Z pamiętnika prekariuszki

Jest kobieta. No powiedzmy dziewczyna, bo pragnąc prześledzić ścieżkę jej niewątpliwej kariery zawodowej musimy zacząć od samego początku, gdy była bardzo młoda, niedoświadczona i chcąc zarabiać zdecydowała się na taką pracę, jaka była dla niej akurat dostępna. Była to sprzedaż swego rodzaju gazetek, z której to sprzedaży miała jakiś nikły procent, pozwalający jej mieć swoje pieniądze, chociaż były one żałosne.  Nie rozliczano realnego nakładu jej pracy, nikogo nie interesowało ile godzin na tę pracę przeznacza, ile energii w to wkłada. Liczył sie efekt – ilość sprzedanych gazetek. Z celu większej mobilizacji dziewczyna ta miała możliwość decydowania o tym, ile realnie zarobi, bo jeśli sprzedała w danym okresie rozliczeniowym wszystko, co pobrała z firmy, to procent zarobku rósł. Niestety naprawdę wyglądało to tak, że dostawała takie ilości gazetek, których nie dało się normalnie w tym czasie sprzedać bez pozbawienia się całkowicie życia prywatnego i poświęcenia całego czasu poza spaniem na sprzedawanie. Ale jeśli jakimś cudem, nadludzkim wysiłkiem jednak udało jej się to sprzedać, to następnym razem dostawała gazetek więcej, żeby podnieść poprzeczkę, rozwinąć ją zawodowo, a przede wszystkim uniemożliwić przesył większej ilości pieniędzy z kieszeni jej pracodawcy do jej własnej.

Długo nie wytrzymała. Może nie była wystarczająco zdesperowana? Może ni miała za grosz ( grosz to dobre określenie stanu jej zarobków) ambicji? A może zwyczajnie miała poczucie godności własnej, które nie pozwalało jej na pracę niewolniczą? Trudno określić jednoznacznie.

Potem nastąpiła przerwa w jej życiu zawodowym, co wcale nie znaczy, że leniła sie okrutnie. Uczyła się i to dość intensywnie. I nawet nie dlatego, że chciała sprostać oczekiwaniom  społecznym, które wyraźnie dawały jej odczuć, że jeśli chce być człowiekiem wartościowym, to koniecznie musi zdobyć wykształcenie wyższe. Wartościowi są tylko ludzie od poziomu magistra. Wszystko poniżej to ferment społeczny, margines i patologia. Ona uczyła się, bo chciała, lubiła, sprawiało jej to przyjemność, dawało satysfakcję i nie zastanawiała się, czy poziom i kierunek wykształcenia zagwarantuje jej doskonale płatną pracę w przyszłości. Bo co gwarantuje?

Ale w pewnym momencie znowu zapragnęła jednak jakieś pieniądze mieć. I co było następne? Powiedzmy, że sprzedaż. No sprzedawać to można wszędzie i wszystko – piżamy, rajstopy, książki, kawę … A skoro już taką bezpośrednią zwaną akwizycja miała za sobą, to teraz zdecydowała się na stacjonarną. W końcu 3 zł za godzinę potrafią skusić każdego, można się do zawodu przyuczyć, przebranżowić i w ogóle wyjść naprzeciw oczekiwaniom pracodawcy.  A w dodatku jeszcze pracowała totalnie kolorowo – na czarno i w szarej strefie.

Gdy już się czegoś nauczyła, gdy już opanowała warunki pracy, zasady jej funkcjonowania, pogodziła sytuację zawodową i edukacyjną, nauczyła się w sposób płynny przemieszczać między miejscem pracy i nauki, żeby niczego nie tracić, nigdzie nie odpuszczać, wszystko doskonale opracowała pod względem logistycznym (zajęło jej to kilka miesięcy), wtedy pracodawca poprosił ją na rozmowę. Poinformował ją, że w sumie to on nie ma jednego sklepu, tylko dwa, a niebawem trzy i w związku z tym ona nie może być przypisana do jednego miejsca pracy i będzie pracować w nich naprzemiennie. No tam, gdzie akurat jej osoba będzie potrzebna. A on będzie informował ją o tym kiedy i gdzie na bieżąco.

Z tej pracy także zrezygnowała. Jakoś pogodziła się z utratą 3 zł za godzinę w nadziei, że może teraz z kolejnym doświadczeniem na koncie znajdzie coś lepszego, gdzie zapłacą jej może trochę lepiej.  Na szczęście życie nie lubi próżni, zwłaszcza u osób pracowitych, dlatego później znajdowała kolejne zajęcia takie jak opieka nad dziećmi, praca w kawiarence internetowej czy sprzedaż kozich skór. Rożnie też zarabiała, ale nie przekraczała 5 zł za godzinę.

1 1 prekariat

Żadna z tych prac nie była też zgodna z jej pasją, wykształceniem (które w międzyczasie doprowadziła do poziomu magistra)  ani czymkolwiek innym poza portfelem, a i z tym chyba jedynie symbolicznie. Praca bez umowy, praca na umowę o dzieło, na umowę zlecenie… Tysiące papierków podpisywanych czasem raz na miesiąc a czasem kilka razy w tygodniu.

Czy nasz bohaterka nigdy w życiu nie pracowała na umowie o pracę? Nikt nigdy nie zaproponował jej formy zatrudnienia na czas nieokreślony?

Jest światełko w tunelu, pracowała na takiej umowie, raz, w Anglii. Tam, gdzie pojechała do pracy tymczasowej, na czas określony, na kilka miesięcy, o czym wiedziała zarówno ona jak i pracodawca, który jednak zaproponował umowę normalną, zwyczajną, gwarantującą wszelkie ubezpieczenia i składki. W Polsce takiej propozycji jeszcze nigdy nie dostała, chociaż rozwija się zawodowo i może nawet pracuje zgodnie ze swoim wykształceniem, bo jest taką szczęściarą. Jednak nikt nigdy nie był zainteresowany „zaklepaniem” jej sobie jako pracownika, chociaż bywała chwalona i doceniano ja dobrym słowem. Dobrą umową już nie.

Dlatego jest sobie, żyje i pracuje jako prekariuszka. Ktoś mógłby powiedzieć, że lepiej być prekariuszką niż wolontariuszką, która przecież za pracę nie otrzymuje poza tym dobrym słowem niczego, żadnej umowy i żadnego wynagrodzenia.

I z tym trudno się nie zgodzić. Tylko dlaczego ten wybór jest taki mizerny?

Lepiej jest zarabiać cokolwiek za swoją pracę niż nie zarabiać nic. Jeszcze lepiej jest zarabiać zwyczajnie dobrze. Tak, żeby można było żyć godziwie, żeby nie robić zakupów z kartka  w ręku, kalkulatorem i systemem kalkulacji umożliwiającym przeżycie od pierwszego do pierwszego. Jej, a także jej dziecka… lub dzieci …

Zdecydowanie najlepiej jest nie być ani wolontariuszką, ani prekariuszką, tylko pracownicą. Docenianą nie tylko słowem, ale poprzez podniesienie standardów pracy, godziwe zarobki i szacunek do tego, co się robi, czemu się poświęca czas i energię, w co się angażuje …

I na końcu się z tego snu nie obudzić.

Reklamy

2 thoughts on “Z pamiętnika prekariuszki

  1. Strasznie to smutne. Mam nadzieję, że nie o Tobie. Choć niezależnie o kim – to i tak bardzo smutne.

  2. No właśnie jaka to jest różnica o kim to jest? Takie rzeczy siedzieją naokoło cały czas. Tak ludzie żyją, pracują, funkcjonują. Częściej kobiety niż mężczyźni, ale oni też.
    I FAKT to jest BARDZO SMUTNE.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s