Szkoła rodzenia

Polki nie rodzą, a rodzić powinny. Jest to bardzo oczywiste i każdy, kto myśli logicznie, zdaje sobie z tego sprawę, że jak się nie będziemy rozmnażać, to wymrzemy. Nawet zwierzęta o tym wiedzą, a nie mają aż tak rozbudowanej logiki jak my, a jednak rozmnażają się kierowane instynktem. A my się jakoś nie rozmnażamy. Zupełnie bez sensu, bo to już nawet nie o utrzymanie gatunku chodzi, ale przecież o ZUS. Bez naszych macic całkiem zubożeje i nikomu już emerytur nie wypłaci, więc w czynie społecznym należy sie rozmnażać.

Niestety takie proste teksty nijak do durnych kobiet nie przemawiają (pewnie do wielu mężczyzn też nie przemawiają, ale to niestety nadal kobiety maja macice i bez ich udziału nic się z tym nie zrobi) i nadal upierają się, że rodzic nie chcą, a jak już w ostateczności poczują potrzebę macierzyństwa, to fundują sobie jedno dziecko, jakby nie potrafiły liczyć i nie wiedziały, że 2 rodziców wydających na świat jednego potomka to bilans ujemny.

Rozwiązaniem tego braku współpracy ma być ukłon w stronę rodzicielstwa wykonany przez tych, którzy na górze mają moce decyzyjne.

Otóż powstanie więcej przedszkoli.

Prawie mnie mój własny dowcip rozbawił, bo w przedszkolu, do którego chodzi moje dziecko zajęcia ruchowe odbywają się w szatni, gdyż pozbyto się Sali gimnastycznej przemianowując ją w sale dla kolejnej grupy. Pani dyrektor nie miała serca odrzucić 26 podań i przyjęła dzieci do przedszkola, w którym teoretycznie nie było dla nich miejsc. Może reszcie jest trochę mniej wygodnie, ale przynajmniej jakieś 26 matek mogło sobie chodzić do pracy, jakby w domu zajęć żadnych nie miały. Przedszkoli więcej nie będzie, bo nie ma na nie pieniędzy. To drogie inwestycje są. Takie budynki musza mieć specjalne pomieszczenie dla dzieci, kuchnie, szatnie, wyposażone w małe sedesiki ubikacje i jeszcze ogródek, w którym znajduje się coś więcej niż zasikana przez okoliczne koty piaskownica. Całość wymaga ogromnych nakładów finansowych, których w budżecie miasta nie ma, bo pewnie trzeba jakiś stadion wybudować czy dokonać wyburzeń połowy kamienic przy jakiejś ulicy, która natychmiast musi zostać poszerzona, bo samochody już się tam nie mieszczą.

Skoro nie przedszkola, to może elastyczne formy zatrudnienia dla kobiet, które te dzieci musza urodzić i jeszcze może cyckiem wykarmić… Też nie. Etat jest etat, 8 dupogodzin odsiedzieć trzeba niezależnie, czy w tym czasie się pracuje naprawdę, czy klika w pasjansa czy innej tałatajstwo marnując swoją i elektryczną energię. Jedyna elastyczność na jaką stać pracodawców prezentują umowy o dzieło czy zlecenie. Jak się coś takiego podpisze, to nie pracuje się na czarno, nie zaludnia sie szarej strefy i w ogóle nasza kariera zawodowa nabiera lepszych barw. Teoretycznie, bo praktycznie to już bywa różnie. Nie ma wytycznych kiedy i jak długo pracodawca może podpisywać tego typu umowę uznając pracownika za chwilowego, czasowego i wypełniającego jakąś lukę zawodową w firmie. Latami jest się pracownikiem tymczasowym bez wielu praw, za to z systemem obowiązków.

Jakie jest zatem rozwiązanie tej zagadki, której nie powstydził(a)by się sam(a) Sfinks?
Jest taki sposób, doskonałe i cudowne rozwiązanie, rzecz, która niczym czarodziejska różdżka sprawi, że wszystkie Polki będą chciały mieć dużo dzieci, będą chciały rodzić na potęgę, wychowywać w pocie czoła i rosnąć w dumę, że oto dały narodowi kolejnego obywatela – Karta Dużej Rodziny.
Oj na samo brzmienie czuję jajeczkowanie i nerwowo rozglądam się za reproduktorem, bo chciałabym już teraz zaraz móc skorzystać z tego dobrodziejstwa, jakie mi oferuje. Zniżki na kino? Mam nadzieje, że duże, bo wysiłek wkładany w wychowywanie i utrzymywanie jednego dziecka pozwala mi uznać, ze mając takich czworo na kino będę mogła przeznaczyć jakieś 50gr miesięcznie, ale chętnie wtedy zamknęłabym się w przytulnym, wygodnym i ciemnym miejscu na jakieś 2-3 seanse, żeby wypocząć i się wyspać. I jeszcze ten basen, na który mogę zabrać całą gromadkę i radośnie pilnować, żeby się to wszystko nie potopiło, bo skoro już prawie darmo udało się ciała przepłukać, to głupio by było od razu KARTE DUŻEJ RODZINY stracić poprzez utopienie znacznej jej części.

Albo to ja mam coś nie po kolei z głową, albo ci, którzy wymyślili tak wspaniałą ideę. Nie wiem czy oni sami mają dzieci i jaki jest ich wkład w wychowanie, ale podziwiam entuzjazm i wiarę w proste rozwiązania. Chociaż totalnie debilne.

Advertisements

2 thoughts on “Szkoła rodzenia

  1. Rozwiązania rzeczywiście idiotyczne – i to od początku do końca. Gotowe rozwiązania są właściwie na wyciągnięcie ręki, ale jak się szuka kwadratowych jaj, to można ich przypadkiem nie znaleźć.
    ZUS pozwolę sobie pominąć, bo w okres produkcyjny weszła niedawno grupa z wyżu demograficznego i okazało się, że dosłownie za chwilę podwyższono wiek emerytalny. Albo ja liczyć nie umiem, albo brak w tym logiki.
    Kwestia przedszkoli jest czymś, czego od kilku lat nie rozumiem. Bo zdawało mi się, że przedszkola będą wzrastać, jak grzyby po deszczu, a ciągle słyszę o braku miejsc przedszkolnych. Moje oczekiwania wcale nie wynikają z nadmiernego optymizmu. Kilka lat temu (4 albo 5) przeczytałam w informacjach na temat funduszów unijnych, że Unia Europejska przeznaczyła dla Polski 200.000.000 euro na powstanie nowych miejsc przedszkolnych. Nie pamiętam już dokładnie, ale chyba była gdzieś wymieniona liczba 2.000 przedszkoli. Wypadałoby jakieś sto tysięcy euro na przedszkole. Może nie jest to bardzo dużo, jeśli trzeba kupić ziemię, wybudować budynek i wyposażyć go, ale po pierwsze – są budynki opuszczone (często po zamkniętych przedszkolach), które można odremontować i przystosować, a po drugie – jak się dostaje tak dużo pieniędzy, to może można byłoby dołożyć coś od siebie. A jak nie ma z czego, to zrobić nieco mniej, ale skutecznie. Myślę też, że znaleźliby się tacy, którzy chętnie skorzystaliby z dofinansowania i zainwestowali dodatkowo fundusze własne w przedsięwzięcie przedszkolne prywatnie. Czekałam na rezultaty i nawet zainteresowałam się tematem. Najpierw powstały nowe gabinety przy urzędach marszałkowskich i gminnych, z mnóstwem nowych miejsc urzędniczych, które mają owe fundusze rozdzielać. Rezultaty przyznanych dofinansowań są nawet jawne. I tu opadają ręce. Jedno przedszkole (gminne – istniejące) dostało ileś na remont elewacji, inne znów na wymianę wyposażenia… itd., itd. W żadnym z nich nie powstało w związku z tym ani jedno dodatkowe miejsce przedszkolne. Wcale nie uważam, że stare przedszkola powinny straszyć odpadającym tynkiem albo narażać dzieci na upadek z połamanego krzesła. Ale to nie z tych funduszy, bo one przeznaczone były na powstanie NOWYCH miejsc przedszkolnych. Ponadto sumując kwoty rozdzielone wychodzi mi, że i tak jakieś 80% idzie na obsługę tematu, zamiast na cel właściwy. I to nawet, jeśli te remonty wnętrz i zewnętrz uznam za właściwe, bo inaczej to cel został kompletnie pominięty. I wcale nie z braku funduszy. To tyle w kwestii przedszkoli.
    Jeśli chodzi o formy zatrudnienia, to rzecz jest równie ciekawa. Wiele nasłuchałam się o umowach „śmieciowych” i zastanowiłam, dlaczego tak jest. Znów poszukałam u źródła. Tym razem przeczytałam Kodeks Pracy – od początku do końca. Nie, żeby lektura była aż tak interesująca, ale problem chciałam zgłębić. Otóż, poza drobnymi zmianami, CAŁY Kodeks pochodzi z okresu PRL-u. Właściwie dziwię się pracodawcom, że z kimkolwiek podpisują umowę o pracę, bo to prawie jakby cyrograf podpisywali. Konstytucję można było zmienić, Konkordat podpisać, a kodeks pracy zostawiono z okresu wypaczeń i błędów.
    Socjalistyczne bzdury wymyślano przez 44 lata, od 1989 roku minęło lat 24. Wolałabym nie czekać kolejnych 20 na normalność, ale patrząc na tempo i kierunek – mam obawy, że następne pokolenie po mnie jeszcze normalności nie doczeka.
    I ostatnia rzecz: czas wychowania dziecka jest długi, niezbędne minimum pozostania z dzieckiem w domu bez konieczności powierzania opieki nad nim obcym ludziom oceniam na 3 lata. Sama taki czas sobie dałam i nie żałuję – pomimo, że brak dochodów własnych jakoś tam odczułam. Jest to również czas bez stażu pracy, czego nie rozumiem, bo ostatecznie nie leżałam 36 miesięcy na gorącej plaży, pławiąc się w lenistwie, tylko dbając aby jeden członek społeczeństwa był jego pełnowartościową częścią. Ale trudno, taki był mój wybór. Natomiast na kolejne i może jeszcze kolejne 3 lata już nie mogłabym sobie pozwolić, bo wówczas nawet wydłużenie wieku emerytalnego niewiele by mi pomogło.

    • „Ponadto sumując kwoty rozdzielone wychodzi mi, że i tak jakieś 80% idzie na obsługę tematu, zamiast na cel właściwy. ”
      jak to się mówi – tu jest pies pogrzebany. Podobnie ma się ZUS i NFZ, gdzie „przejadane” sąpieniądze ze składek na biurokrację, a na „cel właściwy” ich zwyczajnie nie starcza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s