Wpis prawie kulinarny, całkiem kulturalny

Niedawno pewien mężczyzna ( napisałabym, że Cesarz Vat-u, ale potem musiałabym wyjaśniac dlaczego cesarz i dlaczego Vat-u … ) zapytał mnie, czy jestem kulinarną blogerką czy gotowanie i obfotografowywanie jedzenia uprawiam z czystej przyjemności. Uprawiam i przyjemność mam w tym wielką, ale bloga kulinarnego nie prowadzę i czasem żałuję. Gotuję, bo jeść lubię, a jak ugotuję, to mi żal, ze tylko ja na to patrzę, więc robie zdjęcie i wrzucam do Internetu, czym czasem dręczę głodnych znajomych… okrutna widocznie taka jestem, ale nijak się tej cechy charakteru nie potrafię pozbyć. Jakby tego było mało, to jeszcze jadam w różnych miejscach, chociaż ostatnio jakoś głównie w jednym, ale gdzie bym nie jadła, to też od razu robię zdjęcie tego, co jem ( z powodów podobnych jak w przypadku moich własnych potraw) i tymi fotografiami też męczę ludzi.

Ale wszystko to jest wyrazem szczęścia mojego wielkiego, że mnie stać, mam co jeść, nawet na ekscesy mnie stać, bo jadam na mieście, więc już w ogóle jestem krezuską.

Nie jest to nawet jakaś przesada, bo wiele osób nie stać nawet na to, żeby normalnie i porządnie zjeść w domu, a co dopiero na mieście. Nie będę tu teraz analizować dogłębnie co jest tego powodem, czy nie mają pracy czy im się pracować nie chce, czy mają jakieś inne powodu braku funduszy. Fakt jest faktem, że coraz to nowe organizacje apelują, że wiele osób cierpi głód a dzieci zjadają jedyny ciepły, ale czasem też jedyny w całym dniu, posiłek w szkole, a z domu wychodzą bez śniadania.
Organizacja alarmują, ale politycy mają już na to swoje wyjaśnienia, od których włosy się jeżą na głowie i kiszki marsza grają, ale nie z głodu ( w moim przypadku przynajmniej) ale z uwagi na wygenerowany stan nerwowy.

Wyjątkową elokwencją i chwytnymi anegdotami z własnego życia zaskoczył wszystkich (jeśli w jego wykonaniu cokolwiek jeszcze zaskakuje) Stefan Niesiołowski. Odpowiedzią na głód panujący wśród polskich dzieci ma być według niego szczaw, który rośnie na nasypach kolejowych. Otóż pan Niesiołowski w dzieciństwie po takich nasypach sobie biegał, szczaw rwał, zjadał i głodny nigdy nie był. Wszyscy wiemy, że sałatki są zdrowe, a taki nasypowy szczaw to właściwie forma sałatki sama w sobie, wiec dzieci powinny czym prędzej na nasypy biegać i szczaw rwać.

Oczywiście jest to zapewne zadanie bezpieczne i urokliwe. Nasypy są naturalnym miejscem zabaw dzieci, więc nit nie powinien się oburzać, tylko wręczyć nagrodę panu Niesiołowskiemu za tak doskonałe rozwiązanie problemu. Gdyby więcej nasypów w Afryce było to i tamtejszy głód zaraz by się rozwiązał.
A jak szczaw nie zaspokoi głodu całkowicie, to można jeszcze nazbierać mirabelek, które też na każdym kroku walają się całymi tonami i warzywo przegryźć owocem, co jest również zdrowe i młodemu organizmowi potrzebne.
Wszystkie te doskonałe kulinarne wypowiedzi poseł okrasił stwierdzeniem, ze jak w jego czasach dziecko było głodne, to sie schylało po jabłko, a dzisiaj się dziecku schylić po jabłko nie chce, czyli aż tak głodne nie jest.

Ja pamiętam czasu drzew owocowych rosnących na blokowiskach. U mojej babci pod blokiem rosły wiśnie, czereśnie i nawet jedna grusza. Tylko pewnego lata przyjechali panowie kłaść nowe rury, drzewa w pień wycięli i tyle widziałam owoce. A jadłam z innymi dziećmi, choć w domu głodu nie było, ale frajda z rwania tego i zbierania z trawnika była wielka. Teraz śladu po nich nie ma, więc się schylić nie ma po co.

A jakby Niesiołowskiego i jego mądrych rad było mało, to jeszcze w temacie bardzo sprytnie wypowiedziała się Julia Pitera. Według niej bowiem dzieci do szkoły nie wychodzą głodne dlatego, że nie mają co jeść, ale dlatego, że w Polsce nie ma kultury jedzenia śniadań. Wyszło na to, że to nie kwestia finansowa tylko kulturalna i… tu mnie zabolało do żywego.

Toż JA W KULTURZE ROBIĘ.

Dlatego jutro skoro świt biegnę na najbliższy nasyp. Narwę tego szczawiu, co tam dziko rośnie, w drodze powrotnej nazbieram mirabelek czy innych jabłek spadających z drze, których nie ma i wprowadzę kulturę jedzenia śniadań w moim bloku.
Czuje się zobowiązana, bo może blogerką kulinarną nie jestem, ale W KULTURZE ROBIĘ.

Advertisements

One thought on “Wpis prawie kulinarny, całkiem kulturalny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s