Dysleksja, dysortografia, ADHD … paranoja

Dzieci teraz mają na wszystko papier. Na błędy ortograficzne, na błędy językowe, na nieumiejętne pisanie, czytanie i brak koncentracji na lekcji. Wszystko można załatwić odpowiednia diagnozą przystawić pieczątkę i nie ma zmartwienia. Dziecko może pisać jak kura pazurem robiąc okropne błędy, a szkołę skończy i ruszy przed siebie w życie. Bo ma papier z pieczątką, który potwierdza, że ma dysleksję, dysortografie, ADHD, a rodzic paranoje.

I nie, nie sądzę, że absolutnie wszystkie dzieci, które takowe papiery posiadają są zwyczajnie niezdolne i leniwe. Sądzę jednak po ilości tego typu zaświadczeń, że jest to absolutnie pójście na łatwiznę, uniknięcie ciężkiej pracy przede wszystkim nad samym sobą.

Nigdy nie próbowałam sie zdiagnozować w kierunku dysortografii czy dysleksji, chociaż wszelkie przesłanki ku temu posiadam. Jest mi totalnie bez różnicy, czy gdzieś jest „rz”, „ż”, „zr” … nie sprawia mi też żadnej różnicy „h” i „ch”. Wszystko mi jedno i nie potrafię zauważyć tego zwłaszcza w moim tekście. Pamiętam ile razy moja mama, osoba całkowicie bezproblemowa na polu ortograficznym, rwała włosy z głowy, gdy widziała co ja potrafię powypisywać. Obłęd. Sprawdzała moje prace pisane w domu, sprawdzała moje prace pisane na studiach (bo pisałam je na maszynie a nie na komputerze) i dopiero programy podkreślające wszystko pięknym, czerwonym szlaczkiem zwolniły ją z tego obowiązku. Jak zatem dawałam sobie radę przy pracach pisanych w szkole? Ciężka praca, która polegała na wbijaniu sobie do głowy zasad, na analizowaniu poszczególnych słów i zależności, na odmienianiu godzinami i zapamiętywaniu wyjątków i na mojej tajemnej broni – słowniku wyrazów bliskoznacznych w głowie. Każdy wyraz z newralgiczną literą … a może dwuznakiem… potrafiłam zamienić innym bez tego typu pułapek. Dyktanda ortograficzne mnie dobijały, gdyż byłam w stanie przy największym wysiłku dostać z nich 3. Wypracowania pisałam na 5.

Dodatkowo, żeby nie było tak prosto, w pisaniu liczb notorycznie popełniam tzw. „czeskie błędy”. 23 to może być 32, przecież to prawie bez różnicy. Jakoś pomimo tego udało mi się napisać maturę z matematyki i zdać ją dzięki wyjątkowej uważności we wpisywaniu i przepisywaniu kolejnych wyliczeń. Bo w głowie one mi się obliczały same, tylko na papier jakoś tak bez ładu i składu je przenosiłam.

Teraz na to wszystko można mieć papier. I machać nim przed oczami nauczycieli a potem wykładowców. Niestety albo na szczęście nie wszystkich, bo problemy w szkole to jedno, a wbrew własnym predyspozycjom lub ich barku wybrany kierunek studiów to już inna sprawa. U mnie na uczelni na pierwszym roku kulturoznawstwa objawiła sie niewiasta z odpowiednim zaświadczeniem, że posiada ona dysortografię i zgłosiła to, by na egzaminie z filmoznawstwa nie brać pod uwagę jej błędów ortograficznych. Profesor prowadzący zajęcia prawie ją wyśmiał. Wywiązała się dyskusja, w której ona powoływała Siena swoje zaświadczenie, a on na studia humanistyczne, na które się zdecydowała pomimo tego i powinna ponosić tego konsekwencje. Ona mówiła o pomocy współczesnej technologii ( ach te moje ukochane czerwone szlaczki, którymi na obecnym etapie także ten tekst usiany jest bardzo gęsto), a on o odpowiedzialności za wybierany zawód. W końcu powiedział do niej: „Nikt kalece w balecie tańczyć nie każe.”

I dyskusja umarła. Okrutne? Prawdopodobnie tak. Szczere? Bezsprzecznie. Nie mam talentu do chemii i do głowy by mi nie przyszło iść na takie studia. Ona jako osoba upośledzona ortograficznie i jednocześnie ktoś, kto nic nie zamierza z tym zrobić, nie powinna decydować się na kształcenie w kierunku bycia krytykiem filmowym bądź teatralnym. Ot taka sobie kolejna paranoja.

Papierki, zaświadczenia, orzeczenia … na każdą nieumiejętność.

Z tego wszystkiego jeszcze ADHD, ale prawdziwe, zdiagnozowane, a nie wyssane z palca na odczepnego, żeby nikt nie wymagał za wiele, jakoś przemawia. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że sytuacja, w której każdy bodziec jest najważniejszy i walczą ze sobą w głowie dźwięki, odczucia i wrażenia, może utrudniać funkcjonowanie a już na pewno skupienia. O mnie niektórzy mówią, że mam ADHD, bo wszędzie mnie pełno, robie 50 rzeczy na raz, wszystko zaczynam i mam rozgrzebane w trakcie, a jeszcze inne rzeczy też zaczynam, przeskakuję pomiędzy zadaniami jak żongler miedzy piłeczkami… ale to nie dlatego, ze jestem chora, tylko mam taką wrodzoną nadpobudliwość. W tym całym wygenerowanym przeze mnie (no właśnie- przeze mnie, a nie przez okoliczności zewnętrzne) doskonale się odnajduję, bo to mój żywioł. Nawet robiąc kila rzeczy na raz jestem w stanie każdej poświęcić należytą porcję uwagi, bo tak podzielną mam uwagę i o tym wiem, więc z tego korzystam.  Nic mnie nie rozprasza, bo potrafię odłączyć zbędne bodźce, a często nijak one na mnie nie wpływają nawet jeśli je przyswajam. Rekordem była sytuacja, w której oglądałam film w telewizji, miałam włączone radio, bo czekałam na jakąś audycję, uczyłam się na następny dzień do szkoły czytając podręcznik od biologii i rozmawiałam przez telefon. W tym wszystkim do pokoju weszła mama, która natychmiast uzyskała odpowiedź na zadane pytanie i oniemiała. Nie była w stanie pojąć, jak to możliwe, że potrafię panować nad tym wszystkim, co się w moim pokoju dzieje i przyjmować dodatkowe bodźce, jakim było jej pojawienie i pytanie. No potrafię. A co jeśli bym nie potrafiła, a ta mnogość bodźców zewnętrznych docierałaby do mnie bezustannie? Pewnie przyszło by mi zwariować, oszaleć i uciec z krzykiem. Tylko od czego, bo przecież nie od siebie samej i tego, co generuje moja własna głowa.

Nie chodzi o to, żeby wykreślić te przypadłości z rzeczywistości, odebrać do nich prawo wszystkim  ludziom i nie uznawać ich w żadnych wypadku. Chodzi o to, że kolejne nazwane przypadłości stają się przepustkami dla tych, którym się zwyczajnie nie chce. Po co poznawać zasady ortografii, jak można mieć odpowiednie zaświadczenia i pisać trzy po trzy, a ktoś to będzie rozszyfrowywał z kroplami potu na czole. Po co zmusić się do siedzenia w miejscu, co bywa niewygodne ( ADHD nie mam, ale z wysiedzeniem na miejscu przez półtorej godziny na studiach problemy także miałam, bo brakowało mi aktywności) jak można przynieść papierek który pozwala biegać dookoła uniemożliwiając innym prawidłowe funkcjonowanie. Wypadałoby teraz przywołać tak dobrze wszystkim znaną logikę myślenia, żeby zastanowić się, czy naprawdę nagle prawie wszyscy są na coś chorzy, czy może jest to jakaś moda wynikająca z lenistwa. Ale obawiam się, że niebawem okaże się, że problemy z logicznym myśleniem są też jakąś bardzo powszechną i ogólnie zdiagnozowaną przypadłością.

Advertisements

17 thoughts on “Dysleksja, dysortografia, ADHD … paranoja

  1. Teraz rozumiem, skąd te irytujące czasem błędy w Twoich tekstach. Myślałam, że może z pośpiechu, że skupiasz się na klawiaturze, a na rezultacie już nie bardzo. Sama treść tekstów jest niezła i można wybaczyć błędy, ale tylko dlatego, że jest to blog. Zdaje się, że po kulturoznawstwie zostaje się krytykiem filmowym bądź teatralnym i dla tekstu w gazecie już litości bym nie miała. Nie zgadzam się na drukowanie w czymkolwiek tekstu z błędami. Mnie to zwyczajnie utrudnia zrozumienie treści, a myślę, że nie jestem wyjątkiem.
    Kiedyś na studia należało zdać egzamin i wówczas Twoja koleżanka uniknęłaby bezprzedmiotowej dyskusji z wykładowcą, bo nie miałaby okazji zetknąć się z nim – zwyczajnie nie dostałaby się na studia filologiczne. Wykładowca miał, według mnie, absolutną rację. Bo jak owa pani wyobrażała sobie swoją przyszłą pracę zawodową? Może pod każdą jej publikacją znajdowałoby się zdjęcie zaświadczenia lekarskiego? Jeśli ma taką przypadłość i nic z nią nie można zrobić, pomimo wysiłków, to oznacza, że nie ma właściwych predyspozycji do wykonywania zawodu. Trudno, tak bywa. Daltonista nie może zostać malarzem, głuchy śpiewakiem, niewidomy kierowcą, a ta pani akurat dziennikarką. I naprawdę nie ma w tym nic z okrucieństwa. Nawet nie będę się upierać, że tego rodzaju problemy, to wynik jej lenistwa. Bo nie wiem. Bo może rzeczywiście spędziła dzieciństwo i młodość na tłuczeniu zasad ortografii, pisaniu dyktand i dalej nie przyniosło to żadnych rezultatów. Może. Ale w takim wypadku nie może zostać dziennikarką.
    Co do innych przypadłości, jak ADHD i pojawiający się wśród młodzieży niemalże cały alfabet, to nie sądzę, aby nigdy wcześniej one nie występowały. Ale po pierwsze: to się po prostu leczy – zarówno lekami stymulującymi, jak i terapią. Jak takiego leczenia się dopilnuje, to ono naprawdę przynosi dobre rezultaty. Po drugie natomiast, to powszechność zjawiska może być wynikiem podejścia do wychowania dzieci. To jest temat rzeka, ale nie będę go aż tak rozwijać. Zastanawiałam się jakiś czas, co dokładnie ma oznaczać wychowanie bezstresowe. I chyba wiem – ma ono być bezstresowe dla rodziców. Bo normalnie wychowuje się dzieci, wkładając w to wiele uwagi i wysiłku. Następnie rodzic ma określone oczekiwania rezultatów. I nie mam tu na myśli, że dziecko koniecznie musi zostać lekarzem czy ministrem, ale człowiekiem myślącym, uczciwym, odpowiedzialnym…etc. Jak te rezultaty nijak nie równoważą się z trudem wychowania, to taka sytuacja może wywołać długotrwały stres. U rodzica. Natomiast, jak nie bardzo zwraca się uwagę na wychowanie i rozwój dziecka (co, niestety, bardzo często obserwuję), rodzice zajęci są rozwojem własnym, a dziecko przecież i tak dorośnie, bo ma dach nad głową, ciepło w domu, jedzenie i pełnię swobody – to oczekiwań wobec braku trudu nie ma żadnych. Jak przypadkiem się zdarzy, że dziecko -mimo wszystko- przyswoi sobie cechy jak najbardziej pozytywne, to tylko duma może rozpierać. A jak nie – to przecież o rozczarowaniu nie może być mowy, a tym bardziej nie wpędzi to rodzica w stres, bo i tak nic nie zrobił w innym kierunku. A w razie problemów na zewnątrz (np. w szkole), załatwi się zaświadczenie o takiej czy innej przypadłości. Jedno, raz na zawsze i więcej rodzic wzywany do szkoły nie będzie, nie będzie się też stresował.
    Twoja podzielność uwagi jest istotnie imponująca, ale pomyśl, czy nie wpływa negatywnie na poszczególne elementy, którymi się akurat zajmujesz. Może gdybyś w trakcie pisania wyłączyła przynajmniej jeden z odbiorników, a jeszcze lepiej obydwa, to może mogłabyś skupić się na wyeliminowaniu błędów ze swoich tekstów. Albo na bardziej dogłębnym potraktowaniu tematu. Nie zamierzam się czepiać, ale czasem widać u Ciebie uciekające myśli. Zaczynasz o czymś pisać bardzo sensownie, myśl pobiegła gdzieś dalej i kończysz czasem jakkolwiek. Czasem – nie nagminnie. Albo coś zostało napisane przez Ciebie, pojawia się komentarz i w Twoich odpowiedziach widać (też czasem), że temat został potraktowany powierzchownie, już nie zagłębiasz się w analizę, jaka mogłaby wyniknąć z dyskusji w komentarzach.
    Jesteś osobą dorosłą, ja też jestem może jeszcze bardziej dorosła, ale myślę sobie, że człowiek pracuje nad sobą samym całe życie.

    • Na blogu jest o tyle „dobrze”, że publikuję, a potem poprawiam… po tygodniu, miesiącu … roku ;)
      Jak ktos zauwazy i powie, poprawiam od razu. NIe wszystko załatwiają czerwone szlaczki. Niestety.
      Do publikacji nie tylko w gazecie, ale też na portalach czy stronach, przeglądam wiele razy przed oddaniem i liczę na uwagi redakcyjne. Chociaż na kiektórych stronach JA ZAUWAŻAM błędy, choć bardziej językowe niz ortograficzne ;)

      Bezstresowego wychowanie NIE MA. To jest chów
      Dziecko wychowuje się, co zakłada stres, bo narzuca normy. Bez norm nie ma mowy o wychowaniu, Takie dzieci sietylko trzyma i karmi. Jak świnie. Nawet psa sięwychowuje, to czemu pozbawić tego własne dziecko?

      Teksty na bloga powstają pod wpływem chwili. Coś mnie dotknie, poruszy, coś mi w duszy zagra, zapisuję i puszczam w świat.
      Z tekstami bardziej analitycznymi już tak nie jest. Nosze je w sobie, zapisuje poszczególne myśli, analizuję, powracam po dniu czy dwóch. Tam mam czas. Tu liczy się chwila.
      I oczywiście, że nad sobą pracuję.
      Widać to nawet porównując moje pisanie z początków bloga i obecne :)

      • Na uwagi redakcyjne za bardzo nie liczyłabym. Mnie zdarza się czytać książki z ołówkiem w ręce i mam co poprawiać. A zwróć uwagę, że każda książka wydrukowana zostaje już po korekcie.
        Rozumiem, że teksty na bloga powstają, bo coś Cię poruszyło, ale to chyba też taką rzecz analizujesz?…
        Nawet jeśli nie natychmiast, to komentarze skłaniają do jakiejś analizy.
        Początków bloga nie czytałam, więc wierzę na słowo.

  2. Ale analizuję po wystawieniu na widok publiczny i po komentarzach, a nie przed … no oczywiście jest mikroanaliza w trakcie pisania …
    I tak mi przyszło do głowy, ze ta podzielność uwagi dotyczyla odbioru bodźców, żeby nie wyszło na to, że pisze pośród miliona różnych działań

  3. Nie rozumiem. To koleznaka z ‚papierem’ nie powinna sie znalesc na kulturoznastwie a autorka bloga, przekonujaca nas w pierwszej czesci notki, ze na taki ‚papier’ zapewne zasluguje, powinna byc na takich studiach?
    Na czym oparte sa przypuszczenia ze posiadanie ‚papieru’ jest pojsciem na latwizne ze strony dzieci i dowodem na paranoje u rodzicow? Prosze o statystyki, konkretne dane. No i te wszytkie ‚fakty’ i stwierdzenia autorki bloga i komentujacej Weroniki na czym sa oparte, na wiedzy gdzie konkretnie pozyskanej?

    • Koleżanka swoim papierem machała przed nosem wykładowców na studiach humanistycznych.
      Autorka bloga godziła się na ewentualne problemy wynikające z niedociągnięć, skoro na studiach humanistycznych ze swoją niemocą była.

    • Tak, bo jedna była w stanie wygrać ze słabościami, a druga szukała dla nich usprawiedliwienia. To dość łatwe – szczegółowa analiza nie jest konieczna. Tym bardziej statystyki, które nie wiem czego miałyby dotyczyć.

      • Weronika, a o tym ze autorka bloga ‚była w stanie wygrać ze słabościami” swiadczy juz pierwsze zdanie towjego komentarza „Teraz rozumiem, skąd te irytujące czasem błędy w Twoich tekstach.”, prawda?
        I skad ta ‚wiedza’ ze wszelkie dys- to sa ‚salabosci?
        Klaudia, najwyrazniej ja nie pokonalam jeszcze swoich niemocy. Poprawiasz mnie bo liczysz ze naucze sie, zapamietam czy ze zwyklej zlosliwosci?
        Przykre ze musisz podpompowac sobie ego wspominajac o tej swojej kolzenace w notce ktora chyba miala byc o tobie. Dla mnie bohaterka nie jestes. Jesli mialabym sie dziwic dlaczego twoja kolezanka wybrala studia humanistyczne to musiabym sie dziwic dlaczego wybralas je i ty. To ze ona dala sie zdiagnozowac tylko o niej dobrze swiadczy, to ze ty, podejrzewajac ze cos jest nie tak pozostawilas to bez konsultacji dobrze o tobie nie swiadczy. To ze cos tam robisz na slepo w kierunku poprawy twojego pisania to tez jest malo imponujace. Z diagnoza i pomoca specjalisy mogalbys osiagnac o wiele lepsze rezultaty. I nie, nie musisz sie nikomu tlumaczyc z posiadania papiera i prosic o ulgowe traktowanie do ktorego owy papier upowaznia.

  4. Notki nie są o mnie, tylko o moich spostrzeżeniach. NIe podpompowałam sobie ego, bo gdybym to chciała zrobić, zrobiłabym inaczej. Otaczają mnie ludzie i siłą rzeczy dostają sie do moich tekstów. Swojego świata nie zamykam na JA JA JA…

    Żeby lepiej pokazac o co mi chodzi dam przykład osoby bez nogi, która chciałaby biegać.
    Gdyby walczyła z niemocą, postarała się o proteze i w ten sposób przezwyciężała trudności w osiągnięciu celu, to byłoby całkiem ciekawie.
    Gdyby bez tej nogi siedziała na starcie i krzyczała „Przecieście mnie do mety, bo nie jestem w stanie zrobić tego samodzielnie”, to zastanawiałabym sie, co jest z nią nie w porządku.

    I NIE JESTEM BOHATERKĄ.
    Dla siebie samej też.
    Bohaterką jestem tylko dla mojej córki, ale to juz inna historia…

  5. Podany przyklad rozwalil mnie na lopatki.
    Czym dokladnie dysponujesz: szklana kula, magiczna talia kart czy tez wrozysz z fusow?
    Skad wiesz ze owa ‚niewiasta z odpowiednim zaświadczeniem, że posiada ona dysortografię’ ktora ‚zgłosiła to, by na egzaminie z filmoznawstwa nie brać pod uwagę jej błędów ortograficznych’ nie pracowala nad soba? Moze pracowala w trudzie i znoju, moze bardziej niz ty? Pewne jest natomiast to, ze jesli robila cokolwiek, jej dzialania byly celniej ukierunkowane niz twoje.
    Nie masz diagnozy a tylko swoje przypuszczenia i byc moze gdyby cie przebadano wyszloby na jaw ze nie podchodzisz pod ktores z dys- a nalezysz do innej grupy ludzi, o ktorej piszesz w swojej notce i ktora pogardzasz.

    i jeszcze zagadka, skad jest to wziety cytat (lekko tylko zmodyfikowany)i kogo dotyczy:

    „Nie mam talentu do i do głowy by mi nie przyszło iść na takie studia. jako osoba upośledzona ortograficznie i jednocześnie ktoś, kto nic nie zamierza z tym zrobić nie powinnam decydować się na wykształcenie w kierunku bycia krytykiem filmowym bądź teatralnym.


    „Ot taka sobie kolejna paranoja” <- i z tym ostatnim stwierdzeniem sie zgodze.

    Koniec tematu z mojej strony.

    • Jest różnica pomiędzy wystawieniem diagnozy choremu na astmę, a wystawieniem zaświadczenia z diagnozą dysortografii. Przy czym obie te rzeczy są celowe. Jednak celowość pierwszej dotyczy ukierunkowania leczenia, którego poprowadzić bez diagnozy nie można. Natomiast prowadzić zajęcia zmierzajace do posługiwania się zasadami ortografii można również bez zaświadczenia o dysfunkcji, a samo zaświadczenie wystawiane jest właśnie w celu posłużenia się nim np. przed nauczycielem języka polskiego, który uczniowi z dysfunkcją nie powinien oceniać dyktand.
      Istotnie, popełniłam błąd pisząc, że autorka tekstu wygrała ze słabościami. Powinnam napisać, że świadoma słabości bezustannie toczy walkę, którą w którymś momencie najprawdopodobniej wygra. Ale sama napisała, że wszystkie prace przed oddaniem kilkakrotnie sprawdzała, żeby nie oddać ich z błędami, co z pewnością wymagało wiele wysiłku. I bardzo proszę, nie argumentuj, że był to wysiłek mamy, która owe prace poprawiała, bo z całą pewnością nie tylko mamy. A mogła przedstawić zaświadczenie, nie angażując sił własnych i rodziny. Na tym polega różnica, że jedna nie odda artykułu do publikacji bez sprawdzenia pod względem ortograficznym, a druga ewentualnymi błędami nie będzie zaprzątać swojej uwagi.

      • Znowu czytanie ze zrozumieniem sie klania.
        „zgłosiła to, by _na_egzaminie_ z filmoznawstwa nie brać pod uwagę jej błędów ortograficznych”
        Podkreslenie moje NA EGZAMINIE a nie w pracach domowych, wypracowaniach, artukulach wszelakich ktore pisze sie w domu, bibliotece i gdzie mozna bledy sprawdzic w slowniku, spytac sie kogos o pisownie, dac do sprawdznia czy wrzucic tekst do korekry w komputerze.

        „którą w którymś momencie najprawdopodobniej wygra.” No wiec, nie, nie wygra. Nie nie bedzie to jej wina nawet. Obojetnie czy bedzie sie starala troche czy bardzo, nie wygra. Moze co najwyzej zredukowac ilosc bledow. Wazna jest tez swiadomosc ze nawet jesli sie tych bledow nie widzi to nie zanczy ze ich nie ma i trzeba tekst wrzucic do korekty. A po egzaminie mozna miec nizsza ocene ze wg na bledy i mozna byc tez wysmianym przez bucerskiego profesora. No ale to jest juz bardzo okej, prawda?

        „a samo zaświadczenie wystawiane jest właśnie w celu posłużenia się nim np. przed nauczycielem języka polskiego, który uczniowi z dysfunkcją nie powinien oceniać dyktand.”
        Na przyklad nauczycielem jezyka polskiego ale nie przed wykladowca filmoznawstwa? Interesujace!

        to ja juz pojde

  6. Owszem, przed nauczycielem języka polskiego. Naprawdę, nie każdy musi dostać świadectwo dojrzałości, nie każdy musi ukończyć studia. Bo obniżając bezustannie poziom nauczania, rezultat jest taki, że mamy całą masę osób z dyplomami, za to profesjonalistów brak. Wśród dziennikarzy także. Uważam, że nie jestem nazbyt wymagająca oczekując, aby dziennikarz wypowiadał się w języku ojczystym poprawnie.Od strony logicznej,stylistycznej i gramatycznej. W języku pisanym oczekuję również poprawności ortograficznej i interpunkcyjnej. Jak nie jest w stanie sprostać, to zawsze można wybrać inny zawód.

  7. Oraz powiesic na scianie. Gdybys miala chociaz blade pojecie o czym piszesz byloby prosciej. To ze ktos jest w stanie napisac cos naprade ciekawego i wykazac sie wiedza ale niestety nie potrafi wstawic odpowiedno przcinki i robi orty nie powinno go dyskwalfikowac. Przypomne ze autorka bloga ma podobno te cale dys- i patrz! matura! studia i to humanistyczne! kulturoznawstwo! Jeszcze bloga prowadzi i jest tak milo zachecana przez ciebie! Poradz jej moze ze powinna zmienic zawod na taki gdzie nie trzeba miec kontaktu ze slowem i liczba. Moze rowy kopac, no co tam jeszcze? Jest tyle prac manualnych..

    Uważam, że nie jestem nazbyt wymagająca oczekując, abys jednak poczytala cos na temat, byla tolerancyjna, nauczyla sie czytac ze zrozumieniem i sama sobie nie przeczyla.

    • Gorzej, jak nie tylko „orty” i „przcinki”, ale i nic ciekawego… Swoją drogą, jak czytam „orty” i „przcinki” – to istotnie – tak dalece moja zdolność czytania ze zrozumieniem najwidoczniej nie sięga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s