Moja ulica

Film „Moja ulica” opowiada o jednej ulicy Łodzi, która łączy stare z nowym, popsute z naprawionym, robotnicze z kapitalistycznym.

Film „Moja ulica” opowiada o tym, jak stara i zniszczona fabryka zamienia się w nowoczesne centrum kulturalno, rozrywkowo-handlowe.

Film „Moja ulica” opowiada o LUDZIACH. Bo to oni tworzyli Łódź robotniczą, to oni budowali to miasto, to oni przeżywają w nim i z nim wzloty i upadki. Z niektórych, tak jak i miasto, się nie podnoszą.

Rodzina Furmańczyków związana była i jest z ulicą Ogrodową  dwustronnie. Nie tylko fizycznie czy geograficznie, ale duchowo i emocjonalnie. Po jednej stronie mieszkają, po drugiej pracowali. Pięć pokoleń budujących przemysłową potęgę Łodzi. Pięć pokoleń wyrzuconych do kosza historii wraz z tym przemysłem.

Zrujnowaną fabrykę po latach zaczęto remontować i na jej bazie tworzyć nową jakość. Zrujnowanymi ludźmi nikt się nie przejmuje. Pozostawieni sami sobie nie widzą nadziei w dokonywanych dookoła nich przemianach, bo one ich nie dotyczą.

To obraz ludzi, dla których wielkie rzeczy, wydarzenia i sytuacje to bardzo odległy świat. Babcia Furmańczyk nie wie, którą stroną weszła do Europy i trudno jej się dziwić, bo przecież nigdzie nie wchodziła, siedzi gdzie siedziała, a jednak wszystko się zmieniło niejako w międzyczasie.

Cała rodzina czeka na jakiś cud, że coś się zmieni, że jakoś się uda. Ci, którzy podwijają rękawy i biorą się do pracy żyją nadal. Ci, którzy nie potrafią odnaleźć siew nowej rzeczywistości popadają w stan wegetacji.

A dookoła trwają przemiany systemowe, których końca nie widać. Wszystko zmienia się w takim tempie, że trudno za tym nadążyć. Codziennie wygląda się z okna na tę samą, a tak zupełnie inną ulicę. Oddzielającą stare od nowego, bogate od biednego.

Wiele osób, które widziały film i z którymi rozmawiam, dziwi się, że  Marcin Latałło – reżyser dokonał prawie niemożliwego. Udało mu się namówić tę rodzinę do otworzenia przed nim i pokazania bardzo intymnych i często drażliwych elementów z ich życia. Obnażyli chyba wszystko, co było do obnażenia. Jest w tym też moc filmu, bo wszyscy natychmiast odnajdujemy takich sąsiadów, dawnych sąsiadów, znajomych, znajomych znajomych, którzy żyją tak samo albo bardzo podobnie. Znamy ich przez lata, a Furmańczyków przez trochę ponad godzinę i jesteśmy w stanie porównać te dwie sytuacje. Właśnie dlatego, że reżyser wszedł w środek ich życia jak by był niewidzialny albo był jednym z nich. Nie ma poczucia obcego, wiec wszystko można.

Mnie było dane spędzić trochę czasu z reżyserem i rozmawiać z nim ( nie tylko o filmie) i w ogóle mnie to nie zaskakuje. Ma on bowiem wyjątkowo charyzmatyczną osobowość. Jest bardzo otwarty na ludzi, przez co ludzie otwierają się dla niego.  Ma się poczucie, że można z nim rozmawiać o wszystkim. Co jest niebezpieczne, jeśli ma on przy sobie kamerę, bo człowiek może powiedzieć i pokazać więcej, niż by chciał. Ale przez to pokazuje całego siebie takim jakim jest, bez udawania, bez zbędnych naleciałości typu „powinno się”, „nie powinno się”, „nie wypada”…

Dla dokumentu jest to wartość nie do przecenienia.

Dla relacji międzyludzkich również.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s