Niż demograficzny to wina Tu… feministek znaczy

No i mleko się wylało. Na szczęście nie to mleko z piersi, bo mlecznych już nie posiadam, ale takie przysłowiowe. Przecież kobieta, matka, która pisze o posiadaniu czy też nieposiadaniu potomstwa i powodach poszczególnych decyzji musi liczyć się z tym, że inni wiedzą lepiej. Ci inni to najczęściej mężczyźni, a najlepiej jeśli są to politycy. Poziom uprawianej polityki nie ma tutaj znaczenia, bo do dyskusji w tym temacie niepotrzebne jest nie tylko doświadczenie własne z posiadaniem potomstwa związane, ale nie trzeba też być ministrem czy posłem, można raz przejść korytarzami magistratu, by mieć wyrobioną opinię i wiedzę odpowiednią.

Mężczyzn, którzy rozumieją, że nawet jak są cudowni i wspaniali i pomagają kobiecie przy dziecku w każdy możliwy sposób, to jednak na niej spoczywa większy ciężar wydania na świat potomstwa – chcę uspokoić. Wiem, że istniejecie, ale ciągle Was tak mało …

Jednak wielu jest mężczyzn, którzy nie rozumieją i mają oni siłę i ochotę wyrażać pogląd na to, co kobiety powinny robić i jak bardzo im sie musiało w głowach poprzewracać, że robić tego nie chcą. Kobiety powinny rodzić dzieci, a fakt, że nie rodzą to wina feministek. Toż to feministki odpowiedzialne są za kryzys demograficzny. Im ich jest więcej, tym mniej jest dzieci. I sprawa się wyjaśniła.

Jakby to nie było sformułowanie dziwne – JA SIĘ ZGADZAM.

Otóż tak, jest to wina feministek. Kiedyś kobiety nie robiły tego, co robią dzisiaj. Uznawane za gorszą płeć miały być wdzięczne, jeśli w ogóle posłano je do szkoły, żeby się czytać i pisać nauczyły, bo do gotowania obiadu i sprzątania mieszkania umiejętności takie potrzebne nie są. Nie muszę cofać się lata, by poznać taki przykład, bo przykładem takiego podejścia do kobiet była moja prababcia. Chciała się uczyć, miała zdolności i potrzebę wewnętrzną. Niestety ojciec uznał, że będzie holował przez edukację mniej zdolnych braci, bo to mężczyźni wykształceni  być musza, a jej wystarczy kilka klas podstawówki i wiedza pozwalająca podpisać się imieniem i nazwiskiem a nie trzema krzyżykami. W końcu to i tak nie ona będzie podejmowała życiowe decyzje, tylko za nią jej ojciec a potem mąż, więc po co jej wiedza.

A te feministki się uparły, że to nie jest w porządku. Nie tylko wywalczyły dostęp do edukacji dla kobiet, ale też starały sie zmienić sytuacje, w której chociaż kobieta studiować mogła, to taki ojciec jej zabronił. Walczyły, walczyły i wywalczyły. Obecnie kobiety studiują bardziej ochoczo niż mężczyźni i dumne są z tego zupełnie bezpodstawnie.

A jak już postudiują to jeszcze pracują potem. I lubią swoją pracę. Zarabiają na siebie i na dom, czują się równe z mężczyznami, którzy też zarabiają na siebie i na dom. Różnie te proporcje się kształtują, ale  powoli to nie płeć warunkuje wysokość wynagrodzenia, a poziom wiedzy i umiejętności własnych.

Takie wyemancypowane kobiety zanim urodzą dziecko MYŚLĄ. Zastanawiają się, czy stać je na to dziecko finansowo i mentalnie. Czy posiadanie potomstwa nie wiąże się z utratą pracy, środków do utrzymania tegoż potomstwa i siebie samej, albo jeszcze może godności, bo nie zawsze poddanie się woli mężczyzn decydujących o tym co trzeba i powinno się, pozwala tę godność zachować. Takie wyemancypowane kobiety robią bilans i liczą, liczą, liczą… główne na siebie, ale też ogólnie liczą. Jedne uznają, że są gotowe na poświęcenie niektórych elementów ze swojego dotychczasowego życia dla urodzenia dziecka. Inne na to gotowe nie są, bo może nie bawi ich utrata z trudem wywalczonego stanowiska w pracy albo wizja śmierci głodowej z dzieckiem na ręku.

Jedne i drugie wydawałoby się mają prawo do samodzielnej decyzji, bo dotyczy ona w sumie ich ciała, ich życia i ich sytuacji.

Nie, nie pomijam w rozważaniu mężczyzna, którzy biorą w tym udział, ale przypominam o tym, że jednak ten ciężar bardziej na kobiecie spoczywa i ona ma więcej do stracenia i rozważenia przez decyzją ostateczną.

I tak oto przez te feministki kobiety zrozumiały, że w równaniu dotyczącym rodziny są jednym z ważnych czynników. Zaczęły dbać nie tylko o pragnienia mężczyzny, ale również o swoje własne. Liczą na  to, że państwo, któremu podobno zależy na rodzeniu przez nie dzieci, zrobi coś, cokolwiek, żeby nie musiały tak skomplikowanych rozważań dokonywać. Mają ciągle nadzieję, że nie będą musiały rezygnować z pracy i kariery po urodzeniu dziecka, że będą mogły wrócić do swojej wymarzonej pracy jak dziecko trochę podrośnie i nie będzie przyrośnięte do mlecznego cyca, że będą miały gdzie to dziecko zostawić na czas wykonywania swoich obowiązków zawodowych. Bo pewnie nie każda chce i może ciągać dziecko ze sobą do pracy, bo nie ma co z nim zrobić, a pracować trzeba.

Te wszystkie kobiety, feministki i te, które nie widzą, że ze zdobyczy feministek korzystają, są winne temu, że przyrost naturalny ciągle spada. Nie państwo, które ich nie szanuje, nie politycy, którzy mówią im co maja robić zupełnie nie robiąc nic, by im to umożliwić. One same, bo podejmują takie, a nie inne decyzje.

Ku oburzeniu prawicowych mężczyzn i jeszcze bardziej prawicowych kobiet.

I taka finalna refleksja, która się pojawiła po setnym przypomnieniu, że przecież wiele kobiet feministkami nie jest, feministek nie potrzebuje, doskonale rozumie potrzebę rozmnażania na potęgę niezależnie od okoliczności zewnętrznych.

Wiem, że jest  wiele kobiet, które głośno mówią, że nie są feministkami, że rodzić trzeba i to rodzić dużo, ale życie doświadczyło je boleśnie, bo nie urodziły. Taka posłanka Pawłowicz, której los spłatał psikusa i nie posiada męża, nie posiada dzieci i wiedzie tak znienawidzony przez siebie jałowy żywot. Dla niej to pewnie za późno, bo biologia robi swoje i w pewnym wieku kobieta juz rodzić nie może, ale dla innych jest jeszcze nadzieja. Przecież na pewno są podobne do niej prawicowe działaczki, które nie urodziły, bo jeszcze nikt ich nie zapłodnił.

PRAWICOWI MĘŻCZYŹNI to apel do Was:

W  prawicowym czynie społecznym zapładniajcie swoje bezdzietne koleżanki, żeby umożliwić im życie w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Nie raz, ale wielokrotnie. Dla walki o swoje racje, dla walki o przyrost naturalny, dla walki o lepszą Polskę Naszą i Waszą. Historia będzie Wam wdzięczna !!!

Reklamy

6 thoughts on “Niż demograficzny to wina Tu… feministek znaczy

  1. Matko kochana, o co znowu chodzi z tym nawoływaniem do rodzenia? Czy my na wojnę jakąś szykujemy się za 20 lat czy co? Bo jak nie, to może ja znów mam jakiś problem z liczeniem?
    Brakuje miejsc dla dzieci w żłobkach i przedszkolach. Dla mnie to oznacza, że dzieci jest w takim razie za dużo, a nie za mało. Czy może razem z dziećmi urodzą się śliczne nowiutkie przedszkola?
    Jest jakieś bezrobocie. Nie wiem, jakie jest aktualne w procentach, ale jakie by nie było, to znaczy, że jest więcej ludzi niż miejsc pracy dla nich.
    Ktoś musi pracować na emerytury, zgadza się. Lepiej, oczywiście, żeby każdy pracował na własną emeryturę niż na czyjąś, tylko ktoś tak jakoś głupio wymyślił. Ale niezależnie od ilości obywateli i tak pracować będzie tylu, dla ilu są miejsca pracy. Reszta będzie pobierać zasiłki socjalne czy inne ze wspólnej skromnej kasy.
    Mam wrażenie, że wystarczy znajomość podstawowych działań arytmetycznych i jak postawić znaki: > i < , żeby to zrozumieć.
    A życie rodzinne, to nie taśma produkcyjna: jednemu wystarczy do szczęścia jedno dziecko, inny ma potrzebę posiadania gromadki. I może niech nikt nie decyduje, jak mam pojmować moje szczęście własne.

  2. I tu sie mylisz, otóż prawicowi politycy nie tylko chca, ale starają sie decydowac jak to Twoje życie i szczęście własne wyglądać będzie.
    Oczywiście, że mamy się rozmnażać na potęge z uwagi na emerytury, bo pieniędzy na nie już nie ma, a za kilka lat nie bedzie ich jeszcze bardziej. Poza tym naród wyginie jak sie nie bedziemy rozmnażać …
    No i oczywiście feministki są winne i tyle razy to słyszałam, że jużnawet nie chce mi sie liczyć.

    • Ale niektóre feministki mają dzieci, a niektóre nie-feministki ich nie mają. I co, w związku z tym, z tego wynika? Dla mnie – jak zwykle – jedno: nie słuchać głupiego gadania, to może w końcu samo ucichnie. Choćbyś nie wiem co powiedziała czy napisała, to z głupim gadaniem nie wygrasz, bo ono nie słucha żadnych argumentów. W ogóle niczego i nikogo nie słucha. Mądrość jest przywilejem, a głupi każdy ma prawo być i już.
      Na marginesie – wcale nie jestem feministką, ale i tak tylko ja decyduję o ilości mojego potomstwa. Każda z nas sama zadecyduje, niezależnie od wszystkiego. A naród nie wyginie.

  3. Alez ja własnie miałam po moim poprzednim wpisie dyskusje z prawicowym politykiem na ten temat i on do takich wniosków doszedł. Jakoś nie docierało jak mówiłam ,ze feministki nie tylko nie dokonująnagminnie aborcji, ale rodza dzieci i je wychowują na dobrych ludzi.
    I ja FEMINISTKĄ JESTEM. Doceniam ogrom pracy, jaki feministki włożyły w to, że kobietom zyje się tak, jak sie zyje, ale zdaje sobie sprawę z ogromu jaki przed nami. Możliwość bycia feministką jest dla mnie dumą. Korzystam z ich zdobyczy i martwi mnie to, że obecnie wiele kobiet wstydzi się powiedzieć, że jest feministkami, bo to słowo ma złe konotacje :/

    • Może to nie jest kwestią wstydu. Ja też doceniam, ale nie bardzo lubię identyfikować się z dużą grupą, w której są jednostki prezentujące przecież różne zachowania. Mogę się zgadzać z konkretnym poglądem, ale już niekoniecznie chciałabym z góry zaakceptować wszystkie punkty rozszerzającego się programu działań jakiejkolwiek grupy, bo nie jestem w stanie przewidzieć, czy kolejny będzie zgodny z moim światopoglądem. A przynależność zobowiązuje. Poza tym też niekoniecznie każda forma prezentowana przez poszczególne jednostki przynależne do grupy może być przeze mnie zaakceptowana.
      W kwestii Twojej dyskusji z politykiem prawicowym, który dochodzi do zaskakujących wniosków, to wyobrażam sobie, że mogła być burzliwa i nie przyniosła rezultatu porozumienia.
      Pomijając fakt, że człowiek sam z siebie może być fanatykiem, to właśnie jego przynależność do określonej partii z bardzo określonym programem i zestawem wytycznych, może nawet wspónym światopoglądem (co już musi być nieprawdopodobną bzdurą, bo w chwili rezygnacji z własnego chyba przestaje się być człowiekiem)zobowiązuje go do wygłaszania takich a nie innych opinii. Myślę nawet, że to w ogóle nie była dyskusja, bo ta ma prowadzić do porozumienia poprzez wymianę poglądów i ich ewentualną weryfikację, a pan chciał powiedzieć prawdopodobnie więcej i głośniej po to tylko, żeby jego głos był silniejszy – bez względu na to, po której stronie znajduje się racja. W normalnej dyskusji racja wcale nie musi być wyłącznie po jednej stronie – zmierza się przecież do kompromisu. Nie sądzę, aby Twój dyskutant jakikolwiek kompromis brał pod uwagę. Dlatego napisałam, że nie słuchać głupiego gadania. Ale nie znaczy to, że wszystko należy przemilczeć i nie reagować. Reagować trzeba, zwłaszcza, że pewne rzeczy odzywają się jakimś groźnym echem z przeszłości.
      Jak słyszę, że trzeba rodzić dzieci ze względów ekonomicznych i narodowościowych, to chyba gdzieś już to kiedyś brzmiało. Jak dorzuci się do tego źle pojęty patriotyzm i przekonanie, że Bóg jest po ich stronie, to od razu pojawia mi się przed oczami jeden facet ze śmiesznymi wąsikami, który wcale śmieszny nie był.
      Tylko mam obawy, że przeciwstawianie grupie nieskłonnej do kompromisów innej grupy połączonej wspólnymi poglądami (wszystko jedno, czy będzie to inna partia polityczna, czy też stowarzyszenie Feministek)nie odniesie właściwego skutku. Tu potrzebny byłby sprzeciw społeczeństwa – jednostek nie zrzeszonych, publikowanie problemu w formie ujawniającej zagrożenie. Chodzi o to, że pan „prawicowy” konkretną grupę może określić, nie zgadzając się z gruntu z jej założeniami, natomiast iluś milionów jednostek określić jednoznacznie się nie da.I nie da się zanegować ich wspólnych poglądów, bo każdy ma inne, są jedynie zgodni w poszczególnych punktach protestu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s