Przejrzyjmy się w festiwalu jak w lustrze

W Łodzi Festiwal 4 kultur przesunął się z chłodnej jesieni na gorąca wiosnę. Jest to pewne nadużycie określenia, bo deszczowe dni nie popisały się pod względem gorąca, za to atmosfera festiwalowa jest bliska temu określeniu.

Wszystko sie pozmieniało. Przede wszystkim miejsca, gdyż z sal, galerii i innych wnętrz festiwal wywędrował w plener. Na łódzkie podwórka, które zapomniane niszczeją i bardzo potrzebują ożywienia. Teraz maja na to szanse. Chociaż nie tylko podczas kilku festiwalowych dni, ale jest to plan długoterminowy, który ma w pewien sposób odmienić oblicze Łodzi ukrytej, schowanej przed wzrokiem turystów, ale też samych łodzian, którzy zapominają, że to miasto ma potencjał, tylko trzeba chcieć go wydobyć.

Najpierw było podwórko przy Piotrkowskiej 3, a na nim pokruszone lustra.  Pierwsza myśl w głowie to tytuł powieści Agaty Christie – Zwierciadło pęka w odłamków stos . Ale to tylko powierzchowne skojarzenie, wrażenie spojrzenia. A potem słońce zaczęło grać  światłem w tych kawałkach lustra i przywiodło na myśl Baśni o Królowej Śniegu. A właściwie jej pierwsza część, gdy chochlik czy też demon tworzy lustro, które zniekształca odbijany obraz. A potem roztrzaskuje się ona na tysiące kawałków i rozsypuje po świecie. Tylko o ile w baśniowym zwierciadle odbijane obrazy były wypaczone negatywne, to w lustrze Joanny Rajkowskiej obrazy chociaż pokawałkowane, to brzydkie nie są. Są inne, zadziwiające, zastanawiające ale fascynujące, przyciągające. Na razie są to cztery panele, początek początku tego, co będzie. Gdy cała kamienica zamieni się w lustrzany świat, stanie się ona miejscem nierealnym, wyrwanym z czasem smutnej rzeczywistości miasta i może w ten sposób sprawi, że ludzie będzie czuli się lepsi i piękniejsi. Bo świat, w którym słońce gra światłem na powierzchni kamienicy musi być lepszy i piękniejszy i promieniować tym na ludzi.

Gdy sie słyszy, ze inspiracja do tego dzieła płynie z choroby, to człowiek to odrzuca. Niemożliwym jest przecież, by cierpienie powodowało piękno. A jednak. Tak sie właśnie stało i tak się tam stawać będzie. Powoli i za pomocą wielu rąk tych, którzy chcą, którzy wierzą, że warto.

I ten mój pierwszy kontakt z odświeżonym festiwalem był bardzo pozytywny. Choć obawiałam się, że pokładanie tak  dużej nadziej i pogodzie może nie być najwłaściwsze. Ale pogoda też pochyliła się na festiwalowiczami.

Tyle wrażeń wizualnych, które powodują doświadczenie przez spojrzenie. A potem był koncert był doświadczeniem słuchowym, docierającym przez uszy do duszy.  Boris Malkovsky i Raphael Rogiński zmienili oblicze gitary i akordeonu. Tym razem pogoda nie była łaskawa, ale nie ma tego złego co by kreatywnemu organowi festiwalowemu na dobre nie wyszło. Koncert przeniósł się do Sali lustrzanej Muzeum Miasta. Ach czyżby lustra były hasłem przewodnim niezakładanym przez organizatorów, a naddanym przez okoliczności zewnętrzne?

Ale zanim o tych lustrach to o muzyce. Gitara brzmiąca jak dzwoneczki, harfa czy jeszcze inny instrument, którego nie jestem w stanie zidentyfikować, bo pewnie nawet go nie ma, nie istnieje, a powinien. Akordeon, który coraz częściej nie jest instrumentem kojarzącym się z kapelą weselną a staje się orkiestrą samą w sobie. W odpowiednich rękach tworzy atmosferę, która pozostaje na długo. Ale i tak najciekawsze dla mnie było to, co działo się na fortepianie, który pojawił siew koncercie tylko dlatego, że ta pogoda spłatała figla i grano we wnętrzu.  Wiem jak brzmi żydowski jazz. Chociaż nie spodziewałam się tak idealnego zespolenia muzyki z tak odległych jej zakątków istnienia. Utwory, które niczego nie traciły z klimatu dźwięków wygrywanych pod menorą, a jednocześnie bujały nutami w jazzującym zmiennym rytmie.

A dalej już będzie tylko więcej i mocniej. Teatr w podwórkach, koncerty w podwórkach, podwórka żyjące, odrzucające swoją szarość na rzecz barw i dźwięków, zamieniające cień codzienności na światło nowego dnia. Górnolotnie? Prawdopodobnie tak, ale lepiej unosić głowę zbyt wysoko niż zaryć nosem w podłoże.

A gdy te podwórka sie odmienią, to może odmienimy się my wszyscy. Przeglądając się w nich jak w lustrach. Nie tylko dosłownie jak przy Piotrkowskiej 3, ale też mentalnie jak w całej Łodzi. Zmieniajmy ją, zmieniajmy siebie. Z pamięcią o przeszłości z nadzieją patrząc w przyszłość. Niech tysiące kawałków zwierciadła Rajkowskiej powpadają w nasze oczy i serca jak w Baśni o Królowej Śniegu. Ale niech niosą nie brzydotę, tylko właśnie piękno. Bo tego nam teraz bardzo potrzeba.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s