Kult młodości

Kult młodości jest jakąś totalną paranoją, która nawet na moim mózgu odcisnęła piętno.  Nie stało się to po przekroczeniu magicznej linii 30 lat, ale niecałe dwa lata później. Doszłam mianowicie do wniosku, że powinnam już posiadać i regularnie wklepywać krem pod oczy, więc go zakupiłam. Uznałam także, że maseczkę nawilżającą zamienię na taką przeciwzmarszczkową, bo skoro jest na niej adnotacja „30+” to znaczy, że jest jak najbardziej przeznaczona dla mnie. Zaczęłam też bacznie przyglądać się swojej twarzy, czy aby nie wiotczeje i się zbytnio nie marszczy, bo może będę zmuszona kiedyś zastosować botox… STOP.

To nie jest moje myślenie, to myślenie wtłaczają mi do głowy gazety, telewizja i internet. Dla mnie zawsze istotą był starzenie z godnością, żeby nie szarpać się z tym swoim wiekiem, nie kombinować i nie cudować. Poza tym lubię zmarszczki. Swoje też. Tym bardziej, że pojawiają się u mnie głównie od śmiania i trochę od zastanawiania (tak sobie tłumacze, że to od takich rozgrywek intelektualnych). Bardzo mocno działają też na mnie siwe włosy. Głównie u mężczyzn oczywiście i od chwili, gdy zauważyłam to po raz pierwszy ( jakieś dwa lata temu) rozwija się we mnie to uczucie. Jak widzę mężczyznę z siwiejącą czupryną to od razu mam ochotę zanurzyć w niej dłonie… rozmarzyłam się.

Nie mam już 20 lat. Nie wyglądam tak jak wtedy, ale nie chciałabym tego czasu cofnąć. Na moim ciele i twarzy zapisało się tych 10 lat, które upłynęły od tamtego okresu. W ludziach też szukam teraz czegoś innego i nie zakochałabym się w kimś tylko dlatego, że ma płaski brzuch (oczywiście jest to ogromne nadużycie, ale chociaż się z tego powodu nie zakochałam, to zakochałam się właśnie w tym osobniku później, a brzuch był pierwszym elementem)

Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego kobiety i mężczyźni tak bardzo chcą być młodzi. I ten wymóg jędrności. Okrutny kolagen, który sobie po cichu zanika a wszyscy przez niego niemal wyją do księżyca. Maski, masaże, drenaże, wcierania, szczypania, uciskania, nakłuwania … jak bardzo można maltretować swoje ciało, żeby dać mu do zrozumienia, że się go nie chce?

Zatrzymywanie czasu za wszelką cenę doprowadza do wynaturzeń. Sparaliżowanych ostrzykiwaniem twarzy, które niczego nie są w stanie wyrazić. Gładkich jak lustro czół, na których nie ma grymasu złości i wyrazu zastanawiania. Naciągniętej skóry przypominająca pergamin gotowy w każdej chwili przerwać się z trzaskiem.

Oblicza bezgranicznie młode, bezgranicznie denne. Wymazane lata, wymazane emocje, wymazane człowieczeństwo. Plastikowe lale równie interesujące jak te dmuchane.

W tym pędzie by wyglądać ciągle młodziej i młodziej, by mieć więcej a wyglądać na mniej, gdy już nawet linia 20 lat nie jest ostateczną, czekam na jeden moment, który dla mnie będzie idiotyzmem ostatecznym. Skoro oznaki młodości są tak pożądane to z niecierpliwości wypatruję chwili, w której trendy stanie sie trądzik. W końcu co jak nie on jednoznacznie kojarzy się z młodością i na nią wskazuje. Ach taki młodzieńczy trądzik nadający twarzy wygląd nastolatka. Hormonalne kratery znaczące twarz nastoletniością.

Reklamy

7 thoughts on “Kult młodości

  1. Wszystko wrzucone do jednego worka.
    Po pierwsze – kult młodości połączony z kultem piękna wcale nie jest wymysłem ostatnich czasów, istnieje bowiem od tysięcy lat. Upiększanie twarzy i ciała poprzez zastosowanie kąpieli wygładzających skórę oraz malowanie twarzy występowało już w Starożytności. W czasach obecnych są tylko większe możliwości ze względu na rozwój nauk wszelkich.
    Po drugie – nie należy mylić kwestii dostarczania organizmowi składników, które z wiekiem w nim zanikają, z ingerencją czegoś, co dla organizmu może być wręcz szkodliwe. Zatem krem z kolagenem, który jest białkiem tkanki łącznej odpowiedzialnym za elastyczność skóry, w pewnym stopniu pomaga tę elastyczność zatrzymać. Natomiast botox, to nic innego jak jad kiełbasiany, powodujący po wstrzyknięciu mikroporaliż mięśni, do których został dostarczony. Jak dla mnie – zupełnie bez sensu, bo: szkodliwe (niby w niewielkim stopniu, jako że i ilość niewielka, ale jednak…), zajmuje się wyłącznie skutkiem zamiast przyczyną, powodując zanik mimiki zamiast jej sprężystość i do tego nietrwałe, ponieważ po pewnym czasie ten mikroparaliż mija (to akurat może na szczęście). Czym innym natomiast jest kwas hialuronowy, wiążący wodę w skórze właściwej, zanikający z wiekiem – po 40 roku życia jest go już o połowę mniej niż we wczesnej młodości. I czemu nie dostarczyć go, jeśli można?
    Po trzecie – jakoś nie widzę na ulicach, żeby inni podzielali Twój zachwyt nad siwymi włosami. O ile siwych panów spotyka się sporo, o tyle pań prawie wcale.
    Po czwarte – trądzik młodzieńczy nie jest oznaką młodości, tylko pewnych zaburzeń w krótkim okresie dojrzewania, wynikających po części z nieustabilizowanej jeszcze gospodarki hormonalnej i wcale nie dotyczy wszystkich. Nie każdy przechodzi przez ten etap. Gdyby potraktować poważnie Twój wywód, to należałoby dojść do wniosku, że niektórzy nigdy nie byli młodzi, bo nie borykali się z trądzikiem młodzieńczym – z dzieciństwa od razu wpadli w starość.
    Po piąte – oznaki starzenia bywają uciążliwe nie tylko ze względu na wygląd zewnętrzny. Różnych rzeczy w organizmie zaczyna brakować. Np. efekt „ suchego oka”, który też jest wynikiem ubywania kwasu hialuronowego. Czy według Ciebie starzenie się z godnością powinno objąć również sferę wnętrza organizmu? Zatem niech trą te oczy z bólem zamiast zastosować krople łagodzące taki skutek starzenia. Niech nie farbują włosów, nie używają kosmetyków, nie stosują makijażu, bo może to oznaka braku godności? A może zaczekaj jeszcze 20 lat i wtedy zweryfikuj swoje poglądy, jak już zaczną Ciebie dotyczyć. Twoje zmarszczki od śmiechu i „zastanawiania się” w wieku lat 30 (?) lat mogą być nawet urocze. Za następne 20 czy 30 przybędzie ich i już tak urocze nie będą – nawet jeśli część z nich jest od śmiechu. Gdybym chciała przez moment być złośliwa, to powiedziałabym, że jeśli zmarszczki robią Ci się od „zastanawiania”, to może oznaczać, że myślenie wręcz Cię boli. I utrwalanie i pogłębianie się na starość takich zmarszczek niekoniecznie dobrze świadczy o ich właścicielu.
    I na koniec – jak ma się Twoja głoszona w wielu postach tolerancja do tego artykułu? Wybiórcza trochę jest. Tolerancja wobec inności rasowej, kulturowej, seksualnej, wytatuowanych piersi – tak, ale już wobec walki (tak czy inaczej w którymś momencie przegranej) z oznakami starzenia, które niekoniecznie są spójne z wnętrzem emocjonalnym człowieka – już nie. Niech się starzeją z godnością i brzydotą. Na marginesie – taka wytatuowana pierś na starość musi wyglądać żałośnie. Więc może ingerencja chirurgiczna? Czemu nie? Myślę, że jeśli komuś poprawi to samopoczucie i doda mu radości życia, jeśli będzie z tym szczęśliwy, to niech tak zrobi.

      • Dobrze, bo lepiej jak coś porusza niż jak nie porusza już nic.

        Nic nie mówie o kremach, chociaż dostarczanie organizmowi produktów lepiej wychodzi, gdy sie je zjada niż wciera.
        Nic nie mówie też o lekach. Niezależnie od tego, czy w organizmie szwankuje coś z uwagi na starość czy chorobę, nalezy sobie pomóc.
        I DALEJ wychodzac już – operacje plastyczne TAK jesli jest to rozsądne. Kobieta z niedorozwojem biustu, które chce mieć co do stanika włożyć nie jest dla mnie równoznaczna z dziewczyną, która napompowuje się do rozmiaru DD, E… a moze i F bo sie naoglądała nie tych gazet co trzeba.

        Co do mojej toleracji lub jej braku – nie atakuje tutaj nikogo bepośrednio to po pierwsze. Po drugie – bycie gejem jest niezależne od jednostki, bycie osobą napompowaną botoksem juz tak.
        Nie znienawidziłabym nikogo takiego, nie opluła ani nie wyzwała. Co nie znaczy, że mi sie to podoba.

        A co to piersi z tatuażem czy bez i ich starzenia.
        Na esoło: Im większe piersi w młodości, tym dłuższe na starość.
        Na poważnie: Stara, zwiotczała, wyssana przez kolejne dzieci piers nie wygląda apetycznie niezależnie od tego, czy jest na niej tatuaż czy nie. Jednak podstawową jej funkcją jest karmienie dziecka i dostarczanie przyjemności, a o ile nie następuje paraliż sutka to funkcja ta nadal istnieje.

  2. Miałam wrażenie, że napisałam poprawnie od strony gramatycznej i stylistycznej – a mimo to nie zostałam zrozumiana. Spróbuję jaśniej: jest w Tobie wiele tolerancji na trwały zabieg tatuażu, ale brak jej w przypadku np. liftingu operacyjnego. I naprawdę wszystko jedno, czy tatuaż dotyczy piersi czy czoła – nie o funkcje tu chodziło. Nie musi Ci się podobać – to byłaby akceptacja, natomiast publiczne nazywanie takich posunięć (mam na myśli np. operacje plastyczne)paranoją jest wyrazem braku tolerancji, Nie myl tolerancji z akceptacją, bo one nie są tożsame.
    I owszem – atakujesz bezpośrednio. Atakowac można grupę, nie tylko jednostkę, nawet jeśli nie wymieniasz poszczególnych osób z grupy.
    Bycie gejem istotnie jest niezależne od człowieka, ale już przynależność do określonej religii tak, tatuaż to też kwestia wyboru. Pozwól zatem innym wstrzykiwać sobie botox (nawet jeśli sama nigdy nie zrobiłabyś tego), wykonać operację naciągnięcia skóry tu i tam ( nawet jeśli nie wydaje Ci się to „rozsądne”), nie decyduj za innych, która operacja jest rozsądna, a która nie – nie napietnuj tego i nie nazywaj paranoją, bo to ich sprawa, ich samopoczucie i nikomu innemu przez to krzywda się nie dzieje. Na tym własnie polega tolerancja.
    I co takiego proponowałabyś zjeść, co wygładziłoby zmarszczki sześćdziesięciolatki?

    • A co wcierać z podobnym skutkiem? Do kremów sie w tym wypadku odnosiłam i tez mi się wydawało, że dość prosto to napisałam.
      Dla mnie permanentny kult młodości i dążenie za wszelką cenę do wyglądu nastolatki jest obłędem, w który zapędzają nas media. Upiększanie było od zawsze, negowanie osób starszych jest wymysłem ostatnich lat. Można być starym pod warunkiem, że się udaje, że jest się młodym ( poprzez operacje plastyczne też)
      Zapominamy o tym, co niesie ze sobą wiek – np. doświadczenie. Po co nam doświadczenie, jak lepiej wyglądać młodo :/

      • Fioletowa, bardzo Cię przepraszam, ale przeczytaj głośno i posłuchaj, co mówisz.
        „Zapominamy o tym, co niesie ze sobą wiek – np. doświadczenie. Po co nam doświadczenie, jak lepiej wyglądać młodo”
        Naprawde uważasz, że więcej doświadczenia ma ten, kto ma więcej zmarszczek? To tak nie działa.
        Pewnie, że lepiej wyglądać młodo niż staro i mieć przy tym doświadczenie, wiedzę i mądrość.
        Żadna czterdziestka czy pięćdziesiątka po żadnej operacji nie będzie wyglądała jak nastolatka, ani za taką nie będzie uchodzić. Będzie po prostu wyglądać lepiej niż przed operacją – jeśli ta zostanie właściwie wykonana.
        „A co wcierać z podobnym skutkiem?” – właśnie np. wcierać kremy, które zmarszczki wygładzają. Przypomnij sobie, że pisałam o ich wygładzeniu, a nie o całkowitym wyeliminowaniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s