mam takiej 100% pewności), który pozwoli obliczyć za jakie grzechy jaka kara nas spotka. Nie ma przełożenia, bo gdyby takowe było, to chorowaliby głównie mordercy i gwałciciele, a nie było żadnych dziecięcych oddziałów onkologicznych.

Nasze życie jest naszym ciężkim zadaniem, za które tylko my odpowiadamy.  Każda decyzja- dobra i zła- jest nasz własna. Każde zdarzenie jest wynikiem naszych działań.  Może tak funkcjonując nie jest łatwiej, ale prawdziwiej.

Reklamy

2 thoughts on “Wiara w Boga to pójście na łatwiznę

  1. Nie jest łatwo być niewierzącym w religijnym kraju. Każdy głos rozsądku jest tłumiony tłumny nawoływaniem i głośną medialną modlitwą. Można jednak przemyśleć wszystko samodzielnie, odseparować się od KK i TV i żyć z zgodzie z sobą bez obłudy otaczającego świata. Oświecenie to jedyna rozsądna droga mądrego człowieka. Odwaga i poszukiwanie cechują jednostki nietuzinkowe i za to im chwała.

    I nie ma co się zastanawiać nad prawdziwością tezy o nieistnieniu czegokolwiek „wyższego” niż ludzki hedonizm. Wystarczy zadać osobnikowi pytanie czy byłby katolikiem gdyby urodził się w Iranie. To proste stwierdzenie sprowadza wiarę do tradycji co nie nie jest bynajmniej niczym wyższym czego chciałby osoby uduchowione. Ale szaleństwem jest dyskutować z osobami religijnymi. Podobnie szaleństwem jest starać się brać na logikę ich argumenty.

    By być normalnym trzeba tylko pamiętać, że żyjemy w XXI a nie XVI wieku.

  2. Mnie zaś wydaje się, że właśnie pójściem na łatwiznę jest twierdzenie przeciwne. Ale – nie zamierzam polemizować. Wystarczy – parafrazując postawione w komentarzu wyżej pytanie – zapytać się samego siebie – czy gdybym urodził się w USA i miałbym czarny kolor skóry, to zamiast muzyki klasycznej bawiłby mnie rap…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s