Czerwone wino

W kieliszku lśniło szkarłatem wino. Nie piła już białego, piła czerwone. Mocne i cierpkie tak bardzo, że aż drętwiał od niego język. Lubiła ten stan. Zresztą czerwone wino lepiej pasowało do koloru jej paznokci i ust.

Spojrzała na kieliszek, na którym odcisnął się krwawy półksiężyc pozostawiając swoje piętno na szkle. Kiedyś by się tego znaku wstydziła. Zawstydzało ją brudzenie kieliszków i pozostawianie po sobie śladów. Teraz była z tego dumna. To były ślady jej kobiecości i nie miała się czego wstydzić. Spokojnie po łyku sączyła cierpkie wino, które pozostawiało posmak na języku.

Wtedy wszedł on. Nie spodziewała się go. Od dawna już nie spodziewała się go spotkać i nie czekała na to. Może na początku, gdy przestała zakreślać dla niego kartki w swoim kalendarzu, jeszcze miała nadzieję. Wydawało jej się, że za każdym zakrętem może go spotkać, że pojawi siew najmniej oczekiwanym momencie, ale to i tak będzie doskonały moment. Zawsze gdy coś się kończy pozostaje nutka niepokoju, że nie skończyło się naprawdę, że coś jednak zostało, że tyle wrażeń nie kończy się wraz z ostatnim pocałunkiem i spojrzeniem na czyjeś oddalające się plecy. Ale potem to mija. Czas przynosi dystans do wszystkiego i coś, co kiedyś wywoływało drżenie rąk, teraz wywołuje jedynie wzruszenie ramion. Pewnie dlatego jego pojawienie się nie wzbudziło w niej żadnych emocji.

– Cześć – najwyraźniej uznał, że znalezienie się z nią w jednym pomieszczeniu obliguje go do przyjacielskich odruchów. Może to poczucie winy, że tego „Cześć” ostatnio między nimi zabrakło.

– Cześć – odpowiedziała, bo niestety dobre wychowanie nie pozwalało jej zamilknąć. Zresztą nie było sensu ostentacyjnie milczeć, skoro właściwie nikt nikomu niczego nie obiecywał i nie było o co się obrażać, gniewać czy złościć. Tylko zostało takie niedopowiedziane coś w środku, czego już nawet nie było jak zdefiniować.

– Mogę się dosiąść?

– Jeśli koniecznie musisz.

I się dosiadł. Najwidoczniej koniecznie musiał usiąść na tym krześle. Pewnie było to jakieś jego ulubione, zawsze na nim siadał, albo miało najbardziej ergonomiczne oparcie. Albo znajdowało się przy jego ulubionym stoliku, którego odcień blatu harmonizował z jego poczuciem balansu we wszechświecie.

– Co słychać?

Doskonałe pytanie na początek rozmowy o niczym. Lepsze byłoby tylko takie o pogodę, no ale jaka jest pogoda wie każdy. A jeśli nawet nie ma okien, to ma na pewno miliony chętnych meteoroloprzyjaciół na Facebooku, którzy codziennie uzupełniają tam swoje pogodowe spostrzeżenia.

– Nie wiem dokładnie, barman puściła jakąś muzykę, ale nie jestem aż tak osłuchana, żeby to rozpoznać. – postanowiła odpowiedź sprowadzić w takie rejony absurdu, w których doskonale się czuła i nie musiała traktować życia i konwersacji zbyt poważnie.

– Pytam co słychać u Ciebie.

– Normalnie, zwyczajnie.

– Dawno się nie widzieliśmy i w sumie po ostatniej rozmowie chyba pozostał niesmak.

– Niesmak to pozostaje po złym jedzeniu. Po naszej rozmowie pozostała poważna niestrawność emocjonalna. Ale było minęło. Ja nie potrzebuję analizować tego w nieskończoność.

– Zmieniłaś wino.

Miała ochotę powiedzieć: „A Ty nagle zmieniłeś temat, gdy pojawiło się trudne słowo EMOCJE”, ale czy był sens to drążyć? Pewnie nie, dlatego sobie darowała.

– Jesteś spostrzegawczy. Jakoś tak białe nie pasuje do mojego obecnego stanu ducha. Nie mam depresji, nawet urojonej. Teraz w dojrzały sposób zapijam codzienność i jej troski.

–  To może  moglibyśmy od czasu do czasu napić się razem wina. Nie musi być białe, może być czerwone.

Spojrzała na kieliszek, na ten krwawy półksiężyc będący jej śladem i uśmiechnęła się pod nosem. A potem w końcu powiedziała to, co powinna powiedzieć od razu.

– Powiedziałeś, że się mnie boisz. Nawet nie obawiasz, tylko boisz. Gorsze by było tylko gdybyś się mnie brzydził. Myślę, że nie ma takiego wina, którego moglibyśmy się jeszcze razem napić.  Ani białego ani tym bardziej czerwonego.

Odstawiła kieliszek, podniosła się i wyszła. Miała nadzieję, że tym razem już na zawsze.

Reklamy

8 thoughts on “Czerwone wino

  1. Matko jedyna, co to było?… Proszę, skomentuj to chociaż jakoś.
    Ostatnio to mój ulubiony blog i chciałabym się jakoś odnieść. A tu nie wiem, jak. Mam czekać na jakiś kolejny odcinek, czy jakkolwiek to nazwać?

      • Ja też się cieszę, ale nie o to chodzi. Są u Ciebie teksty świetne, dobre, lubię nawet te, z którymi się nie zgadzam. I nijak nie umiem uplasować tego, co powyżej. Jednym słowem (albo zdaniem) – „co autor miał na myśli”, czy raczej co autorka niezłych tekstów miała na celu wstawiając jakiś fragment… romansu?…
        Przepraszam, to oczywiście Twój blog i możesz na nim pisać, co tylko chcesz. Mnie zdziwiło tylko, bo to takie trochę pensjonarskie chyba było… Naprawdę nie chciałm Cię ani obrazić ani pouczać. Lekko rozczarowana się poczułam, po prostu.

  2. Bo ja nie zawsze piszę ciężkie teksty polityczne czy społęczne. Musze odreagować. Tekst o paprotce w ostatnim czasie też był lekkim odreagowaniem. Ten powyżej się troche odleżał i jakoś mnie naszło, ze jego pora nadeszła.
    Nie jest bieżący, nei jest aktualny …
    Jest jakąs kontynuacją czegoś, co było kiedyś: https://przerwanakawe.wordpress.com/2012/11/29/biale-wino/

    I jednocześnie końcem hisotrii ( w końcu wyszła bez powrotu ;) )

  3. Obiecuję poprawę. Zresztą raczej mi się felietony pisza ( bo ciągle mam wrażenie, że to wszystko samo mi się pisze, a nie ja to piszę) niż jakieś opowiadania czy inne tego typu „rodzaje literackie”.

  4. no właśnie mi się wydawało, że już cos o winie było. ale jak każdy facet daltonista nie wiedziałem o którym, pierwotnie nawet myślałem, że drugi raz ten sam tekst czytam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s