Patriotka

Tak kombinowałam, że coś napiszę właśnie dzisiaj i to nie z prądem rocznicowym, ani nawet nie pod prąd, a niejako z biegiem równoległym. Że nie dam sie stłamsić jedynym słusznym obchodom 10.04 na jakie pozwala siew tym kraju. Że nie będę machać krzyżem i krzyż uginać pod ciężarem wielkich idei głoszonych przy wtórze rozrywanego metalu, z którego zbudowany jest samolot i trzasku drewna w brzozie.  Nawet jeśli niejaki Macierewicz potrafi wygłosić tezę, iż żadnego uderzenia nie było, bo nie było słychać  trzasku drewna.

I szukając inspiracji, błądząc jak dziecko we mgle, zostałam natchnięta tekstem napisanym przez bardzo mądrą kobietą, którą z dnia na dzień bardziej podziwiam za siłę i która biega po mieście z biało-czerwoną flagą, machając  nią przed nosem tym, którzy chcieliby ją prawa do tego machania flagą pozbawić.

Bo ja też jestem patriotką.

W moim ciągu skojarzeniowym patriotka ma konotacje z Marsylianką, Warszawianką i gawroszką. Niektórym tłumaczyć nie trzeba, a inni nigdy nie zrozumieją. A w mojej głowie często brzmienie i znaczenie wyrazów biegną ramię w ramię i wspierają się w walce o istnienie.

Marsylianka  jest hymnem państwowym Francji, który odwołuje się do jej rewolucji, do Armii Renu, ale też wielkich i trudnych wydarzeń XVIII wieku. To tę pieśni śpiewali żołnierze na ulicach Paryża, to ona stałą się melodią rewolucji, a potem melodią całej Francji na tej rewolucji zbudowanej. W XIX wieku rękę przyłożył do niej też Hector Berlioz, bo widocznie pobudziłą go twórczo i postanowił stworzyć jej nową aranżację. I tak brzmi do dzisiaj niosąc ze sobą zapach prochu z paryskich ulic, widok przelanej na jej bruku krwi i hasła Wolności, Równości i Braterstwa ( aż chciałoby się napisać Siostrzeństwa).

Warszawianka  jest natomiast pieśnią określaną jako patriotyczna. I choć tytuł jej odnosi się do miasta w Polsce jakże dobrze znanego, to powstała w języku francuskim. Ale z tym językiem przecież wiele nas kiedyś łączyło i nikt nie oburzał się, że z inspiracji powstaniem listopadowym ( w dyskusji o „ulubionym powstaniu” ja właśnie wybrałabym to listopadowe, jakoś tak najlepiej mi się o nim uczyło i najbardziej mi w pamięć zapadło) tekst napisał poeta francuski  Jean François Casimir Delavigne. A jakby było tego mało, to nawiązuje ona do Marsylianki. I tak od publikacji w piśmie „Polak Sumienny” istnieje sobie, chociaż wielu nie ma o tym istnieniu pojęcia, bo się nie interesują, nie zawracają sobie tym głowy i w ogóle mało ich to obchodzi.

Ach ile tam jest historii, to trudno się dziwić, że przerasta ona możliwości poznania większości Polaków. Jest i francuska rewolucja lipcowa z trójkolorowym sztandarem, kampania bałkańska, która ma swoje własne powiązanie z powstaniem listopadowym, ale także polskie zwycięstwa z Moskwy czy wypraw z wojskami Małego Cesarza.

Od początku do samego końca jest równie barwnie, ciekawie, historycznie i krwawo. Takie to pieśni są, które wymagają znajomości obydwu, by pełnie ich pojąć.

I na koniec trochę bardziej modowo, chociaż nadal rewolucyjnie. Gawroszka . Ot takie nic, apaszka, kawałek materiału pod szyją wiązany. A jednak nie jest tak całkiem od tamtych pieśni oderwana i w mojej głowie skojarzenie nie tylko przez brzmienie osiąga. No bo ta nazwa nawiązuje przecież do Gavroche’a, który podczas rewolucji po ulicach biegał i rytm na brukach wygrywał butami. Choć mały i wydawałoby się, że niewinny, to wciągnięty w nurt historii płynął z nim dziarsko i walecznie.

Nie będę analizować zawiłości mojego toku myślenia i rozumowania, bo ci którzy mnie znają wiedzą, że czasem myśli moje błyskawicznie przebiegają przez różne rejony umysłu i wybierają sobie same kierunek, w którym sie dalej udają. Zbierają pod drodze znaczenia i wypluwają je jako efekt zadowalający. Dla siebie samych, bo często nie dla mnie, gdyż nawet tego wypowiedzieć się nie da lub się nie powinno. Ale jakoś tak się dzieje, że w mojej głowie patriotka, Marsylianka, Warszawianka i gawroszka tworzą jedną całość. I trochę mnie to przeraża, bo wynikałoby z tego, że moje umiłowanie ojczyzny wiąże się z potrzebą rewolucji, Na szczęście jestem bardzo daleka od przewrotów krwawych i śmierć niosących, dlatego ta moja rewolucja powinna odbyć się w głowach. Nas wszystkich, Polaków, patriotów, którzy marzą o tym, żeby Polska trwała i się rozwijała. Wewnętrzne walki i podziały nic dobrego nam nie przyniosły. Ponad 20 lat szarpiemy się między sobą i próbujemy pokazać, kto jest lepszy, kto bardziej ojczyne kocha, kto wierniejszy jej wartościom i kto odwołuje się do większej ilości narodowych bohaterów. Żadnego rozwoju i poprawy to nie niesie. Jak nie zaczniemy szanować nie tylko kraju samego, ale też siebie w nim mieszkających, to dalej będziemy się tak szarpać niszcząc i społeczeństwo, i naród, i państwo, i ojczyne …

A ja bym chciała, żeby ten kraj był piękny, mądry i dobry. Żeby w swych ramach mieścił tych, którzy chcą tu żyć i którym żyje się tu godnie. Marzy mi się Polska wielka i wspaniała, którą nie tylko kocham, ale kochać jest mi ją łatwo. Bo póki co to jest to dość trudna i wymagająca miłość.

Reklamy

One thought on “Patriotka

  1. Mnie wprawdzie nie przeraża, ale nieco zadziwia. I nie o Twoją potrzebę rewolucji chodzi, ale o tok skojarzeń:”jakoś tak się dzieje, że w mojej głowie patriotka, Marsylianka, Warszawianka i gawroszka tworzą jedną całość”. Z drugiej jednak strony (wnosząc z z Twoich postów)- Ty chyba naprawdę śledzisz wszystkie wydarzenia i wypowiedzi polityków – i jeśli tak, to wszystko jest możliwe…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s