Tablet majowym przedmiotem pierwszej potrzeby

Będzie obnażanie (nie mylić z obrażaniem), na szczęście jedynie mentalne i duchowe, wiec nikt tutaj uszczerbku na zdrowiu psychicznym nie powinien doznać, można bezpiecznie czytać dalej. Wyjątek stanowią ludzie wrażliwi, których ponownie ostrzegam, że ja pisze co myślę, bez zbędnych ceregieli i owijania w bawełnę, więc jak kogoś odmienne od jego własnym poglądy bolą wręcz fizycznie i powodują straty moralne lub obrazę uczuć religijnych to NIE CZYTAĆ, nie dotykać, nie narażać się na cierpienia, bo robi się to na własną odpowiedzialność.

Zbliża się maj, co jest dość zaskakujące z uwagi na fakt, że dopiero niedawno zniknął śnieg. Ale prawda jest taka, że pół kwietnia przeminęło z zimową aurą i teraz wiosna nam rozkwita, a maj puka do drzwi. Trzeba się na ten miesiąc dobrze przygotować, bo obfituje on w wydarzenia wszelakie, do których z marszu podejść nie sposób. Dlatego już teraz przysyłane są maile do różnych osób ( w tym do mnie) od firm, które wiedzą lepiej czego się potrzebuje, co należy zakupić i co jest w życiu niezbędne. I bynajmniej nie chodzi tu o wielkie zakupy na majówkę, które nie może się odbyć bez grilla, leżaków i ekwipunku sportowego. Chodzi o coś większego, ważniejszego, co również odbywa się w maju i do tego cyklicznie.

Przechodzę zatem do wyznania:

Ja, antyklerykał z przekonania i wiedzy zdobytej, osoba negująca potrzebę istnienia i funkcjonowania kościoła katolickiego, sprzeciwiająca się wszelkim jego przejawom i doznająca wnerwu ostatecznego na każdą wieść z tego kierunku przyznaję publicznie, iż u komunii świętej byłam.

Ale jak bardzo ja byłam. Było to bowiem w czasach, gdy religii mnie upychało siew szkole pomiędzy matematyką, chemią i wychowaniem fizycznym, tylko przeznaczone były do tego celu specjalne sale przykościelne, do których trzeba było w odpowiednim momencie iść. Człowiek wiedział wtedy po co i dlaczego to robi, a nie zagryzał kolejną lekcję bułką z szynką (wtedy nie było mowy o szynce, bo były to lata 80. i szynka stanowiła towar deficytowy). W dzień lekcji religii pakowała się odpowiedni zeszyt, ewentualnie książkę i do tej Sali się szło. Było to coś szczególnego, dodatkowego, wyjątkowego i dla tych, którzy chcieli, a nie z przymusu dla każdego. Ja wtedy chciałam. Interesowała mnie religia i chciałam poznać jej tajemnice. Czytałam biblie i opracowania, zadawałam pytania i uzyskiwałam odpowiedzi, ucząc sie modlitw nie klepałam ich bez namysłu, tylko analizowałam treść i poznawałam znaczenie, a niezrozumiałe słowa starałam się wyjaśnić. Niestety ta dociekliwość w późniejszym okresie doprowadziła mnie do zadawania niewygodnych pytań i z braku satysfakcjonujących odpowiedzi do własnych poszukiwań, co skończyło się tak, jak sie skończyło, ale wtedy byłam dzielną małą katoliczką z otwartym na boga sercem.

I tegoż boga w postaci kawałka wafelka przyjęłam wierząc święcie, że od tej poty będę lepszym człowiekiem, pełniejszą jednostką, bardziej miłosierną i mądrzejszą.

Obawiam się, że teraz dzieci nie mają pojęcia czym jest komunia święta, na czym polegają prawdziwe do niej przygotowania i o co w tym wszystkim chodzi. Teraz chodzi o prezenty, ładne ubranie i imprezę. Jeżeli jedynym powodem przyjęcia komunii ma być ładne ubrania, to wypadałoby się nad tym poważnie zastanowić. Ja moje dziecko mogę ładnie ubrać ot tak, bo mam taki kaprys, albo z okazji urodzin czy pójścia do teatru. Mogę też bez okazji, bo moja córka regularnie po domu biega w sukience księżniczki a wczoraj pomagała mi w niej piec babeczki. Podobnie sytuacja wygląda z imprezą, bo przecież można ją zrobić z tylu różnych okazji, o czym wiem doskonale po ostatnim weekendzie i wydarzeniach około urodzinowych. Roboty było, zamieszania było, ale impreza się odbyła.

A już szczytem głupoty jest dla mnie to prześciganie się w prezentach. Zegarki już dawno przestały być towarem luksusowym. Rowery ewoluowały w BMX-y, a teraz doszły do poziomu quadów, co przyprawia mnie o drżenie serca, ale nie ze wzruszenia, tylko strachu, że bądź co bądź pojazdami przemieszczają się takie małe dzieciaki. Gdzie odpowiedzialność? Bo przecież chyba nikt nie sądzi, że w tych małych głowach. W dużych najwyraźniej też jej zabrakło.

I tu dochodzimy do meritum, genezy powstania tekstu, zaczątku wszystkiego … do maila, którego otrzymałam dziś rano.

Bez tytułu

Tabletu nie mam, nie potrzebuje, kupić nie zamierzam. Tym bardziej nie kupiłabym go dziecku w wieku 8-9 lat. Niezależnie czy byłyby to urodziny, dzień dziecka czy pierwsza komunia święta. A jednak okazuje się, że najwidoczniej jest to produkt pierwszej potrzeby dla każdego, kto w zamieszaniu komunijnym bierze udział. Nie telefon komórkowy, nawet dotykowy nie robi już na tych dzieciakach wrażenia. Musi to być tablet. Tego całego Jezuska przyjmuje się tylko po to, żeby dostać w końcu wymarzony prezent. Lepszy od kolegi, droższy niż ten koleżanki, wspanialszy niż starszego brata i będący obiektem podziwu dzieci na podwórku. A cała idea, która leży u podstawy wydarzenia zalegnie gdzieś w żołądku wraz z białym wafelkiem, przykryta schabowym z najlepszego cateringu i zalana parującym rosołem.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s